Telefon w dłoni ściskała mocno, gdy głos matki, jednocześnie błagalny i oskarżycielski, wypełniał kuchnię. Typowe dla mamy nawet prosząc o przysługę, potrafiła obwiniać.
Mamo, chcę pomóc, ale Zawahała się, szukając słów. Judyta mieszka u mnie od ośmiu miesięcy. Ośmiu! Pamiętasz, jak ciocia Basia mówiła o dwóch tygodniach, tylko do czasu, aż znajdzie pracę?
I co z tego? Rynek jest teraz trudny
Ona nawet nie szuka! Fala irytacji zalała Ewelinę. Wczoraj cały dzień spędziła w łazience, robiąc sobie maseczki do włosów. Potem oglądała seriale. A potem
Ewelina, jest w ciąży
Dowiedziała się miesiąc temu! A przedtem co?
Cisza stała się ciężka. Ewelina usłyszała teatralne westchnienie matki, to, które znaczyło: Jaka ty jesteś niewdzięczna, źle cię wychowałam.
Mamo, to moje mieszkanie. Wykupiliście udział cioci Basi dla mnie, prawda?
Technicznie głos stał się suchy należy do rodziny. Po prostu pozwalamy ci tam mieszkać.
Ewelina zamknęła oczy. Znowu ta sama śpiewka.
Myślałam, że to prezent. Za dyplom.
Oczywiście! Ale wiesz, że w rodzinie trzeba
Trzeba co? przerwała. Znosić, że Judyta zjada moje jedzenie, używa moich kosmetyków i zaprasza swojego chłopaka, gdy mnie nie ma? Tego samego, który ją w tę ciążę wpakował, nawiasem mówiąc.
Ewelina! Ton się zaostrzył. Ciocia Basia tak wiele dla nas zrobiła! Gdy tata był chory, kto nam pomagał? Kto się tobą zajmował, gdy ja pracowałam dzień i noc?
Westchnęła. Znała tę śpiewkę na pamięć. Wieczny dług wobec cioci Basi.
Jestem wdzięczna, naprawdę. Ale to nie znaczy, że muszę
Ciocia dzwoniła wczoraj przerwała matka. Płakała. Mówi, że prześladujesz Judytę o byle co.
Ewelina parsknęła śmiechem.
Byle co? Wzięła mój nowy sweter bez pytania i ubrudziła go sokiem! I jeszcze powiedziała: Nie masz do mnie pretensji, przecież jesteśmy rodziną. Nawet nie przeprosiła!
Boże, to tylko ubranie
Nie chodzi o sweter! Gardło jej się ścisnęło. Chodzi o szacunek. Granice. Wracać do domu i czuć się jak obca.
Znowu cisza. W końcu matka szepnęła przekonująco:
Babcia byłaby tak rozczarowana. Dla niej rodzina to było
Nie przerwała Ewelina. Nie przywołuj jej przy każdej kłótni.
Ale to prawda! To mieszkanie pochodzi z jej spadku. Chciała, żeby
Co? Żebym do końca życia opiekowała się Judytą? Żebym znosiła jej kaprysy? Żeby
Telefon zadrżał. Ciocia Basia. Oczywiście.
Mamo, ciocia dzwoni. Pewnie chce mi powiedzieć, jaka jestem złą kuzynką.
Odbierz. Bądź rozsądna.
Dobrze westchnęła. Oddzwonię później.
Przełączając połączenie, przygotowała się na wyrzuty.
Halo, ciociu Basia?
Kochanie! przesłodzony głos. Jak się masz, moje słoneczko?
Słoneczko. Ewelina skrzywiła się. Ten pseudo-czuły zwrot nigdy nie wróżył nic dobrego.
W porządku.
Judyta wspomniała o nieporozumieniach między wami?
Wzrok zadrżał. Nieporozumienia. Oczywiście.
Ciociu, mówiłaś o dwóch tygodniach. Miesiąc, maksimum.
Liczysz jak notariusz! sztuczny śmiech. Rodzina tak nie robi.
A co robi rodzina? Gniew narastał. Kradnie moje rzeczy? Zaprasza gości, gdy mnie nie ma?
No Judyta jest po prostu towarzyska, ona
Przyzwyczaiła się, że wszystko się za nią załatwia. Moi rodzice wykupili twój udział. To był prezent dla mnie.
Nie do końca głos stał się lodowaty. To rodzinny spadek. Twoja mama i ja ustaliłyśmy
Że sprzedajesz swój udział moim rodzicom. Po rynkowej cenie.
Pieniądze, zawsze pieniądze! histeryczne nuty. A dziecko Judyty? Myślisz o nim? Gdzie ona pójdzie?
Ma chłopaka. Ojca, nawiasem mówiąc.
Nieodpowiedzialny! Wyjechał z Krakowa, gdy dowiedział się o ciąży.
Ciekawe dlaczego pomyślała, zanim odpowiedziała:
Macie trzypokojowe, ty i wujek Marek. Dlaczego ona nie mieszka z wami?
Wymowne milczenie.
To skomplikowane. Marek pracuje w domu. Poza tym, tak dobrze się rozumiecie! To byłoby dobre doświadczenie macierzyńskie dla ciebie.
Tak dobrze. Ewelina uśmiechnęła się gorzko. Judyta, wieczna lekkoduszna, a ona, ta odpowiedzialna, zawsze musi ustępować.
Nie mogę tak dalej. Musi się wyprowadzić.
Co?! głos stał się piskliwy. Jest w ciąży! Chcesz ją zestresować aż do poronienia?
Ewelina powstrzymała przekleństwa. Ostateczna broń: poczucie winy przez pełnomocnika.
Nie wyrzucam jej od razu. Ma miesiąc na
Dzwonię do twojej mamy! To skandal! Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy!
Połączenie zostało przerwane. Jej dłonie drżały.
Drzwi wejściowe zatrzasnęły się. Rozległo się stukanie obcasów.
Ewka! przesłodzony głos. Zgadnij, kogo spotkałam? Olę ze szkoły! Wyszła za bogatego informatyka. Jej pierścionek aż oczy bolą!
Judyta weszła, opalona, z wypielęgnowanymi paznokciami, w drogich dżinsach. Żadnych oznak strapienia.
Słuchaj, a może przemeblujemy? rozsiadła się na krześle. Kanapę pod okno? I miejsce dla dziecka
Ewelina wpatrywała się w nią, czując, jak pęka jej ostatnia cierpliwość.
Judyta, musimy porozmawiać.
Nie teraz, dobrze? machnęła ręką. Ból głowy. Te hormony! Pójdę się położyć.
Judyta. Podniosła głos. Musisz się wyprowadzić.
Osłupienie.
Co?
Masz miesiąc na znalezienie mieszkania.
Ty żartujesz? To nasz spadek! Mam takie samo prawo jak ty!
Nie. Moi rodzice wykupili udział. To legalne.
Rodzina jest ważniejsza niż prawo! Jestem wEwelina spojrzała na śnieg za oknem i uśmiechnęła się, bo po raz pierwszy od dawna czuła, że wreszcie oddycha pełną piersią.



