Pobierzmy się – czas na nasze wspólne szczęście!

Dziś znowu myślałem o tym, jak dziwnie potoczyło się moje życie. Zawsze byłem cichy, nieśmiały. Mieszkałem z rodzicami we wsi Podgórze, niedaleko Krakowa. Taki już byłem może wychowanie, może natura. Rodzice, Krystyna i Henryk, nigdy nie mieli ze mną problemów. Zawsze grzeczny, posłuszny.

A u sąsiadów ciągle krzyki, awantury. Wanda, samotna matka, wychowywała dwóch synów Darka i Marka, urwipołciów, szczególnie starszy Darek.

Darek, znowu dokuczasz bratu! Zaraz ci pokażę! słychać było z podwórka.

To on zaczyna! Niech się nie czepia! odgryzał się chłopak.

Jak ty rozmawiasz z matką?! odpowiadała Wanda, zrozpaczona.

Często narzekała mojej mamie:

Nie mam z nimi rady. U was zawsze spokój. Twój Wojtuś to anioł. Zazdroszczę ci, Krysia. No ale co poradzisz twój Henryk też spokojny, syn w niego poszedł. A mój mąż był wariat, awanturnik, i przez ten charakter przedwcześnie zginął. Gdyby nie pił, nie utonąłby Darek to jego żywa kopia, Marek trochę spokojniejszy, ale też się nie podda.

Tak, Wandziu, twoi chłopcy to żywe srebro. Na wywiadówce nauczycielka Darka ostro skrytykowała. Ty nie chodzisz na te spotkania.

Chodziliśmy z Darkiem do tej samej klasy, przyjaźniliśmy się. Ja uczyłem się przeciętnie, on ledwo ciągnął.

Nie chodzę. Wstyd słuchać narzekań na moich łobuzów, zwłaszcza na Darka. Jak widzę nauczycieli, omijam ich szerokim łukiem. Zaraz zaczną narzekać, a ja się rumienię i pocę. Wanda westchnęła. Zazdroszczę ci, Krysia. Twój Wojtuś to złoty chłopak, a moi Machnęła ręką i poszła do domu.

Czas mijał. Darek został takim samym urwisem, po dziewiątej klasie rzucił szkołę, Marek jeszcze się uczył.

Zrobię prawo jazdy, pójdę do wojska, a potem się ożenię takie miał plany.

Ja zostałem taki sam cichy, nieśmiały. Lubiłem samotne wędrówki po lesie, zbieranie grzybów. Wieczorami siadywałem na ganku, piłem herbatę, czytałem książki.

Po szkole zostałem elektrykiem, nie myślałem o wyjeździe ze wsi. Rodzice by nie puścili. Jedyny syn.

Tu są twoje korzenie, synu, tu będziesz żył zdecydował ojciec, a ja się nie sprzeciwiałem.

Do szkoły w mieście jeździłem autobusem tylko pół godziny. Miasto mnie męczyło, za dużo ludzi. Z dziewczynami nie umiałem rozmawiać, choć niektóre na mnie zerkały. Odmawiałem, tłumacząc się, że muszę wracać na ostatni autobus.

Wojtku, nie zadawaj się z miejskimi dziewczynami! ostrzegała matka. Są przebiegłe, złapią cię, a ty nawet nie zauważysz.

Daj spokój, mamo mruczałem, wymijająco.

Bywałem w wiejskiej świetlicy, spotykałem się z Darkiem, ale dziewczyny mnie onieśmielały. Nikt nie wiedział, że w liceum podkochiwałem się w Ewce, rok młodszej. Bałem się do niej zagadać.

Czemu nie jestem taki jak Darek? Dziewczyny się za nim uganiają, a ja Boję się ich, rumienię Ewka mi się podoba, ale nigdy się do tego nie przyznam. Pewnie zostanę starym kawalerem, a Darek już się żeni.

Wojtek, przyjdź na moje wesele! Będzie w świetlicy. Dziewczyny z sąsiedniej wsi przyjadą. Nie bądź gapą, bo zostaniesz sam. Darek śmiał się swoim szerokim uśmiechem.

Jego narzeczona, Agata, była z wioski o cztery kilometry dalej. Niewiadomo czemu nie wybrał miejscowej, choć wiele za nim wzdychało.

Dobrze, Darku, przyjdę.

Wesele było huczne. Świadkową Agaty była jej przyjaciółka, Ola. Letni wieczór, muzyka, tłumy. Ja siedziałem przy stole, czasem wychodziłem na powietrze duszno było.

Wtedy zauważyła mnie Ola rezolutna, rozgadana. Obserwowała mnie wcześniej. Byłem wysoki, ciemnowłosy, więc dziewczyny czasem na mnie patrzyły.

Hej, podejdź bliżej! usłyszałem jej śmiech.

Cześć odparłem, rumieniąc się.

Znam cię. Jesteś synem pana Henryka. mówiła. Twój tata często u nas bywa, zna się z moim ojcem. Ja jestem Ola, a ty Wojtek, prawda?

Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej, coś bąknąłem, plecy miałem spocone. Ola mi się podobała, co tylko pogarszało sprawę. Stała przy mnie, paplała, śmiała się. Ja ledwo co mówiłem, bałem się powiedzieć coś głupiego.

Chodź tańczyć! złapała mnie za rękę i pociągnęła w wir.

Nigdy wcześniej nie tańczyłem, ale jakoś poszło. Muzyka była spokojna, objąłem ją w pół, a ona prowadziła.

To przyjemne, tańczyć z dziewczyną pomyślałem. Ola jest fajna.

Tańczyliśmy cały wieczór. Nie zauważyłem, kiedy nastała noc. Goście zaczęli się rozjeżdżać.

Podobało mi się z tobą, Wojtek. Ale muszę już jechać. Do zobaczenia.

Następnego dnia chodziłem jak urzeczony. Wciąż widziałem przed sobą Olę jasnowłosą, niebieskooką. Ale nie śmiałem jej szukać.

Jak pojadę do jej wioski? Co ludzie powiedzą? Pewnie już o mnie zapomniała.

W sobotę wieczorem ktoś gwizdnął pod oknem. Wyjrzałem Ola stała z rowerem, machała do mnie.

Cześć, Wojtek! Przyjechałam zaprosić cię na koncert u nas. Jutro grają, przyjdziesz?

Przyjdę odparłem bez wahania.

To może przejdziemy się? Trochę mnie odprowadzisz.

Z radością przystałem. Szliśmy powoli, ona mówiła, ja słuchałem. Gdy w oddali pojawiła się jej wieś, powiedziała:

No, tu już sobie podjadę. Do jutra!

Po tym spotkaniu zaczęliśmy się regularnie widywać. Ola przejęła inicjatywę umawiała spotkania, czasem przyjeżdżała sama. Matce nie podobała się ta zbyt rezolutna dziewczyna.

Wojtek, to nie dla ciebie. Za bardzo żywiołowa. Będzie tobą kręcić. Znajdź sobie spokojną dziewczynę.

Ale ja byłem zakochany. Ola sama

Rate article
Fajna Tajna
Pobierzmy się – czas na nasze wspólne szczęście!