Po wyczerpującej nocnej zmianie, gdy Tatiana ledwo powłóczyła nogami przez roztapiający się śnieg i …

Po nocnej zmianie Tatiana była tak wykończona, że ledwo nogi za sobą wlokła. Mrozy ustąpiły miejsca odwilży, a śnieg padał nieprzerwanie codziennie. Co chwila ślizgała się, brodząc w rozmokłym śniegu z lodem pod spodem.

Całą noc nawet na sekundę nie zdążyła się położyć. Raz przywieźli chłopca z zapaleniem wyrostka, raz staruszkę ze złamaniem biodra. Jakby się wszyscy na noc umówili z pogotowiem i szpitalem. Tatiana szła i marzyła tylko o jednym jak wróci do domu i pójdzie spać. Patrzyła uparcie pod nogi, żeby nie zaliczyć spektakularnego orła, i nie zauważyła nawet, jak spod ściany bloku oderwał się człowiek i stanął jej na drodze. Zatrzymała się i podniosła głowę.

Stał przed nią facet koło czterdziestki, wyglądający raczej na jakiegoś lumpa czy rozbójnika. Twarz w zadrapaniach, ubranie całe mokre i niechlujne, jakby ściągnięte z cudzego grzbietu. Tatiana zrobiła krok w bok, by go obejść, bo o bieganiu nie było mowy.

Przepraszam, pomoże mi pani? zagadnął facet.

Pracowała jako pielęgniarka, więc prośba o pomoc działała na nią jak hamulec bezpieczeństwa w tramwaju. Zatrzymała się.

Ja… Facet złapał się za głowę i na chwilę zamknął oczy. Z pociągu mnie wyrzucili. Na szczęście sporo śniegu napadało. Dobrze upadłem, nic nie złamałem, skończyło się na siniakach.

Mniej pić trzeba próbowała go minąć Tatiana.

Ale ja nie piłem! Tylko herbaty się napiłem. Ktoś mi coś dosypał. Usnąłem od razu. Obrobili mnie, nawet ubranie mi zabrali. Dobrze, że nie wyrzucili nago! I jeszcze zeszło się to niedaleko waszej stacji.

No to faktycznie szczęście. Do policji i do szpitala z panem. Głowa boli? Mdli? Pewnie wstrząs mózgu rzuciła Tatiana i próbowała dalej go ominąć.

W policji już byłem. Pociąg dopiero za parę godzin. W komisariacie nie chciałem czekać. I złodziei moich i tak nie znajdą. Ze mną w przedziale jechał taki dziadek, wyglądał na profesora okulary, broda na szpic. Policjant mówił, że i broda, i okulary pewnie sztuczne. I na pewno nie działał sam. Skończyło się szczęśliwie Chciałbym się umyć i przebrać, jestem cały przemoczony. Oddam potem ubranie, słowo.

No pan to ma tupet. Może jeszcze klucze do mieszkania dam, gdzie pieniądze trzymam? oburzyła się Tatiana.

Wszyscy się mnie boją. Boże, czemu nikt mi nie wierzy? Zadarł głowę i spojrzał tak błagalnie w niebo, że aż się Tatianie zrobiło żal. Obejrzała go uważniej: ubrany jak łachmaniarz, ale mówił składnie, nie jak typowy menel.

Dobrze, chodźże już do mnie, bo się jeszcze przeziębisz. Umyjesz się, zobaczymy coś z ubraniem.

Dziękuję, jest pani bardzo dobra. Inni uciekali na widok, nawet nie słuchali powiedział facet i ruszył za nią.

Weszła do mieszkania, opadła na puf w korytarzu. Nogi pulsowały, a oczy się kleiły.

Proszę, łazienka tam, wskazała głową Tatiana w stronę wąskiego przejścia a ja zaraz coś panu wyszukam do ubrania. Jak się pan nazywa?

Michał odparł, po czym zniknął w łazience i zaraz usłyszała chlupot wody.

Tatiana westchnęła. Pożegnała się ze snem na dobre. Brat już dawno mieszka w Warszawie, ale trochę rzeczy zostało. Nie zginie od tego, mruknęła i zebrała co trzeba. Zostawiła ubrania na szafce w przedpokoju.

Wstawiła talerz z zupą do mikrofali. Usiadła i pomyślała: jak teraz mama przyjdzie, to wyobrazi sobie nie wiadomo co. Tatiana odgrzewa obiad, a w łazience kąpie się mężczyzna. Panie Boże, niech mama utknie w sklepie albo u Grażyny, pomodliła się w duchu. Ale Bóg widocznie miał inne sprawy na głowie, bo już rozległ się szczęk zamka.

Tania, już jesteś? Mamy głos zabrzmiał z progu, a Tatiana wychyliła się z kuchni. Ojej, myślałam, że to ty się w łazience myjesz! Kto tam jest? Mama zmrużyła podejrzliwie oczy.

Mamo, bez paniki. Gość z pociągu wypadł, umyje się i pójdzie. Spróbowała delikatnie wytłumaczyć.

To dla niego szykujesz rzeczy po bracie? A co się stało?

Mówiłam, wyrzucili typa z pociągu. Okradli.

Jezu! I ty go do domu wpuściłaś?! Może to złodziej albo jakiś zboczeniec?! Nie przyszło ci do głowy?! Dobrze, że weszłam Może zadzwonić na policję? Mama coraz bardziej się spinała.

Mamo, nie przesadzaj. Policja już była, pociągów dziś nie ma przez remont torów. Umyje się i sobie pójdzie, uspokoiła Tatiana.

Z łazienki zniknął szum wody. Drzwi zamknęły się na chwilę. Pewnie wziął ubrania, zgadła Tatiana.

Mama usiadła przodem do drzwi i czekała. Zaraz wszedł Michał, lekko skruszony, przywitał się cicho ewidentnie słyszał ich rozmowę.

Pokaż się. Taki kawał chłopa, a dali się okraść w biały dzień? zaczęła przesłuchanie mama.

Przepraszam za zamieszanie. Jechałem nocnym do córki na wesele, ktoś dolał mi czegoś do herbaty. Ocknąłem się bez ubrania i pieniędzy, z jakimiś szmatami na grzbiecie, wysiedlony z pociągu pod waszym blokiem. Telefon poszedł, dokumenty też… rozłożył ręce.

Tiaaa. A tutaj pan jakim cudem? My nie stacja.

Mamo! Daj człowiekowi zjeść. Czemu od razu przesłuchanie? burknęła Tatiana. Michał, zapraszam, podgrzałam zupę.

Tania, jak była mała, łapała do domu koty i psy, a teraz facetów rzuconych z pociągu. Mama żartobliwie zwolniła miejsce przy stole.

Jedz pan szybko, bo jak mamie się pan spodoba, to stąd pan nie wyjdzie żywy rzuciła Tatiana z niekrytym sarkazmem.

Bo ty w pracy całe dnie i noce, a w szpitalu tylko staruszkowie i dzieci. Żadnej normalnej rodziny. Ty już pod trzydziestkę idziesz, czas się żenić! Jak ja mogę umrzeć spokojnie, jak cię nie załatwię?

Mamo, proszę cię jeszcze mu powiesz, że chcemy się żenić! Tatiana zażenowana uspokoiła Michała.

Dajcie spokój, machnęła ręką mama i wyszła.

Macie surową mamę stwierdził Michał, odsuwając talerz.

Sama nas z bratem wychowała. Po prostu boi się, że zostanę sama z dzieckiem, jak ona.

A pani lekarz?

Nie, pielęgniarka. Ale… jak pan kupi bilet bez dowodu i pieniędzy?

Policja obiecała pomóc. Pożyczy pani telefon? Chcę zadzwonić do córki, żeby wiedziała, że nie przyjadę na wesele. I do kumpla

Jasne Tatiana pomaszerowała do pokoju.

Mamo, co robisz? zapytała, widząc, że mama wykłada z kuferka biżuterię.

Cicho sza. A jak on faktycznie złodziej? Zanoszę to do cioci Krysi mruknęła i wyszła.

Tatiana nie interweniowała, wiedziała, że na matkę nie ma mocnych.

Położyła telefon przed Michałem i stanęła przy oknie. Michał zadzwonił do córki, z twarzy Tatiany wyczytała, że córka nie rozpaczała szczególnie, że tata nie przyjedzie. Potem zadzwonił do kogoś jeszcze i poprosił o adres.

To już, za chwilę przyjedzie po mnie kierowca. W sumie nie powinienem jechać na wesele. Żona nie lubiła, jak się spotykaliśmy po rozwodzie. Córka nalegała W głupią sytuację się wpakowałem, wyglądał na zmartwionego.

A pan kim jest, jeśli przyślą po pana kierowcę? zdumiała się Tatiana.

Michał zaczynał jej się podobać. W braterskim ubraniu wyglądał nawet nieźle, mimo że trochę opięte.

Z kolegą mamy małą firmę serwisującą sprzęt. Nic wielkiego, taki biznesik. Kolega męczył mnie, żebym nie jechał samochodem, tylko pociąg, bo nie znam drogi, a na imprezie wiadomo A samolotem lepiej było. Trudno. Wytrzyma pani ze mną jeszcze parę godzin i znikam. Tak jakby przekonywał sam siebie.

Tatiana patrzyła na Michała i myślała, że matka ma rację. Wracać z pracy do domu, gdzie czeka mąż, dzieci, a nie tylko mama marudząca i pustka… Prawie trzydziestka, a perspektyw żadnych. Był niby jeden, Leon. Zakochała się, planowała ślub… Skończyło się, gdy zastała go w swoim łóżku z własną koleżanką.

Pani to dobra dusza. Na pewno wszystko się poukłada uśmiechnął się nagle Michał.

A pan? Też sam został wszystko pan ma, nawet firmę.

Hę Na wesele chyba sam tylko jechałem. Rozwiodłem się. Nie trafiła mi się taka dobra, jak pani. Teraz kobiety są bardzo wyrachowane. Faceci zresztą też. A pani po nocce, a ja kłopot na głowie. Przepraszam.

Rozmawiali jeszcze długo. Zaczęło się ściemniać, gdy zadzwonił mu telefon.

To pewnie mój kierowca, Sławek. Michał sięgnął po telefon Tatiany.

No i tyle. Za chwilę wyjdzie i więcej już go nie zobaczę. Znowu będę miała dni jak z serialu o życiu bez życia.

Samochód stoi na dole. Bardzo pani dziękuję. Michał postawił telefon na stole. Zapisałem swój numer jako Michał z pociągu, żeby nie musiała się pani głowić. Pewnie pani i tak nie zadzwoni… Ale jakby coś, to zawsze można na mnie liczyć. Jeszcze raz dziękuję. Oddam ubranie, nie wątpię. Przeproszę mamę ode mnie, pewnie uważa mnie za złodzieja dodał smutno.

Proszę już nie wpadać w takie tarapaty.

Nie. Teraz już tylko autem, a najlepiej samolotem, żadnych pociągów uśmiechnął się.

Tatiana patrzyła przez okno, jak w zimowym półmroku Michał wychodzi na zewnątrz, zatrzymuje się przy samochodzie, znajduje jej okno i macha ręką.

No i tyle. Jutro już nawet o mnie nie pomyśli.

Puściłaś go? zapytała mama z progu, gdy wróciła.

Najpierw narzekałaś, że zaprosiłam, teraz ci żal! Tatiana starała się ukryć rozczarowanie.

Dobry chłop. To widać.

A czemu biżuterię wynosiłaś?

Bo stara głupia jestem westchnęła mama.

Minęły trzy tygodnie. Zbliżał się sylwester. Tatianie już się wydawało, że Michał tylko jej się przyśnił. Wszystko wydawało się jakieś surrealistyczne po czasie. Nocna zmiana na Nowy Rok zapowiadała się spokojnie. W dyżurce stała malutka choinka, pacjentów zostało kilku. Raczej nikt nie zawita karetką ludzie po świętach zjawiali się dopiero na drugi dzień. W końcu można się wyspać.

No to co, Taniu, znowu razem na dyżurze? uśmiechnął się chirurg Wierzbicki i spojrzał na nią znacząco.

Miała wrażenie, że zupełnie przypadkiem on zawsze na tę samą noc ustala dyżury co ona. Znany był z tego, że kręcił się koło młodych pielęgniarek. Dlatego udawała, że nie dostrzega jego intencji.

Jesteście tu? O matko, ale numer! wpadła do dyżurki Ludmiła z izby przyjęć.

Co się dzieje? Wierzbicki sięgnął po maseczkę i rękawiczki.

Macie wizytę! Prawdziwy Święty Mikołaj! Z prezentami! Chce rozdać pacjentom! Wpuścić go? trajkotała Ludmiła.

Mikołaj, powiadacie? No pewnie! Idziemy, Tania, sprawdzimy tego dobrego gościa Wierzbicki zaczepił ją pod ramię i ruszyli.

Już na korytarzu słyszeli, jak w izbie przyjęć rozbrzmiewa donośny głos. W czerwonym futrze, czapce, z białą brodą, workiem na plecach Mikołaj upierał się, żeby wejść do pacjentów.

Spieszyłem do was aż z dalekiej Laponii, a tu zatrzymują! grzmiał, a Tatianie wydało się, że już gdzieś ten głos słyszała.

A nie mieszka Mikołaj w Laponii, a nie w Ustce? zażartował Wierzbicki. Dobrze, ale cicho mamy tu chorych jednak.

Mikołaj odwiedzał pacjentów, wyciągał mandarynki, czekoladki zamaszyście wykładał na stoliki. Babcie i dziadkowie aż promienieli. Z interny przybiegła siostra Alinka i poprosiła, by Mikołaj wszedł i do ich sali. Mikołaj zrzucił na moment wzrok na Tatianę.

A Śnieżynki wam nie dam. Każdy niech bierze swoją zaśmiał się Wierzbicki i znów zabrał Tanię pod ramię.

Po jakimś kwadransie Mikołaj wrócił futro rozpięte, czapka i broda w ręce, worek zwisał pokonany z ramienia. Tatiana śmiała się do łez, bo oto…

Wiedziałem, że dziś masz dyżur chciałem poprawić ci humor. Udało się? Michał patrzył na nią z nadzieją.

Udało. Babcie będą miały emocje na dobry tydzień Tatiana śmiała się dalej.

Widzę, że dzisiejszy dyżur spędzisz jednak z Mikołajem Wierzbicki teatralnie westchnął. Idźcie, cieszcie się życiem! Bez was sobie z Ludmiłą dam radę.

Nie trzeba było Tatiany długo namawiać. Miesiąc później złożyła wypowiedzenie i przeniosła się do Michała. Mama była zachwycona: Córkę wydałam, mogę umierać. Co ja mówię? Zaraz wnuki, to jak tu nie żyć w zdrowiu?

Dlaczego wszystko, co złe, nazywamy losem, a co dobre szczęśliwym trafem? A jedno bez drugiego zwykle się nie trafia!

Rate article
Fajna Tajna
Po wyczerpującej nocnej zmianie, gdy Tatiana ledwo powłóczyła nogami przez roztapiający się śnieg i …