Kiedy moja biologiczna mama przegrała walkę z rakiem, mój tata postanowił wprowadzić do naszego domu nową kobietę, która miała stać się dla mnie i mojego rodzeństwa matką. Przez długi czas nie chciałem jej nazywać mamą, ale z biegiem lat zrozumiałem, że ta kobieta naprawdę zasłużyła na to miano.
Gdy mama zmarła, byłem jeszcze bardzo mały, a tata został sam z trójką małych dzieci na głowie. Mając świadomość, jak bardzo potrzebujemy obecności kobiety, zwrócił się do znajomej, Zofii, i poprosił ją, aby została naszą mamą. Zofia bez wahania zgodziła się i z oddaniem przejęła nad nami opiekę. Natychmiast zajęła się domem, troszcząc się o porządek, a nawet za własne pieniądze uszyła mi i rodzeństwu mundurki szkolne.
Starsze dzieci szybko zaakceptowały ją jako nową mamę, ale mi było z tym dużo trudniej. Potrzebowałem więcej czasu, żeby się przemóc i zacząć ją tak nazywać. W tym wieku trudno było mi rozmawiać o uczuciach, ale któregoś dnia zebrałem się na odwagę i powiedziałem jej, że moja biologiczna mama zawsze upinała włosy w niski kok. Od tego momentu Zofia również zaczęła czesać się w ten sposób, chcąc upamiętnić moją zmarłą mamę.
Mimo jej troski i starań, nadal nie potrafiłem jej mówić mamo. Wtedy tata wpadł na pomysł, jak mnie do tego zachęcić. Zorganizował rodzinne spotkanie, na którym Zofia upiekła moje ulubione ciasto. Warunkiem, żebym dostał kawałek, było to, że muszę do niej powiedzieć mamo. W końcu to zrobiłem i od tamtego momentu stała się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny.
Życie nie szczędziło nam trudnych chwil: rodzice zmagali się z kłopotami, także zdrowotnymi. Moja nowa mama walczyła z tą samą chorobą, która zabrała moją biologiczną mamę, ale jej się udało wygrać. Nasza rodzina doświadczyła również ogromnej tragedii najstarszy syn moich rodziców zaginął w przeddzień ślubu, a potem został odnaleziony i pochowany. Pomimo tych niewyobrażalnych przeżyć moja mama pozostała ostoją siły, pełną dobroci, czułości i bezgranicznej miłości.
Pomimo wszystkich trudności wychowała pięcioro dzieci, pomagała wychowywać swoje wnuki, a teraz rozpieszcza prawnuki. Codziennie rano wstaje wcześnie, by sprzątać dom, a dla najmłodszych dzierga różne drobiazgi. Mimo upływu lat pełna jest opowieści i uczuć, a czas spędzony z nią to dla nas ogromna radość. Jej zdolność do kochania wydaje się nie mieć granic i wszyscy dzieci oraz cała rodzina jesteśmy szczęśliwi, że mamy ją przy sobie.



