Po tych słowach mam dalej siedzieć tutaj, udawać, że wszystko w porządku i się uśmiechać? Nie, świętujcie beze mnie! z taką wypowiedzią Bronisława zatrzasnęła drzwi.
Tego poranka obudziła się znacznie wcześniej niż zwykle. Nie otwierając oczu, przypomniała sobie: dziś kończę czterdzieść lat. Kiedyś ta liczba wydawała się odległa, prawie nieosiągalna. A teraz codziennie spotyka ją w lustrze zmarszczki przy oczach, lekka zmęczenie w spojrzeniu.
Obok spokojnie oddychał Stanisław. Nie poruszył się ani trochę, gdy Bronisława ostrożnie wysunęła się spod kołdry. Słodko spał, a jednak jej obecność wciąż go ciekawiła z każdym rokiem coraz mniej. Spojrzała na zegarek: 5:30. Zanim przyjdą goście, trzeba jeszcze wiele załatwić.
Cicho zamykając drzwi sypialni, Bronisława skierowała się do kuchni. Dziś ich mieszkanie w Warszawie miało stać się miejscem spotkania dwóch światów jej rodziny i przyjaciół Stanisława. Lata mijały, a prawdziwe poczucie jedności wciąż nie zagościło. Jej przyjaciółki dawno zniknęły w codziennym życiu, a towarzystwo Stanisława pozostało niezmienne te same twarze, te same tematy.
Zaparzyła kawę i otworzyła lodówkę. Dzień wcześniej pracowała do późna: mięso w marynacie, pokrojone warzywa, przygotowane składniki do sałatek. Dziś wszystko musiało zamienić się w uroczysty stół. Zwykle zamawiali jedzenie lub chodzili do restauracji, ale tym razem rocznica. Marzyło się domowe ciepło, przytulna atmosfera, coś własnego.
Mamo, masz może dwadzieścia złotych? odezwało się z kuchni.
Szesnastoletni Kamil stał, rozczochrany, ale już w dżinsach i koszulce.
Dokąd tak wcześnie zamierzasz? zapytała Bronisława, sięgając po banknot w portfelu.
My z chłopakami planowaliśmy pojeździć na rowerach. Rano, żeby nie przegrzać się. Wrócę wieczorem, właśnie na przyjęcie.
Kamilu, pamiętasz, jaki dziś jest dzień?
Chłopak zamyślił się chwilę, po czym winny uśmiech pojawił się na twarzy:
Oczywiście, twoje urodziny. Nie chciałem cię budzić rano pomyślałem, że przywitam później.
Nie zostaniesz i nie pomożesz mi? Sama nie dam rady, jest tyle rzeczy
Zmarszczył brwi:
Mamo, mieliśmy się umówić dawno. Ale zdążę. Czy Paulina nie pomoże?
Ona jeszcze w drodze, na wsi z przyjaciółką. Wróci przed szóstą.
No Ty i tak radzisz sobie lepiej niż wszyscy, wzruszył ramionami.
Bronisława westchnęła. Kiedyś szczyciła się, że wszystko spoczywa na niej. Teraz to już tylko męczyło.
Idź już. Ale bądź w domu na czas.
Kamil pocałował ją w policzek i prawie natychmiast zniknął. Po kilku sekundach rozległy się odgłosy zamykających się drzwi wejściowych.
O dziewiątej Bronisława była już całkowicie pochłonięta przygotowaniami. Piekarnik rozgrzewał się na mięso, warzywa czekały na krojenie, ciasto na sernik powoli podgrzewało się pod ręcznikiem. Powietrze wypełnił aromat świeżo parzonej kawy i przypraw.
Dzień dobry odezwał się Stanisław, pojawiając się w kuchni w zużytych sportowych spodniach. Co tak wcześnie?
A co myślisz? odpowiedziała spokojnie. Goście przyjdą o szóstej. Przedmiotów jest mnóstwo.
Mogłaś jeszcze trochę pospać. To przecież twój dzień dodał, nalewając sobie kawę. I wszystkiego najlepszego, przy okazji.
Pochylił się, lekko dotknąwszy jej policzka. Pachniał miętą i znanym jej perfumem.
Dziękuję odparła Bronisława. Marzyło jej się choćby jakiś gest, prezent albo pytanie: Czym mogę pomóc?
Jednak Stanisław już siedział przy stole, przeglądając telefon.
Nie pracujesz dzisiaj? zapytała, rozbijając jajka.
Nie, mam wolny dzień. Trzeba czasem coś zrobić w domu
Świetnie. To pomożesz mi przy stole?
Oczywiście. Jak tylko skończę czytać wiadomości mruknął, nie podnosząc wzroku.
Trzy godziny minęły szybko. Stanisław przeniósł się do salonu, gdzie wciągnął się w mecz piłkowy, komentując go z zapalczywą pasją. A Bronisława w milczeniu kroiła, mieszała, ubijała, piekła. Myślała: Tak to właśnie wygląda czterdziestka. Tak ją obchodzę…
O trzeciej w drzwiach zadzwonił dzwonek. Bronisława wytrafiła ręcznikiem i poszła otworzyć. Na progu stała jej młodsza siostra Olga z bukietem czerwonych goździków.
Wszystkiego najlepszego, kochana! rzekła Olga, obejmując siostrę jedną ręką. Przyszłam trochę wcześniej, pomóc. Widzisz, wciąż w akcji?
Od rana nie mam chwili wytchnienia zaprosiła siostrę do mieszkania. Goście przyjdą o szóstej, ale cieszę się, że jesteś.
A gdzie elegancki strój? spojrzała Olga na Bronisławę w zwykłej koszulce i wyblakłych dżinsach.
Jaki strój? wzdychała Bronisława, machając ręką. Sałatki niepokrojone, tort nieozdobiony, nakrycie niegotowe
Rozumiem odpowiedziała Olga poważnie, zaglądając do kuchni. Oceniwszy sytuację, zdecydowanie wróciła do korytarza. A Stanisław co, nie wie o tym?
On zajęty.
Z salonu dobiegł podniesiony głos: Co robisz, nieudaczny! Idź do roboty!
Wszystko jasne mruknęła Olga. Zaraz go uwolnię.
Zdecydowanie weszła do salonu. Bronisława słyszała, jak siostra energicznie rozmawia z mężem, ale nie przyklinała się. Niebawem Stanisław pojawił się w kuchni z ponurą miną.
No? Czego potrzebujesz? mruknął.
Możesz nakryć stół w salonie odpowiedziała spokojnie Bronisława. Olgo, proszę, pomóż mu z naczyńkami.
Kolejne godziny minęły bez większych kłótni. Stanisław, choć niechętnie, pod wpływem Olgi wykonywał polecenia. Czasem znikał przed telewizor, ale ogólnie coś robił. Do piątej po południu najważniejsze zadania były zakończone. Bronisława dopiero teraz odczuła zmęczenie: ramiona bolały, nogi drętwiały, a przed nią jeszcze cała noc świętowania.
Idź się przebrać zasugerowała Olga, delikatnie odpychając ją z kuchni. Ja dam radę sama.
Bronisława podeszła do sypialni. W szafie czekała nowa, ciemnoniebieska suknia zakupiona specjalnie na tę okazję. Elegancka, z ładnym dekoltem. Ale nie miała już sił ani ochoty na makijaż czy fryzurę. Wzięła więc swoją codzienną czarną bluzkę, odświeżyła twarz, podmalowała wargi i wyszła na czas, gdy drzwi już dzwoniły.
Do szóstej mieszkanie wypełniło się ludźmi. Przyszli rodzice, znajomi pary, przyjaciele ze studiów, koledzy ze pracy Stanisława. Pojawili się też dzieci: Paulina przyniosła modny tort z renomowanej cukierni, a Kamil kartkę, którą chyba kupił w drodze do domu.
Bronisława witała gości nerwowym uśmiechem. Głowa pulsowała, nie mogła nawet na chwilę wyjść do łazienki po tabletkę wszyscy coś pytali, coś chcieli. Nagle Stanisław ożył: żartował, rozlewał napoje, i co jakiś czas przytulał Bronisławę, kiedy ktoś wznosił toast na jej cześć.
Wszyscy zasiedli przy stole. Bronisława podała główne danie mięso z piekarnika, swój znak rozpoznawczy.
Bronisławo, może nie potrzebujemy tylu sałatek? szepnął Stanisław, widząc, jak nakłada sałatkę jarzynową. Tam majonez. Ostatnio już i tak
Nie dokończył, ale krótki rzut oka na jej sylwetkę był wymową bardziej niż słowa. Bronisława poczuła, jak rumieni się policzki. Olga, siedząca obok, spojrzała na niego z dezaprobatą.
A mięso trochę przesuszone zauważył Stanisław głośno, krojąc kawałek. Pewnie za długo trzymałem.
Według mnie jest idealne wtrąciła mama Bronisławy.
Nie mam na celu obrazy podniósł ręce Stanisław. Tylko ostatnim razem było bardziej soczyste.
Bronisława nie odpowiedziała. Żuła ciszę, patrząc w talerz. Zamiast przyjemnego wieczoru wszystko zamieniało się w kolejną upokorzenie, na oczach świadków.
Toast po toście. Ktoś życzył awansu, ktoś młodości, rodzice zdrowia i cierpliwości. W końcu wstał Stanisław, podniósł kieliszek i zwrócił się do zgromadzonych:
Chcę złożyć życzenia mojej żonie z okazji czterdziestki. Ten wiek to już poważna sprawa. Ale Bronisława radzi sobie świetnie. Dla swojego wieku wciąż bardzo dużo
Zapanował niezręczny śmiech.
choć oczywiście mogłaby trochę bardziej dbać o siebie dodał, nie zmieniając wyniosłego uśmiechu. Ale i tak ją kochamy. Za Ciebie, kochana!
Zapaniała cisza. Kieliszki podniesiono niechętnie, z wymuszonymi uśmiechami. Większość odwróciła wzrok nikt nie chciał spojrzeć w oczy Bronisławie. Siedziała nieruchomo, wpatrzona w obrusek. To, co długo tłumione, wybuchło z wnętrza.
Powoli wstała.
Dziękuję za życzenia powiedziała cicho i wyszła z pokoju.
Za drzwiami sypialni rozbrzmiało szmerowanie, które przerodziło się w codzienny gwar. Nikt nie podążył za nią. Nawet nie Stanisław.
Bronisława podeszła do lustra. W odbiciu stała zmęczona kobieta, z przygasłym spojrzeniem, rozczochranymi włosami i zwyczajnym wyglądem. Kiedy przestała być sobą? Jak tak się stało, że pozwoliła na to?
Jakby w innym świecie, otworzyła szafę i wyjęła tę samą ciemnoniebieską suknię, którą trzymała na tę noc. Ostrożnie ją założyła, poprawiła dekolt, odkurzyła kolczyki podarowane przez Stanisława w czasach, gdy jego słowa brzmiały z miłością, a nie z zarzutem.
Z półki wzięła szpilki, te, które nosiła na weselu. Wciąż leżały idealnie na jej stopie.
Wzięła telefon i wybrała znajomy numer.
Cześć, to ja. Dziś mam urodziny Wiem, nagle, ale Czy możemy się spotkać? Nie chcę być sama. Może w Palermo za pół godziny? usłyszała przyjęcie. Super, rezerwuję stolik.
Rozłączyła się, jeszcze raz spojrzała w lustro. Tam stała zupełnie inna Bronisława ta, co znów pamięta, kim jest. Prosta postura, wyraźny wzrok, lekki uśmiech pewność wróciła.
Gdy weszła do salonu, wszyscy nagle zamilkli. Spojrzenia zwróciły się ku niej. Stanisław, zdumiony, podniósł się na nogi.
Ojej, to już inna sprawa! wykrzyknął. Teraz naprawdę wygląda jak na uroczystość. Dlaczego nie przebrałaś się od razu? Chodź do nas!
Bronisława po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęła się szczerze.
Nie, Stanisławie, nie zostanę.
Co?! nie zrozumiał. Dlaczego?
Po tym wszystkim nie mam udawać, że jest mi przyjemnie. Nie. Postanowiłam uczcić ten dzień po swojemu. Za chwilę przyjedzie taksówka. Jadę do restauracji z przyjaciółką.
Co ty wymyślasz? O jakim upokorzeniu mówisz? To był żart! gestykulował, patrząc na gości, jakby szukał poparcia.
W każdym żarcie zaczęła Bronisława, lecz przerwała. Choć to już nieistotne. Idę. Dziękuję wszystkim i życzę miłego wieczoru.
Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. W przedpokoju dogoniła ją siostra.
Bronisławo, może nie powinnaś? szepnęła Olga. Wiesz, że nie chciał cię zranić
Olgo, powiedziała spokojnie, patrząc jej prosto w oczy, słyszę to szesnaście lat. Może naprawdę nie miał takiego zamiaru. Ale już nie chcę tego tolerować, zwłaszcza w mój dzień.
Przytuliła siostrę i wysWyszła z mieszkania, a zimny wieczorny wiatr niesie ze sobą obietnicę nowego, samodzielnego rozdziału.



