Drogi Dzienniku,
Czy po tych słowach mam dalej udawać, że wszystko w porządku, i się uśmiechać? Nie, świętujcie bez mnie! tak wypowiedziała Jadwiga, zamykając drzwi z hukiem.
Rano wstała znacznie wcześniej niż zwykle. Nie otwierając oczu, pomyślała: dziś mam czterdzieści lat. Kiedyś ta liczba wydawała się odległa, niemal nieosiągalna. A teraz codziennie spotykam ją w lustrze zmarszczki przy oczach, lekka zmęczenie w spojrzeniu.
Obok spokojnie spał Sławomir. Nie poruszył się ani trochę, kiedy Jadwiga ostrożnie wyślizgnęła się spod kołdry. Miał głęboki sen, a jednocześnie interesował się nią coraz mniej z każdym rokiem. Spojrzała na zegarek: 5:30. Do przyjścia gości pozostało jeszcze sporo czasu.
Zamykając drzwi sypialni, poszła do kuchni. Ten dzień miał połączyć dwa światy jej rodzinę i przyjaciół Sławomira. Po latach nie udało się stworzyć prawdziwej jedności między nimi. Jej przyjaciółki dawno zniknęły w codzienności, a koła Sławomira te same twarze, te same tematy od lat.
Zaparzyła kawę i otworzyła lodówkę. Dzień wcześniej przygotowywała mięso w marynacie, pokrojone warzywa, składniki do sałatek. Teraz wszystko musiało stać się uroczystym stołem. Zwykle zamawiali jedzenie lub jedli w restauracji, ale tym razem jubileusz. Chciało się domowej atmosfery, ciepła, czegoś własnego.
Mamo, masz dwieście złotych? usłyszała Jadwiga z korytarza kuchennego.
Kacper, szesnastoletni chłopak, stał zmieszany, choć już w dżinsach i koszulce.
Dokąd tak wcześnie jedziesz? zapytała Jadwiga, wyciągając banknot z portfela.
Chcemy z chłopakami pojeździć na rowerach. Rano, żeby nie przegrzać się. Wrócę wieczorem, na przyjęcie.
Kacprze, pamiętasz, co dzisiaj jest?
Chłopak chwilę się zastanowił, po czym przyznał się z winą w uśmiechu:
Oczywiście, twoje urodziny. Nie chciałem cię budzić rano, pomyślałem, że przywitam się później.
Nie zostaniesz i nie pomożesz mi? Nie dam rady sama, jest tyle rzeczy
Kacper westchnął:
Mamo, już się umówiliśmy. Ale zdążę. Czy Zuzanna nie pomoże?
Zuzanna jest jeszcze w drodze, na wsi z przyjaciółką. Wróci przed szósta.
No cóż radziłaś sobie lepiej niż wszyscy, wzruszył ramionami.
Jadwiga westchnęła. Kiedyś była dumna, że wszystko spoczywa na niej, a teraz to ją wykańczało.
Idź już. Ale wróć na czas.
Kacper pocałował ją w policzek i zniknął, a drzwi wejściowe zamknęły się z hukiem.
O dziewiątej Jadwiga była całkowicie pochłonięta przygotowaniami. Piekarnik rozgrzewał mięso, warzywa czekały na krojenie, ciasto na sernik powoli dojrzewało pod ręcznikiem. Powietrze wypełnił aromat świeżo parzonej kawy i przypraw.
Dzień dobry odezwał się Sławomir, wchodząc w podniszczonych dresach. Co robisz tak wcześnie?
A jak myślisz? odpowiedziała spokojnie. Goście przyjdą o szósta. Praca góry.
Mógłbyś trochę dłużej pospać. To przecież twój dzień. wziął kubek i nalał sobie kawy. Wszystkiego najlepszego, przy okazji.
Pochylił się i lekko dotknął jej policzka. Miał w sobie odświeżający zapach mięty i znany perfum.
Dziękuję powiedziała Jadwiga. Pragnęła choćby gestu, prezentu, albo przynajmniej pytania: Czym mogę pomóc?
Ale Sławomir już siedział przy stole, przeglądając telefon.
Nie pracujesz dziś? zapytała, rozbijając jajka.
Nie, mam wolny dzień. Trzeba coś zrobić w domu
Świetnie. To pomożesz mi przy stole?
Oczywiście. Jak tylko skończę czytać wiadomości mruknął, nie podnosząc wzroku.
Trzy godziny minęły. Sławomir przeniósł się do salonu, pochłonięty meczem piłkarskim i krzykami. Jadwiga milcząco kroiła, mieszała, ubijała, piekła. Myślała: Tak, czterdzieści lat i tak spędzam ten dzień.
O trzeciej dzwoniły do drzwi. Jadwiga otworzyła i ujrzała swoją młodszą siostrę Oliwię z bukietem czerwonych goździków.
Wszystkiego najlepszego, kochana! przytuliła się do niej jedną ręką. Przyszłam trochę wcześniej, pomóc. Wciąż pracujecie?
Od samego rana na nogach odpowiedziała Jadwiga, wpuszczając siostrę do mieszkania. Goście o szósta, ale cieszę się, że cię widzę.
A gdzie ten świąteczny strój? spojrzała Oliwia na Jadwigę w zwykłej koszulce i wyblakłych dżinsach.
Jakiś strój? wzdychała Jadwiga, machając ręką. Sałat nie dokończone, tort nie udekorowany, nakrycie nie gotowe
Oliwia przyjrzała się kuchni i powiedziała: Rozumiem. A Sławomir? Nie widziałeś go?
Zajęty.
Z salonu dobiegł krzyk: Co robisz, bezmyślny! Przestań!
Oliwia mruknęła: Już go uwolnię.
Weszła pewnie do salonu. Jadwiga słyszała, jak siostra energicznie rozmawia z mężem, ale nie wtrącała się. Niedługo Sławomir wkroczył do kuchni z ponurą miną.
No? Co potrzebne? mruknął.
Możesz nakryć stół w salonie odparła Jadwiga spokojnie. Oliwia, proszę, pomóż mu z naczyniami.
Kolejne godziny upłynęły bez wielkich kłótni. Sławomir, choć niechętnie, wykonywał polecenia pod czujnym okiem Oliwii. Co jakiś czas zniknął przed telewizorem, ale ogólnie pracował. Do piątej popołudnia najważniejsze rzeczy były zrobione. Jadwiga poczuła się wyczerpana: ramiona bolą, nogi dręczą, a przed nią jeszcze cały wieczór przyjęcia.
Idź się przebrać powiedziała Oliwia, delikatnie popychając ją z kuchni. Ja sobie radzę.
Jadwiga przeszła do sypialni. W szafie czekała nowa, granatowa suknia kupiona specjalnie na tę okazję. Elegancka, z pięknym dekoltem. Ale nie miałam już siły ani ochoty na makijaż i fryzurę. Wzięła więc zwykłą czarną sukienkę, w której nosiła się do pracy, szybko odświeżyła twarz, pomalowała usta i wróciła na czas: goście już dzwoniły w drzwiach.
Do szóstej mieszkanie zapełniło się ludźmi. Przyjechali rodzice, znajomi pary, przyjaciele ze studiów Sławomira, a także dzieci: Zuzanna przyniosła modny tort z renomowanej cukierni, a Kacper kartkę, którą chyba kupił w drodze do domu.
Jadwiga witała gości napiętym uśmiechem. Głowa pulsowała, nie mogła nawet na chwilę wyjść do łazienki ciągle ktoś coś pytał, coś chciał. Nagle Sławomir rozkręcił się: żartował, rozdawał napoje, z radością obejmował Jadwigę przy każdym toaście.
W końcu wszyscy usiedli przy stole. Jadwiga podała główne danie pieczone mięso, jej sprawdzony przepis.
Jadwigo, nie powinnaś tyle sałatek, mruknął Sławomir, widząc, jak nakłada rosół z majonezem. A to majonez Ostatnio już
Nie dokończył, ale krótki rzut oka na jej sylwetkę mówił więcej niż słowa. Jadwiga poczuła rumieńce. Oliwia, siedząca obok, spojrzała na niego.
Mięso jest trochę przesuszone zauważył Sławomir, krojąc kawałek. Pewnie za długo zostało w piecu.
Myślę, że jest w porządku wtrąciła się matka Jadwigi.
Nie złośliwość, ale ostatnim razem było soczawsze podniósł ręce.
Jadwiga milczała, żując, wpatrując się w talerz. Zamiast przyjemnego wieczoru poczuła się upokorzona, obserwowana.
Tosty leciały jeden po drugim. Ktoś życzył awansu, ktoś piękna i młodości, rodzice zdrowia i cierpliwości. W końcu wstał Sławomir, podniósł kieliszek i przemówił:
Chcę uczcić moją żonę z okazji czterdziestych urodzin. Ten wiek już poważny, ale Jadwiga radzi sobie wspaniale. Dla swego wieku wciąż bardzo
Wśród gości rozległ się niezręczny śmiech.
choć mogłaby troszkę bardziej dbać o siebie dodał, nie zmieniając wywyższającej miny. Ale i tak cię kochamy. Za Ciebie, kochana!
Zapanowała cisza. Kieliszki podniesiono niechętnie, z napiętymi uśmiechami. Większość odwróciła wzrok nikt nie chciał patrzeć na Jadwigę. Ona siedziała nieruchomo, wpatrzona w obrus. Coś, co długo było tłumione, w końcu wypłynęło na powierzchnię.
Powoli wstała.
Dziękuję za życzenia powiedziała cicho i wyszła z pokoju.
Za drzwiami sypialni rozbrzmiewały szmery, które wkrótce zamieniły się w codzienny gwar. Nikt nie podążył za nią, nawet nie Sławomir.
Podeszła do lustra. W odbiciu zobaczyła zmęczoną kobietę, z wyblakłymi włosami i zwykłym wyrazem twarzy. Kiedy przestała być sobą? Jak to stało się tak, że sama na to pozwoliła?
W innym świecie otworzyła szafę i wzięła tę samą granatową suknię, którą trzymała na ten wieczór. Delikatnie ją założyła, poprawiła dekolt, odkurzyła kolczyki podarowane przez Sławomira, kiedy jeszcze mówił z miłością, a nie z pretensją. Zdjęła z półki obcasy te, które nosiła na ślubie, wciąż idealnie leżały na stopie.
Wzięła telefon i wybrała znajomy numer.
Cześć, to ja. Dziś mam urodziny Wiem, że to nagle, ale może się spotkamy? Nie chcę być sama. Może w Palermo za pół godziny? usłyszała przyjęcie.
Rozłączyła się, spojrzała ponownie w lustro. Tam stała zupełnie inna Jadwiga ta, która przypomniała sobie, kim była. Prosta postura, wyraźny wzrok, lekki uśmiech pewność wróciła.
Gdy weszła do salonu, wszyscy zamilkli. Spojrzenia skierowały się na nią. Sławomir zaskoczony wstał na nogi.
O rety, to już się dzieje! wykrzyknął. Teraz naprawdę wygląda świątecznie. Czemu nie przebrałaś się od razu? Chodź do nas!
Jadwiga po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęła się szczerze.
Nie, Sławomir, nie zostanę.
Co? nie zrozumiał. Dlaczego?
Po wszystkim, co usłyszałam, mam siedzieć i udawać, że jest mi miło? Nie. Postanowiłam uczcić ten dzień po swojemu. Za kilka minut przyjedzie taksówka. Jadę do restauracji ze znajomą.
Co ty wymyślasz? O jakim upokorzeniu mówisz? To był żart! machnął rękami Sławomir, szukając poparcia w gościach.
W każdym żarcie zaczęła Jadwiga, ale przerwała. Choć to już nieistotne. Idę. Dziękuję wszystkim i życzę miłego wieczoru.
Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Na korytarzu dogoniła ją jej siostra.
Jadwigo, może nie powinnaś? szepnęła Oliwia. Wiesz, że nie chciał cię obrazić
Oliwio, słyszałam to szesnaście lat, odpowiedziała spokojnie,Właśnie wtedy, w świetle latarni, poczuła, że wreszcie jest wolna i gotowa, by napisać własny rozdział.



