Dziennik Aliny, Sobota
Naprawdę mam spędzić całą sobotę na przeglądaniu rupieci w garażu? spytała Iga z przekąsem, unosząc kącik ust nad delikatnym kawałkiem sernika na zimno. Zerknęła na Artura, szczupłego rudowłosego chłopaka, siedzącego naprzeciwko niej.
Artur tylko się uśmiechnął, ogrzewając dłonie na kubku z ostygającym cappuccino.
Iga, to nie rupiecie, tylko skarby mojego dzieciństwa. Gdzieś tam mam jeszcze kolekcję papierków po gumach Turbo, wyobraź sobie. To są skarby, nie śmieci.
O rany Zachowujesz papierki? Od którego roku? Iga prawie parsknęła śmiechem. Zaraz jej ramiona zaczęły lekko drżeć od tłumionej wesołości. Nasza ulubiona kawiarnia, z nadgryzionymi przez czas kanapami w kolorze dojrzałej śliwki i zaparowanymi szybami, dawno już była naszym azylem. Kelnerka, Magda, nawet nie pytała już o zamówienie zawsze stawiała przed nami cappuccino dla Artura, latte dla mnie, do tego deser dnia do podziału. Piętnaście lat przyjaźni wyćwiczyło nasz rytuał do perfekcji.
Dobra, przyznaję się odparł Artur, unosząc kubek z uśmiechem garaż może poczekać. Skarby też. Kuba zaprasza na grilla w niedzielę, jakby co.
Wiem, słyszałam. Dwie godziny wczoraj przeglądał oferty nowych grillów w Internecie. Myślałam, że zasnę z nudów.
Nasza wesołość rozpłynęła się w szumie ekspresu i cichym gwarze sąsiednich stolików…
…Pomiędzy nami nie było niezręcznych pauz ani niewypowiedzianych słów znałyśmy się z Arturem jak własną kieszeń. Pamiętałam dobrze, jak w pierwszej klasie gimnazjum, cieńki chudzielec z rozdwojonymi sznurówkami sam podszedł do nowej koleżanki z klasy. Artur nigdy nie zapomniał, że tylko ja nie śmiałam się z jego okularów w grubej, rogowej oprawie.
Kuba od początku był wobec naszej przyjaźni zupełnie spokojny i przyjął ją jak coś oczywistego. Z właściwą tylko sobie pewnością siebie potrafił żartować z nami, nie mając żadnych podejrzeń czy żalu. Na naszych domowych wieczorach z “Monopoly” i “UNO” śmiał się zawsze najgłośniej, gdy Artur po raz kolejny przegrywał ze mną w “Scrabble”, dolewając wszystkim zielonej herbaty w trakcie naszych awantur o reguły “Kalamburów”.
To przez to, że oszukuje, dlatego ciągle wygrywa śmiałam się, rzucając kartami w męża.
Strategia, moja droga żonko odpalał spokojnie Kuba, zgarniając rozrzucone karty.
Artur wtedy tylko się uśmiechał, patrząc ciepło na Kubę. Lubił go był solidny, można było na nim polegać, miał specyficzne, suche poczucie humoru, przez chwilę człowiek nie wiedział, czy żartuje, czy mówi całkiem poważnie. Przy nim Iga nabierała blasku, stawała się delikatniejsza, weselsza a Artur cieszył się tym szczerym szczęściem, jakie może poczuć tylko prawdziwy przyjaciel.
To równowaga zaczęła się chwiać, kiedy pojawiła się Weronika.
…Weronika siostra Kuby wprowadziła się do nas miesiąc temu, rozbita po rozwodzie, z oczami zaczerwienionymi od płaczu i głową pełną postanowień, żeby zacząć wszystko od nowa. Rozstanie pozbawiło ją resztek poczucia stabilności, zostawiając miejsce na pustkę i nieugaszoną gorycz.
Pewnego wieczoru, gdy Artur wpadł jak zwykle na planszówki, Weronika przerwała przeglądanie telefonu, by zmierzyć go uważnym spojrzeniem. Coś w niej wtedy zaskoczyło jakby ponownie uruchomił się dawno nieużywany mechanizm. Przed nią stał mężczyzna opanowany, z łagodnym spojrzeniem i taką aurą spokoju, przy której chciało się po prostu odwzajemnić uśmiech.
To Artur, mój przyjaciel jeszcze z czasów podstawówki przedstawiłam. A to Weronika, siostra Kuby.
Bardzo mi miło powiedział Artur, wyciągając do niej rękę.
Weronika uścisnęła ją o sekundę dłużej, niż wypadało.
Wzajemnie.
Od tego momentu “przypadkowe” spotkania Weroniki zaczęły powtarzać się już z regularnością. Zjawiała się w tej samej kawiarni, co my z Arturem, dokładnie wtedy, kiedy się tam pojawialiśmy. Wpadała do salonu z talerzem ciasteczek dokładnie w tej chwili, gdy Artur przychodził w odwiedziny. Gdy siadaliśmy do gier, dosiadała się tuż przy nim, tak że jej ramię niemal dotykało jego.
Podasz mi tamtą kartę? pytała schylając się przez jego dłoń, jej włosy przypadkowo łaskotały go po szyi. Oj, przepraszam.
Artur lekko się cofał, mrucząc coś grzecznościowego. Wymieniałam z Kubą spojrzenie, ale on tylko wzruszał ramionami w końcu Weronika od zawsze była, hm, lekko przesadna.
Flirt stał się coraz bardziej bezpośredni: Weronika zatrzymywała na Arturze spojrzenie chwilę za długo, zasypywała go komplementami, przy każdej okazji czyhała na dotyk. Reagowała na jego żarty takim śmiechem, że aż puchły uszy.
Masz takie ładne dłonie, długie palce Takie artystyczne powiedziała kiedyś, trzymając jego dłoń nad pudełkiem z pionkami. Grasz na czymś?
Em programuję wyjąkał.
I tak są piękne.
Artur ostrożnie wyciągnął rękę i z udawaną koncentracją próbował skupić się na kartach, a jego uszy poczerwieniały.
Po trzecim zaproszeniu na kawę “tak po przyjacielsku” Artur skapitulował. Weronika mu się podobała była charakterystyczna, żywiołowa, emocjonalna. Myślał, że jeśli zaczną coś razem, skończy się jej wieczne łaknienie jego uwagi i wszystko wróci do normy.
Pierwsze tygodnie ich związku były nawet udane. Weronika promieniała, Artur się odprężył, nasze domowe wieczory dawno znów stały się tylko spokojnymi domowymi wieczorami.
A potem Weronika zauważyła coś, o czym wcześniej wolałaby nie myśleć.
Widziała, jak Artur ożywia się, gdy wchodziłam do pokoju; jak jego twarz się rozjaśnia, gdy rozmawiamy; jak łatwo łapiemy nawzajem swoje myśli i puenty; widziała tę specyficzną więź, do której nie miała dostępu.
Zazdrość Weroniki zakwitła w niej jadowitym kwiatem.
Czemu ciągle się z nią widujesz? spytała, krzyżując ramiona na piersiach, zagrodziwszy Arturowi wyjście z przedpokoju.
Bo to moja przyjaciółka. Od piętnastu lat, Weronika To
A ja jestem twoją dziewczyną! Ja! Nie ona!
Kłótnie narastały falami. Weronika płakała, oskarżała, żądała wyjaśnień. Artur tłumaczył się, starał się uspokajać sytuację.
Więcej myślisz o niej niż o mnie!
Weronika, to absurd. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Tylko przyjaciele nie patrzą tak na siebie!
Telefon Artura dzwonił za każdym razem, gdy spotykaliśmy się z Igą.
Gdzie jesteś? Kiedy wrócisz? Czemu znów nie odbierasz? Jesteś z nią?!
Artur wyciszał komórkę, ale Weronika coraz częściej zaczęła zjawiać się niespodziewanie w naszej kawiarni, w parku, pod moim blokiem cała roztrzęsiona, rozgniewana i zapłakana.
Weronika, błagam cię To już przesada.
Przesada to to, że spędzasz więcej czasu z cudzą żoną, niż z własną dziewczyną!
I ja byłam już tym zmęczona. Każde spotkanie z Arturem stawało się wyzwaniem. Kiedy znów się pojawi Weronika? Z jakimi oskarżeniami? Jaka scena nas czeka?
Może powinnam spotykać się z tobą rzadziej zaczęłam kiedyś, ale Artur zaprotestował.
Nie, nie ma mowy. Nie zmieniaj swojego życia przez jej wybuchy. Nikt z nas nie powinien.
Ale Weronika już podjęła decyzję jeśli nie po dobroci, to inaczej.
Kuba siedział w kuchni, gdy Weronika wpadła do środka.
Braciszku Muszę ci coś powiedzieć. Naprawdę nie chciałam, ale musisz znać prawdę
…Z przekonaniem snuła swoją opowieść: ukradkowe spotkania, za długie spojrzenia, jak Artur trzymał mnie za rękę, kiedy wydawało mu się, że nikt nie patrzy.
Kuba słuchał w ciszy, nie przerywając ani razu. Jego twarz nie zdradzała nic.
Gdy weszliśmy z Arturem do mieszkania godzinę później, w salonie panowała ciężka, gęsta atmosfera. Kuba półleżał w fotelu, z miną człowieka, który czeka na rozpoczęcie interesującego spektaklu.
Usiądźcie wskazał na kanapę. Moja siostra opowiedziała mi ciekawą historię o waszym tajnym romansie.
Zamarłam w półkroku. Artur tylko zacisnął szczęki.
Co takiego
Twierdzi, że widziała rzeczy, których nie umiała sobie inaczej wytłumaczyć.
Weronika siedziała skulona na fotelu, nie podnosząc wzroku.
Artur gwałtownie się odwrócił.
Dość! Weronika, mam już dość twoich wymysłów!
Był blady z wściekłości. Spokojny, opanowany Artur zniknął zamiast niego stał ktoś, komu naprawdę skończyła się cierpliwość.
Rozstajemy się. Teraz.
Ty nie możesz
Tym razem Weronice popłynęły prawdziwe łzy.
To przez nią! krzyknęła, wskazując na mnie. Zawsze wybierasz ją, zawsze!
Spojrzałam na nią bez emocji, pozwalając jej wylać całą gorycz.
Wiesz, Weronika powiedziałam w końcu spokojnie gdybyś nie próbowała kontrolować każdej sekundy jego życia, nie urządzała scen z byle powodu, nic z tego by się nie wydarzyło. Sama zniszczyłaś to, co próbowałaś zatrzymać.
Weronika porwała swoją torebkę i wybiegła z mieszkania, trzasnąwszy drzwiami.
Kuba wybuchnął wtedy śmiechem naprawdę, do samego dna, odchylając głowę na oparcie.
Boże, nareszcie
Podniósł się, objął mnie mocno za ramiona.
Nie uwierzyłeś jej nawet na chwilę? zapytałam, wtulając się w jego szyję.
Ani sekundy. Po tylu latach z wami to jak oglądać rodzeństwo, które się kłóci o ostatni kawałek czekolady.
Artur w końcu wypuścił głośno powietrze, całe napięcie uciekło z jego ramion.
Przepraszam, że cię w to wciągnąłem.
Daj spokój, Weronika jest dorosła i sama odpowiada za siebie. Czas zjeść! Lasagne stygnie, a nie zamierzam jej odgrzewać przez czyjekolwiek dramaty.
Zaśmiałam się cicho, z ulgą. Moja rodzina przetrwała, przyjaźń z Arturem zachowała się nienaruszona, a Kuba po raz kolejny udowodnił, że jego zaufanie jest mocniejsze od każdej plotki.
Poszliśmy wszyscy razem do kuchni, gdzie pod lampą przypiekała się idealna lasagne a świat wokół nabrał znów swoich dawnych, bezpiecznych kształtów.



