Dziennik, 9 listopada 2025
Po dwudziestu jeden latach małżeństwa pewnego wieczoru Ania, moja żona, spojrzała na mnie i powiedziała:
Powinieneś zaprosić jeszcze jedną kobietę na kolację i do kina.
Zaskoczyło mnie to.
Uśmiechnęła się lekko i dodała cicho:
Kocham cię, ale wiem, że jest jeszcze jedna pani, która też cię kocha i od dawna czeka choćby odrobinę twojego czasu.
Mowa była o mojej mamie, Jadwidge.
Jadwiga od dziewiętnastu lat żyła sama po śmierci taty. Praca i opieka nad trojgiem dzieci pochłaniały mnie tak mocno, że prawie nie miałem okazji z nią porozmawiać.
Tego wieczoru zadzwoniłem i powiedziałem:
Mamo, jutro chodźmy razem na kolację i do kina, tylko my dwoje.
Co się stało, synku? Wszystko w porządku? zapytała, nieco zaniepokojona.
Mama zawsze uważała, że niespodziewane telefony niosą złe wieści.
W porządku, mamo. Po prostu chcę spędzić z tobą wieczór.
Zamilkła na chwilę, po czym, łagodnie, odpowiedziała:
Z przyjemnością.
W piątek po pracy pojechałem po nią. Stała już na dworcu, zadbana, uśmiechnięta, w tej samej sukni, którą nosiła na rocznicę ślubu.
Powiedziałam przyjaciółkom, że mam randkę z synem, zaśmiała się. Wszyscy czekają, aż opowiem, jak to było.
Zabraliśmy się do małej, przytulnej restauracji przy Krakowskim Przedmieściu. Jadwiga wzięła mnie za rękę tak delikatnie, jak kiedyś w dzieciństwie. Kiedy przyniesiono menu, przeczytałem je głośno, bo trudno jej było rozgryźć mały druk.
Kiedyś czytałam ci menu, uśmiechnęła się.
Teraz moja kolej, mamo, odpowiedziałem.
Rozmawialiśmy długo o życiu, o wspomnieniach, o wszystkim, co zebrało się między nami przez lata. Film przegapiliśmy, ale nie żałowaliśmy. Gdy odwoziłem mamę do domu, rzekła:
Chciałabym powtórzyć to spotkanie, ale następnym razem zaproszę ja.
Uśmiechnąłem się i przytaknąłem.
Kilka dni później Jadwiga nagle zmarła z zawału serca. Nie zdążyłem się pożegnać. Po pewnym czasie otrzymałem kopertę. W środku wydruk z rachunku z restauracji i listik:
Zapłaciłam z wyprzedzeniem. Nie wiedziałam, czy będę mogła być przy tobie, ale chciałam opłacić kolację dla dwojga dla ciebie i twojej żony. Nigdy nie dowiesz się, jak wiele ten wieczór dla mnie znaczył. Kocham cię, synu.
Wtedy zrozumiałem: nigdy nie odkładaj słów Kocham cię. Daj czas tym, na których ci zależy. Bo rodzina to nie później. Rodzina to teraz.



