Po co tak przystojnemu i odnoszącemu sukcesy facetowi jak ja się żenić? – zastanawiał się. – Kiedy wreszcie doczekamy się wnuków? – martwili się rodzice

Po co taki przystojny i zaradny facet jak ja miałby się żenić? myślałem. Kiedy wreszcie doczekamy się wnuków? zastanawiali się rodzice.

Marek odprowadził swoją koleżankę do domu, po czym wrócił do swojego mieszkania.

Przygotował sobie jajecznicę z szynką. Usiadł przy stole, włączył telefon, który przez całą noc był wyłączony i zaczął sprawdzać nieodebrane połączenia.

Mama dzwoniła mruknąłem pod nosem. Znowu będzie narzekać, że taki ze mnie nieudacznik…

Nieudacznikiem Marek oczywiście nie był. Dobra praca, dwupokojowe mieszkanie i samochód mówiły same za siebie. Tylko że miał już dwadzieścia pięć lat, a wciąż był kawalerem.

Po co takiemu jak ja ślub? myślałem.

Kiedy doczekamy się wnuków? rozważali rodzice.

Wykręciłem numer do mamy:

Dzień dobry, mamo! Jak się czujesz? zapytałem.

Normalnie się czuję.

A tata?

Też dobrze. Przyjechałbyś, zobaczył na własne oczy. Masz samochodem do nas pół godziny, a my cię od miesięcy nie widzieliśmy. Tata zamierza przekopać ogród, pora sadzić ziemniaki.

Mamo, dziś nie dam rady, ale w przyszły weekend na pewno przyjadę.

Ile razy już to obiecywałeś, że przyjedziesz z narzeczoną.

Dobra, mamo. W przyszły weekend przyjadę z dziewczyną. Obiecuję! wypaliłem, sam nie wiem czemu.

Z narzeczoną?

Jeszcze nie do końca.

Synku, tak się cieszę! Czekamy w sobotę. Przygotuję wszystko, co lubisz!

Po rozmowie długo zastanawiałem się:

Po co ja to obiecałem? I kogo im przywiozę jako narzeczoną? Może Kasię? Czemu nie?! Wyśpię się i zadzwonię do niej. Chociaż… Rodzicom się nie spodoba, a i ta piękność pewnie nie będzie zachwycona wiejskim klimatem. Ale na wizytę można ją zabrać. Dobra, idę spać…

Zostawiłem patelnię z resztkami jajecznicy na stole i poszedłem do sypialni.

Wyspawszy się, przypomniałem sobie o obietnicy i zadzwoniłem do koleżanki.

Cześć, piękna! powiedziałem do słuchawki.

Cześć, Marku odpowiedziała chłodno.

Kasiu, nie wyspałaś się czy co? Zaraz podjadę.

Marku, my już się nie spotykajmy. Zmieniły mi się plany.

Jakie znowu plany? zaczęło mnie to irytować.

Wychodzę za mąż.

Zaraz przyjadę i pogadam z tobą i twoim narzeczonym…

Rozmowa się urwała.

Z rozdrażnieniem rzuciłem telefon na kanapę. Zawsze to ja kończyłem znajomości z dziewczynami, a tu mnie rzucili.

Poszedłem do łazienki, potem do kuchni. Zaparzyłem kawę i zacząłem analizować:

Skąd ja teraz wezmę narzeczoną dla rodziców? Może odezwać się do którejś z niedawnych znajomych? Jeszcze pomyślą, że mi na nich zależy.

Nie zdążyłem dopić kawy, kiedy uruchomił się alarm w samochodzie. Wybiegłem do pokoju. Samochód zawsze parkowałem z tyłu bloku rzadko ktoś tam chodził, ale miałem auto na oku także nocą. Obok samochodu stał facet na oko czterdziestoparoletni i gapił się w moje okno.

Kto to u licha? szepnąłem.

Założyłem buty i pobiegłem na dwór. Zbliżyłem się do samochodu.

Panie, czego tu szukasz? spytałem.

Słuchaj, młody! wypalił obcy. Jeszcze raz zobaczę cię z Kasią i będzie kiepsko!

Daj spokój!

Nagle pojawił się jakiś napakowany facet.

Chciałem coś powiedzieć i… wszystko zgasło.

Marku! Marku!

Nade mną pochyliła się skromna dziewczyna. Przemknęło mi przez myśl:

Skądś ją znam…

Słyszysz mnie? Dzwonić po karetkę?

Nie trzeba, mam wszystko w aucie uśmiechnąłem się. Poradzisz sobie?

Tak, jestem po medycynie.

Popatrzyłem uważnie i poznałem ją mieszka obok, nieraz się witamy, a zawsze myślałem, że jest znacznie młodsza. Próbowałem sobie przypomnieć jej imię. Dziewczyna to wyczuła:

Mam na imię Agnieszka. Z sąsiedniej klatki.

Wejdź, Agnieszko! otworzyłem tylne drzwi. Tam jest apteczka.

Sam usiadłem z przodu. Dziewczyna wszystko opatrzyła.

Nic poważnego powiedziała.

Dziękuję ci!

Spojrzałem na nią w lusterku jej oczy jakby pytały:

Mam już iść?

Chodź, napijemy się kawy, nawet śniadania nie zdążyłem zjeść.

Tak po prostu? spojrzała na t-shirt i dresy.

Czemu nie? Ja też nie w garniturze.

Nie, może jednak nie…

No dobra uśmiechnąłem się. Przebierzemy się i pójdziemy.

Po pół godzinie zeszła ubrana w sukienkę, z lekkim makijażem. Nagle odechciało mi się jechać autem.

Agnieszko, może pójdziemy pieszo?

Chodźmy! wzięła mnie pod ramię.

Po drodze coś cały czas opowiadała. Weszliśmy do kawiarenki, usiedliśmy przy stoliku. Podałem jej menu:

Zamów, co chcesz!

Przeglądała kartę, patrząc przede wszystkim na ceny. Zrozumiałem, że rzadko tam bywa, więc zawołałem kelnera.

Proszę dla dziewczyny coś pysznego i kawę!

A dla pana?

Dla mnie tylko kawa.

Mamy znakomite domowe ciacho.

Poproszę!

Po kawie wróciliśmy do domu. Rozstaliśmy się pod jej klatką…

Minął tydzień w pracy. W piątek, wracając, przypomniałem sobie:

Przecież obiecałem mamie, że w sobotę przyjadę z dziewczyną. Co tu robić?

Wszedłem do kuchni, włączyłem czajnik, zrobiłem kanapki. Myślami byłem jednak przy wyjeździe do rodziców:

Pojadę sam, znowu mamę zmartwię. Trzeba coś wymyślić…

Nagle mnie olśniło!

A może pojadę z Agnieszką? Chociaż od ostatniej niedzieli ani razu się z nią nie widziałem. Powiem, że byłem bardzo zajęty…

Szybko coś przegryzłem, ogoliłem się, ubrałem porządnie i wyszedłem z domu.

Wiedziałem, w której klatce mieszka, ale… tam aż piętnaście mieszkań, poza tym wiedziałem tylko, że jest Agnieszka i nic więcej.

Postałem chwilę, przyglądając się oknom, aż otworzyły się drzwi i wybiegła ona.

Po tej samej koszulce i dresach poznałem, że zobaczyła mnie przez okno i wybiegła.

Zastanawiała się przez chwilę.

Cześć, Agnieszko!

Cześć, Marku! jej twarz promieniała.

Chciałem cię zaprosić na spacer.

Tylko znowu nie jestem ubrana…

Poczekam uśmiechnąłem się. Pół godziny ci wystarczy?

Jasne i pobiegła do mieszkania.

Córciu, co się dzieje? zapytała zaskoczona mama.

Mamo, idę na spacer.

Ale czemu tak w pośpiechu?

Zamiast odpowiedzi biegała po domu. Mama podeszła do okna, a zaraz dopadła do niej.

Z Markiem idziesz na spacer?!

Tak.

Po co ci taki super przystojniak?

Mam już dwadzieścia lat powiedziała Agnieszka z lekkim uśmiechem.

Widziałaś ile tam ładnych do niego przychodzi?

Mamo, nie denerwuj się!

No wybrałaś sobie…

Agnieszka już biegła do swojego pokoju. Wiedziała, że zaraz cała klatka się dowie i będą plotki.

Znali Marka i wiedzieli, jaka ona spokojna. Teraz jednak było jej już wszystko jedno.

Wyszła z klatki, nie oglądając się za siebie, choć była pewna, że mama patrzy w okno. Bez słowa wzięła mnie pod ramię i zapytała:

Dokąd idziemy?

Pójdziemy do parku, potem do kawiarni, wieczorem pospacerujemy pod księżycem…

Poszliśmy do parku, usiedliśmy jeszcze raz w kawiarni, pod księżycem długo przytulaliśmy się w milczeniu. Wtedy mama zadzwoniła.

Agnieszko, już pierwsza w nocy!

Idę! odpowiedziała nieco zawstydzona. Marku, muszę wracać.

Odprowadzę cię…

Pod klatką znowu się przytuliliśmy. Wtedy powiedziałem, bardziej stanowczo niż pytająco:

Jutro jedziemy do moich rodziców…

Janie! zawołała żona, widząc samochód. Marek przyjeżdża!

Wreszcie sobie przypomniał o rodzicach?

Jest z dziewczyną! mama wybiegła przed dom.

Pani Maria podbiegła do mnie, uściskała na powitanie, ale wzrok miała skupiony na dziewczynie.

Podeszła do Agnieszki:

A ty jak się nazywasz, kochanie?

Agnieszka zawstydziła się.

A mnie ciocia Maria. Wejdź, wejdź!

Dziękuję!

Z domu wyszedł ojciec. Podszedł do Agnieszki i serdecznie przywitał:

Wreszcie nasz syn ma porządną dziewczynę. Jak masz na imię, piękna?

Agnieszka.

A mnie wołaj wujek Jan.

Takiej gościnności się nie spodziewała. Wyobrażała sobie niezadowolone twarze rodziców, gdy zobaczą przy Marku taką zwykłą dziewczynę. Tymczasem cieszyli się, i to naprawdę było po nich widać.

Weszliśmy do domu, Agnieszka zaniemówiła z wrażenia.

Stół już nakryty jak dla ważnych gości!

Zaczęły się pytania.

Agnieszka z przeciętnej rodziny była pewna, że moi rodzice będą stateczni i wyniośli, ale okazali się zwyczajni jak moi teściowie.

A nawet jeszcze bardziej cieszyli się, że jest “zwyczajna”.

Po obiedzie poszedłem z ojcem kopać ogród. Agnieszka zwróciła się do mojej mamy:

Ciociu Mario, mogę sprzątnąć ze stołu i umyć naczynia?

Zróbmy to razem! twarz mamy aż promieniała.

Kiedy panowie skończyli z ogrodem, wszyscy razem sadziliśmy ziemniaki.

Gdy skończyliśmy, Agnieszka westchnęła:

Muszę wracać, mama się będzie martwić.

Agnieszko podeszła Maria co ty gadasz? Zaraz zjemy kolację, przenocujesz u nas, jutro pojedziecie.

Sama nie wiem… widać było, że chciałaby zostać.

Dzwoń! powiedziała mama.

Wyciągnęła telefon, zadzwoniła:

Mamo, mogę zostać tu na noc?

Córko, zdajesz sobie sprawę, co mówisz? Miałaś wrócić wieczorem…

Agnieszko, jak twoja mama ma na imię? mama zdecydowanym gestem wzięła telefon.

Renata.

Dzień dobry, pani Renato! Mówi Maria, mama Marka.

Dzień dobry!

Agnieszka zostanie u nas na noc, pod moją opieką, dom duży, rozlokuję ich w osobnych pokojach.

Sama nie wiem, co powiedzieć…

Renato, ma pani wspaniałą córkę…

Dobrych pół godziny trwała rozmowa.

Do domu jechaliśmy dopiero następnego dnia wieczorem. Mama napakowała torby wiejskim jedzeniem. Zwracała się głównie do Agnieszki:

Te rzeczy dla Marka, a te dwa pakiety dla was.

Ciociu Mario, po co aż tyle?!

W mieście jedzenia nie znacie, dlatego taka chudzinka z ciebie.

Mama podeszła do mnie, rozmawiałem właśnie z ojcem:

Złożyliście już papiery do USC?

Mamo, jakie papiery?! Jeszcze nawet o tym nie rozmawialiśmy.

To porozmawiaj!

Mamo, pomyślimy.

Zastanów się, żebyś nie stracił takiej dobrej dziewczyny pokiwała palcem. Innej mi nie przyprowadzaj!

Gdy tylko ruszyłem autem, mama wyjęła telefon:

Renato, odwieźliśmy ich, wszystko w porządku. Dałam im jedzenie wiejskie.

Mario, aż tyle?

Spokojnie! Może niedługo będziemy rodziną!

Co ty opowiadasz! ale w głosie Renaty było wyraźne zadowolenie.

Mój już 25 lat ma. Ma mieszkanie, auto. Czemu miałby nie być dobrym kandydatem?! Choć co twoja Agnieszka ma w głowie, nie wiem…

Ona? Wszystko przez miłość. Obłęd!

No to kto je nauczy rozumu, jak nie my? wyraźnie mama postanowiła osobiście pilnować mojego ślubu.

Twój Marek to naprawdę porządny chłopak…

Twoja Agnieszka dziewczyna pracowita!

Oj tak, wszystko w domu robi…

Jechałem autem, uśmiechając się do siebie. Agnieszka nie wytrzymała:

Marku, czemu się tak uśmiechasz?

Spodobałaś się moim rodzicom.

Oj tam!

Mama powiedziała, żebym nigdy nie stracił takiej dziewczyny.

A ty?

Nie stracę!

I spojrzeliśmy sobie w oczy, oboje zakochani…

Zostawcie komentarz i polubcie, jeśli chcecie więcej takich historii!

Rate article
Fajna Tajna
Po co tak przystojnemu i odnoszącemu sukcesy facetowi jak ja się żenić? – zastanawiał się. – Kiedy wreszcie doczekamy się wnuków? – martwili się rodzice