Po 4 miesiącach pisania zgodziłam się spotkać z 52-letnim dżentelmenem — rozpoczął rozmowę od 5 zarzutów

4 miesiące pisania, jeden wieczór i pięć zarzutów od 52-letniego adoratora

Podobno samo oczekiwanie na coś miłego bywa słodsze niż rzeczywistość. W moim przypadku ten stan trwał prawie cztery miesiące cała historia z Jerzym zamieniła się w swoisty serial online, z codziennymi odcinkami i coraz większym napięciem.

Przez ten czas zdążyłam poznać upodobania Jerzego na wylot, zapamiętać imiona jego szkolnych kumpli i nawet już się nie dziwić, że każdy dzień dobry kończy trzema wielokropkami. Dziwne, choć jakoś pocieszające.

Mam czterdzieści pięć lat wiek, w którym na randki chodzi się raczej z ironiczną ciekawością niż z drżącymi kolanami. Zobaczmy, jaką sztukę los rzuci mi tym razem, myślałam szykując się do wyjścia.

Należę do tych kobiet, które potrafią nosić zwykły kaszmirowy sweter jakby to była królewska szata, a dystans do siebie pozwala mi rozbroić każdą niezręczność zanim zdąży się rozwinąć.

Jerzy, który niedawno skończył pięćdziesiąt dwa lata, w wiadomościach wydawał się poważny, rozsądny, lekko ironiczny i, co dawało nadzieję, godny zaufania.

W tym wieku, Klementyno, pisał nocą, szukamy już nie fajerwerków, tylko ciepła. Chciałbym być z kobietą, która rozumie mnie bez słów.

Uśmiechałam się do siebie, poprawiając tusz na rzęsach: Bez słów, to bez słów byle te, które padną, nie sprawiły, że będę chciała uciec czym prędzej.

Umówiliśmy się w kameralnej, pachnącej cynamonem kawiarni na warszawskiej Saskiej Kępie. Przyszłam punktualnie ubrana, pewna siebie, z nastawieniem na udany wieczór. Wyglądałam nienagannie.

Jerzy zjawił się pięć minut później. W rzeczywistości był trochę niższy niż na zdjęciach, z miną jakby właśnie wyłapał błąd w Excelu.

Usiadł naprzeciwko, uśmiechnął się krótko i przywitał. Bez komplementu, ani ciepłego miło cię widzieć.

Szczegółowo mnie obejrzał jak inspektor. Potem zaproponował kawę z szarlotką przystałam na to.

Klementyno zaczął tonem matematyka przed tablicą długo analizowałem nasze rozmowy. Cztery miesiące. Teraz, widząc cię na żywo, muszę od razu powiedzieć o kilku sprawach. Mam wobec ciebie pięć zarzutów.

Poczułam w środku ten cichy dźwięk, jakby pękała bańka dobrego humoru. Oparłam się brodą o dłoń, skinęłam głową.

Pięć zarzutów? Brzmi zachęcająco. Słucham.

Jerzy nie załapał ironii, wyprostował pierwszy palec.

Na jednym zdjęciu, w niebieskiej sukience, masz zupełnie inną sylwetkę. Teraz widzę, że jesteś bardziej kształtna. To może wprowadzać mężczyznę w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być uczciwa.

W duchu wybuchłam śmiechem: Kształtna progres. Dzięki, że nie monumentalna.

Drugi zarzut: tempo odpowiedzi.
Czasem odpowiadasz zbyt wolno. Na przykład, trzy tygodnie temu napisałem o 14:15, odpisałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To brak szacunku.

Wtedy byłam na spotkaniu w pracy zaczęłam, lecz Jerzy już liczył następny palec.

Trzeci zarzut: miejsce spotkania.
Czemu tutaj? To miejsce jest zbyt pretensjonalne. Proponowałem bardziej zwyczajne. Ten wybór mówi o twojej skłonności do demonstracji.

Spojrzałam na latte i poczułam lekką chęć wylania go na jego głowę. Wygrała jednak ciekawość.

Po co ta sukienka? Przyszliśmy na kawę. Jest zbyt prowokująca jak na dzień. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna przyciągać głębią, nie błyskotkami. Szukam treści, nie opakowania.

Piąty zarzut: samodzielność.
Sama wybrałaś lokal, często mówisz sama. Nie pozwalasz mężczyźnie poczuć się mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, nie pokazuje niezależności. Jeśli będziemy razem, musisz to zmienić.

Skończył, skrzyżował ręce na piersi, oczekując albo mojej skruchy, albo wdzięczności za szczerość.

Patrzyłam na niego i nagle zrozumiałam: cztery miesiące pisania to tylko maska dla skrupulatnego manipulatora. Szuka nie ciepła, lecz wygodnej podpórki dla swojego ego.

Wiesz co, Jerzy powiedziałam miękko, prawie czułym tonem ja też analizowałam wszystko. I wystarczyło mi pięć minut, by dojść do wniosku.

Jakiego? zmrużył oczy.

Jesteś wyjątkowym przypadkiem. Przejechałeś przez całą Warszawę tylko po to, żeby wystawić rachunek kobiecie, którą widzisz pierwszy raz, za jej gust, wygląd i prawo bycia sobą. To dość śmiały poziom pewności siebie.

Jerzy się zmarszczył:

Mówię tylko szczerze.

Nie, pokręciłam głową. Nie jesteś szczery. Jesteś po prostu nieszczęśliwy i mierzysz świat krzywą miarą. Moje zdjęcia ci nie pasują? Idź do muzeum, tam eksponaty się nie zmieniają. Wolno odpowiadam? Kup sobie tamagotchi. Sukienka ci nie odpowiada? Założyłam ją dla siebie, nie dla ciebie.

Wstałam, poprawiłam torebkę, spojrzałam na niego spokojnie:

Na koniec. Jeśli twoje ego rozsypuje się z powodu słowa sama, nie szukaj romansu, tylko rehabilitacji. W moim wieku zbyt cenię czas, by marnować go na kogoś, kto spotkanie zaczyna od wyliczania defektów.

Dokąd idziesz? A kawa? wymamrotał Jerzy.

Dopij ją sam. Oszczędzisz zasoby. I rada na przyszłość: jeśli chcesz, żeby ktoś patrzył ci w usta zapisz się do dentysty.

W domu od razu zablokowałam Jerzego we wszystkich komunikatorach. W tym wieku komfort to nie tylko koc i cisza, ale też telefon bez tych, którzy próbują wpisać mnie w swój krzywy szablon.

A wy co sądzicie? Był to nieudany flirt, czy dobrze wyćwiczony teatrzyk? Czy warto kontynuować znajomość, jeśli już od pierwszych minut ktoś wystawia ci fakturę za to, kim jesteś?

Rate article
Fajna Tajna
Po 4 miesiącach pisania zgodziłam się spotkać z 52-letnim dżentelmenem — rozpoczął rozmowę od 5 zarzutów