Śnieżynki lecą na spotkanie
Po dwudziestu latach małżeństwa przychodzą takie momenty, kiedy nawet najlepsze związki przechodzą kryzys. Kasi i Tomka też to nie ominęło.
Dwadzieścia lat z Tomkiem, tyle przez przeszliśmy, syna Marcina wychowaliśmy, teraz studiuje we Wrocławiu. Powinnam zadzwonić, jak tam sobie radzi w akademiku, tak bardzo chciał samodzielności myślała Kasia, otulona w koc, wpatrując się w telefon.
Marcin od dziecka był uparty jak ona. Dlatego zawsze się dogadywali bo widziała w nim siebie. Choć czasem żałowała, że nie zdecydowali się na drugie dziecko, teraz była pewna, że to była słuszna decyzja. Po prostu życie bywa zbyt skomplikowane.
Poznali się na studiach, pobrali na trzecim roku, na czwartym urodził się Marcin. Na szczęście pomogła mama, więc nie musiała brać urlopu dziekańskiego, jakoś się udało. Razem z Tomkiem skończyli studia.
Nie od razu było łatwo ciągle brakowało pieniędzy, ale z czasem, jak to mówią: przeszło jak po maśle.
Tomek złapał posadę w dużej firmie, wspinał się po drabinie kariery, aż został wicedyrektorem. Kasi nie chodziło o karierę pracowała jako zwykła menedżerka w innej firmie.
Mógłbym ci załatwić pracę u nas powiedział kiedyś ale nie chcę, żebyśmy razem pracowali. Wojtek wziął swoją żonę, a teraz w domu tylko awantury. Zazdrości mu nawet o sprzątaczkę.
Rozumiem, Tomku odparła. Praca to praca, a dom to dom. Też tak uważam.
Tomek generalnie był poważnym facetem. Nie gapił się na każdą kobietę, choć, jak każdy mężczyzna, miał swoje słabości. Starał się nie zdradzać, maksymalnie trochę poflirtować. No bo co, kobiety same się czasem narzucają.
Kasia bywała zazdrosna, czasem wybuchała. Teraz siedziała w fotelu, za oknem sypał śnieg, a ona wpatrywała się w ekran telefonu, gdzie uśmiechał się do niej znajomy, lekko nieogolony mąż.
W mieszkaniu panowała cisza, a ten uśmiech na ekranie sprawiał jej ból.
Mógłby zadzwonić myślała. Ciągle czuję się jak obca we własnym domu. A to wszystko przez tę głupią dumę, bo nie mogłam się przełamać i zgodziłam się na tę tymczasową separację. I co teraz? Mogłam to naprawić, a teraz
Pół roku temu Tomek oznajmił:
W pracy mamy jubileusz, szef każe przyjść z partnerami. Więc, żono, szykuj się
O Boże, muszę kupić nową sukienkę! rozpłomieniła się.
No dobra, kupimy, kiedy?
W sobotę pojedziemy do galerii.
Wybrała elegancką, czarną sukienkę Tomek aż gwizdnął, gdy ją przymierzyła.
Ładnie, Kasiu! Jeszcze taka piękna jesteś!
A myślałeś?! zaśmiała się, podnosząc głowę.
Teraz, siedząc w fotelu, Kasia wspominała tamten wieczór. W pamięci miała jedną scenę: Tomek tańczył z koleżankami z pracy, a najczęściej z księgową Agatą, która w obcisłej czerwonej sukience coś mu szeptała do ucha, a on śmiał się jak głupi.
Kasia została z jego kumplem Wojtkiem, który rozwodził się właśnie, więc pilnował jej jak oka w głowie. Tomek też ją zapraszał do tańca, był wyluzowany, pytał, czy dobrze się bawi, a ona tylko kiwała głową. Ale serce jej pękało, gdy widziała, jak flirtuje z innymi.
Po powrocie Tomek widział, że coś jest nie tak, ale nie pytał. Wiedział, że i tak wybuchnie.
Nie podobało mi się, jak się zachowywałeś powiedziała w końcu, zmywając makijaż. Czemu zostawiłeś mnie z Wojtkiem, który gadał bez końca o swoich wakacjach w Grecji?!
A co, miałem cały wieczór stać przy tobie i uciekać przed każdą kobietą? One same mnie zapraszały!
Ta, szczególnie ta księgowa Agata rzuciła ostro.
Kasia westchnął mam dość twojej zazdrości. To nie pierwszy raz. Zachowujesz się jak paranoiczka.
Lepiej być paranoiczką niż kobieciarzem.
W takim razie może powinniśmy odpocząć od siebie na jakiś czas?
Kasia odwróciła się do okna, powstrzymując łzy. Duma nie pozwoliła jej powiedzieć, że tego nie chce, że go kocha i boi się go stracić.
Może i masz rację.
Za oknem zaczął lać deszcz, zahuczało, błysnęło. Następnego dnia Tomek spakował rzeczy i wyszedł. Kasia miała ochotę wyć.
Wieczorami myślała:
Może powinnam częściej mówić, że go kocham. Może mniej zazdrościć, a więcej ufać. W głębi serca nigdy nie wierzyła, że mógłby ją zdradzić. I na pewno nie powinna była zgadzać się na tę przerwę. Bo teraz zaczyna rozumieć, że to nie jest czas dla siebie, a początek końca.
Ironia losu takie rzeczy pojmuje się dopiero wtedy, gdy patrzy się na nie z perspektywy czasu.
Kasia nawet nie spojrzała w stronę innego mężczyzny dla niej Tomek wciąż był tym jedynym.
Biały puch otulał wszystko dookoła. Zbliżały się święta. Kasia patrzyła, jak śnieg powoli pokrywa Warszawę. Zazwyczaj wiatr porywał płatki, ale dziś spadały spokojnie. Uwielbiała tę ciszę, tę biel, która przykrywała domy, drzewa, ulice.
Telefon zadzwonił nagle mama.
Kasiu, kochanie, jak tam?
Wszystko dobrze skłamała.
Przyjedźcie z Tomkiem na święta, koniecznie! I Marcin też! Nie psujcie tradycji! mama mówiła radośnie, a Kasia nie miała serca jej zmartwić.
Lubili święta u rodziców w Zakopanem. Jeździli na nartach, pili herbatę przy kominku, oglądali stare filmy i objadali się piernikami.
Po rozmowie Kasia poczuła pustkę. Rodzice nie wiedzieli, że Tomek wynajął mieszkanie. Nie chciała psuć im świąt.
Może zadzwonić do Tomka? pomyślała niepewnie. Odważyć się?
W końcu wybrała numer.
Cześć, Tomku.
Cześć odpowiedział, a ona zatęskniła za jego głosem.
Mama dzwoniła, czekają na nas na święta. Nie powiedziałam im
Mogę przyjechać odparł niepewnie. Ale co powiemy?
Nic. Nie chcę psuć im świąt. Udawajmy, że wszystko gra. A pot Dobrze odparł Tomek, biorąc ją za rękę ale pod jednym warunkiem: że po świętach już nie wrócę do tego wynajmowanego mieszkania, tylko do domu, do ciebie.



