Pilnie poszukiwany mąż

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo normalnie aż kawa mi się wylała! Siedziałam w kuchni, popijam spokojnie kawę a tu nagle Zosia, moja córka, wchodzi z takim tekstem, że niby KONIECZNIE muszę sobie znaleźć nowego męża. No, BARDZO pilnie!

Wyobrażasz to sobie? Prawie rzuciłam kubek, aż kropelka rozlała się na obrus. Odstawiam filiżankę, trochę chrząkam i próbuję się dowiedzieć: Ale o co chodzi?! Skąd w ogóle taki pomysł?

A ona, cała spięta, noga za nogą, wzrok wbity w ten stary, babciny dywan. Widać, niezręcznie jej strasznie, ale widzę, że się uparła i musi to z siebie wyrzucić.

No i słuchaj: Bo Powiedziałam dzisiaj tacie, że masz jakiegoś faceta i syka z irytacją. Zadręczył mnie pytaniami! Cały czas dopytuje, czy już kogoś masz. Za każdym razem, jak mówiłam nie, to zaczynał swoje wywody o tym, jaką straszną głupotę zrobiłaś, rozstając się z nim. Że NIC nie rozumiesz o życiu, jeśli mogłaś go stracić!

Spojrzała na mnie z takim połączeniem złości, bezsilności i trochę smutku aż mi się serce ścisnęło.

I dodała jeszcze: Ciągle powtarza, że przekonasz się, jak bardzo się myliłaś, i że do niego wrócisz. Że lepszego NIGDY nie znajdziesz. No i nerwy mi puściły. Powiedziałam, że już kogoś poznałaś.

Przejechałam dłonią po włosach i, nieświadomie, przypomniały mi się te typowe teksty mojego ex Jarka. To jego przekonanie o własnej niezwykłości, te monologi o tym, jak to on wszystko najlepiej wie.

Jakież on musi tym wszystkim okraszać komentarze rzuciłam z półironicznym uśmieszkiem. Do tej pory nie może przeżyć, że go zostawiłam, taki ideał. Coraz częściej mam wrażenie, że zaprasza Cię na weekendy tylko po to, by wysłuchać własnych przemówień. Jego torebka z ego dostała już tyle łatek, że brakuje materiału.

Zosia wcisnęła się na naszą kanapę, podkuliła nogi i zaczęła gładzić palcami podłokietnik, jakby próbowała zebrać myśli.

No właśnie! powiedziała do mnie bokiem, zapatrzona w okno. Półtorej godziny gadania o tym, jaki to z siebie as. A poza tym to jakby mnie w ogóle nie było nawet nie zapyta, jak mi w szkole idzie, co u mnie. Nic.

Aż mi się serce kraje, bo mówi o tym zwyczajnie, jakby to była norma że tata opowiada o sobie, a ona po prostu musi słuchać. Dla Zosi to już chleb powszedni.

Oparła się wygodnie i patrząc w sufit, zaczęła od nowa przeżywać rozmowę z ojcem. Schemat dobrze mi znany: on najpierw o swojej super transakcji w biurze, potem o przyszłości, o tym, jak wszyscy go niedoceniają, jak mu ciężko. Zosia odmierzała czas, żeby, cytuję, pochwalić się potem mamie, że półtorej godziny równo monologu. A jak próbowała wspomnieć o swoim osiągnięciu w olimpiadzie matematycznej ot, rzucił, że fajnie, ale jak on był w tym wieku, i znów jazda od początku.

To niesamowite, jak można tyle czasu spędzać, kiwając do siebie i w zasadzie nie widzieć swoich bliskich. Jarek od zawsze był zapatrzony tylko w siebie. Do dziś nie pojmuję, jak wytrzymałam z nim piętnaście lat. Chyba tylko dlatego, że Zosia była mała i nie chciałam, żeby wychowywała się bez taty naiwnie wierzyłam, że jeszcze się zmieni. Że zauważy kogoś poza własnym odbiciem w lustrze

A dziś Zosia zrozumiała, że bez jego obecności życie jest spokojniejsze. Że nie ma co dorastać w domu, gdzie wszystko kręci się wokół jednego człowieka.

Ale właściwie czemu mam tak pędzić z nowym mężem? zapytałam ostrzej, niż zamierzałam. Przecież jak już palnęłaś, to co? Trudno.

Bo tata był w SZOKU, jak usłyszał tę nowinę! Zosia przygarnęła do siebie poduszkę z kanapy. Zbladł, potem poczerwieniał i zaczął się tak wydzierać, że aż sąsiadka do nas zapukała! Aż się przestraszyłam, szczerze mówiąc.

Zamyśliła się na chwilę, widziałam, jak jej powieki się zsuwają, w głowie odtwarza tę awanturę: ojciec wrzeszczy, dłonie zaciśnięte w pięści I tylko czekać, aż eksploduje.

Kazał mi powiedzieć, kto to taki, opisać go dokładnie mamrota Zosia. Odmówiłam, powiedziałam, że nie wolno, szczególnie jemu Spodziewaj się, że odezwie się do Ciebie, będzie robił jazdę.

Usiadłam przy niej, oparłam się o parapet i spojrzałam na nią. Ciekawe, co to za dzień mnie czeka już to czuję.

Przytuliłam ją, ciężko westchnęłam i powiedziałam:

I po co Ty na to wpadłaś? Było spokojnie, a teraz znów będą jego awantury i dąsy. Najchętniej to bym telefon wyłączyła.

Ale Zosia odsunęła się na chwilę, usiadła zupełnie prosto i popatrzyła mi w oczy aż poczułam to jej dorosłe, twarde spojrzenie.

Bo Ty jesteś super! wypaliła pewnie. Piękna, mądra, masz przyjaciół, faceci się za Tobą oglądają myślisz, że nie widzę? A tata tylko Cię obgaduje! Mam tego dość.

Pogłaskałam ją czule po głowie.

Dzięki, kochanie szepnęłam. Szczerze, myślałam, że nie będziesz chciała, żebym spotykała się z kimś poważnie. To przecież tylko pół roku po rozwodzie z ojcem

Przy tych słowach aż mi się głos zadrżał. Gdzieś w środku miałam lęk, że Zosia odbierze nową relację jak jakąś zdradę, próbę wymiany taty.

Ale ona tylko parsknęła śmiechem:

Głupoty! Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa!

Objęłyśmy się mocno. Poczułam, że to właśnie ten moment, kiedy rodzina robi się jeszcze silniejsza chociaż jest nas tylko dwie.

***

Wieczorem w pracy Siedziałam nad jakimiś raportami, głowa mnie już rwała z bólu taki typowy stres. Coś tam jeszcze próbowałam czytać, ale za cholerę nie mogłam się skupić. Poprosiłam koleżankę, by wpadła do apteki po jakieś tabletki nawet szybko to załatwiła. A tu nagle, przez drzwi zagląda ochroniarz:

Pani Karolino, jest do pani gość pań były mąż. Czeka na panią, zejść na dół, czy mamy go wyprosić?

Ręce mi opadły w środku aż zawrzało. Ale zebrałam się w sobie, głęboki oddech.

Już schodzę, przepraszam za kłopot.

Myślę tylko, że gorzej już dzisiaj być nie może Po co przyszedł do pracy? Czemu nie zadzwonił? Przecież wie, że to nie miejsce na takie cyrki

Wyszedłszy na hol, zobaczyłam Jarka w środku wszystkiego, aż się gotował tu do recepcji, tu w drugą stronę, ręce latają, coś tłumaczy ochronie, głos podnoszony, wszyscy się już oglądają. Ochroniarze niby spokojni, ale aż im się cierpliwość kończyła.

Czego znowu chcesz? pytam, bez żadnych wstępów, bo naprawdę nie miałam już siły. Naprawdę chcesz zobaczyć, jak wygląda wizyta na posterunku? Bo mogę Ci to załatwić.

Jarek się odwraca, czerwień na twarzy, oczy błyszczą od emocji bardziej chyba z zazdrości niż ze złości.

Ty! prawie się wydarł. Zosia mi powiedziała! Minęło zaledwie pół roku od rozstania, a Ty już jakiegoś faceta masz?!

Zebrał w sobie całą żółć, co mógł.

Zmrużyłam oczy:

A miałam Ci być wierna do końca świata? Nawet po rozwodzie? Naprawdę przesadzasz, szczególnie że w małżeństwie Ty do cudzej wierności nie przykładałeś wielkiej wagi.

Na chwilę zaniemówił, rozluźnił dłonie. Jakby nie wiedział, jak zareagować. A wokół kręcili się ludzie… Ale dla nas świat się wtedy zatrzymał.

Ja ty zaczął, ale mu przerwałam.

Daj spokój, nie rób tutaj żenującej sceny, Jarek. Chcesz pogadać, możemy gdzieś spokojnie. Ale tu nie, nie tak.

Scenę? Ja Ci zaraz pokażę scenę!!

Już wrzeszczał na cały open space. Twarz czerwona, żyłki na karku, trzymał się ledwo w ryzach.

Nie pozwolę, żeby moja córka mieszkała z obcym facetem! prawie się darł, ludzie patrzyli kątem oka. Wezmę Ci Zosię! Już jej nie zobaczysz!

Tylko uniosłam brwi zabierze? Chciałabym zobaczyć, jak polski sąd oddaje dziecko takiemu tatusiowi.

No, wygadałeś się. Cyrk, normalnie cyrk, Jarek rzuciłam sucho.

W tym momencie do holu wszedł Maciej Kowalski mój szef, dyrektor całego biura. Facet w granatowej marynarce, spokojny, ale stanowczy i wszyscy aż nagle się wyprostowali. Ochroniarze aż na baczność, widać, że to ktoś poważny.

Co tu się dzieje? spytał spokojnie, patrząc na nas obu.

Niech się pan nie wtrąca! Jarek wbił w niego gniewny wzrok. To moje prywatne sprawy!

Maciej spojrzał mu prosto w oczy uśmiechnął się lekko, bardzo zimno.

Prywatne to mogą być w cztery oczy, a Pan urządza publiczny teatr w środku firmy to staje się sprawą wszystkich.

Dla mnie jego interwencja była naprawdę zbawieniem. Jakby ktoś przebił ten balon napięcia.

Jarek nawet próbował go wystraszyć, podskoczył, już się szykował na awanturę, ale Maciek tylko przeszedł się bliżej, stanął obok mnie i po prostu położył mi rękę na biodrze. Tak lekko, ale bardzo zdecydowanie nie pozostawiając złudzeń.

Kim jestem? powiedział zupełnie spokojnie. Jestem tym, który sprawia, że Karolina jest szczęśliwa. Krzyczysz na MOJĄ kobietę tego nie puszczę płazem. Po policji możesz się spodziewać więcej niż tylko mandatu. A jeśli spróbujesz traktować córkę jak pionka Chyba dobrze mnie zrozumiałeś.

Jarek zgłupiał. Wypiek zszedł mu z twarzy, odwracał wzrok, mruczał coś pod nosem, aż w końcu wybąkał przez zęby:

O alimentach możesz zapomnieć!

Wiesz co, nie są mi potrzebne prychnęłam imitując śmiech. Ważne, że Zosia nie będzie musiała już jeździć do Ciebie co dwa tygodnie.

Dopiero, kiedy już wyszedł, dotarło do mnie, że ręka Maćka wciąż spoczywa na moim biodrze. Tak ciepło, spokojnie. Trochę się speszyłam, odsunęłam dyskretnie, uśmiechając się półgębkiem:

Dziękuję, panie dyrektorze nawet pan nie wie, jak mi pan uratował skórę.

Uśmiechnął się, oczy mu rozjaśniały:

Może pogadamy o tym przy obiedzie? zaproponował, podając mi rękę. Przez moment się wahałam, ale czułam, że to dobry pomysł. Wkładam więc swoją dłoń w jego, czując, jak schodzi ze mnie cały ten stres.

Poszliśmy potem na pierogi do małej restauracji za rogiem. W świetle lamp, przy kawałku sernika i zielonej herbacie, opowiadał mi, że już od dawna patrzył na mnie tak inaczej, ale nie chciał się narzucać po moim rozwodzie. Mówił spokojnie, bez patosu po prostu szczerze, z ogromnym szacunkiem do mojego życia.

A potem dodał: Jak zobaczyłem, jak on się na Ciebie wydziera nie mogłem stać z boku.

Wiem, może zabrzmi banalnie, ale nigdy nie czułam się tak bezpiecznie, jak wtedy z Maćkiem. Zawsze był poważny, odpowiedzialny, a jednak taki czuły.

***

Trzy miesiące później byłam już jego żoną i to nie na pokaz, tylko z prawdziwego szczęścia. Ślub był jak z bajki; zaprosił nawet wszystkich kolegów z pracy, Zosia pomagała mi ogarniać fryzurę, sprawdzała guziki, a kiedy wymienialiśmy obrączki, przytuliła nas oboje Cieszę się, mamo, naprawdę!

Uprzedziła jednak szczerze:

Lubię cię, Maćku, i cieszę się, że z nami jesteś. Na tato to jeszcze dla mnie za wcześnie, ale ważne, że jesteśmy razem.

Maciek tylko kiwnął głową.

A co Jarek? Dostał zaproszenie żeby nie było, że go ignoruję. Wysłałam mu je listem poleconym, bez żadnych osobistych liścików. Oczywiście, nie przyszedł. Nawet nie próbował. Zamiast tego zaczął obdzwaniać starych znajomych. Ze swoim wyuczoną śpiewką: Wyobrażasz sobie, zaprosiła mnie na własny ślub! Po tym wszystkim!

Ktoś tam czasem przytakiwał, ktoś tylko no wiesz, życie, ktoś inny zbywał milczeniem. Długo jeszcze próbował wyżalić się na cały świat: Jak można po pół roku tak szybko się hajtać?!, Nie dała mi szansy naprawić wszystkiego, Ja się dla niej poświęciłem, a ona nawet dziękuję nie powiedziała!

Ale coraz rzadziej znajdował zrozumienie. W końcu przestał dzwonić. Zostało mu tylko mieszkanie i parę Zosinych spinek na półce życie poszło dalej, a on stał się tylko zamglonym wspomnieniem.

A my? Żyjemy swoim tempem. Spokojne wieczory: wspólna pizza, spacery nad Wisłą, śmiechy przy wyborze serialu na wieczór No, doma jak w domu być powinno. I właśnie dzięki temu wiem, że wszystko było tego warte bo szczęście buduje się od nowa, każdego dnia. A Zosia i ja mamy obok siebie kogoś, komu naprawdę na nas zależy.

Rate article
Fajna Tajna
Pilnie poszukiwany mąż