Próbna znajomość
– No cóż, życie potrafi zaskoczyć myślała sobie Jadwiga. Ludzie żyją ze sobą długie lata, a potem nagle się rozchodzą. Trudno to zrozumieć. Znam sporo takich przypadków, sama też przez to przeszłam. Wprawdzie z moim tyranem nie wytrzymałam długo, ale i tak mam to za sobą.
Jadwiga niedawno przeszła na emeryturę i mieszka sama. Córka wyszła za mąż i mieszka z rodziną w Warszawie. Wyjechała z naszej wioski po szkole, skończyła technikum i tam poznała męża. Teraz tylko od święta przyjeżdża oboje pracują, czasu nie ma. Wnuczka chodzi do podstawówki.
Kiedy jeszcze pracowała, koleżanki z pracy namawiały ją:
Jadziu, no jak tak można żyć w samotności? Przecież pełno wolnych mężczyzn są wdowcy, są rozwodnicy, którym nie wyszło w małżeństwie. Znajdź sobie kogoś, ogłoszeń pełno w gazetach, w internecie, wszędzie.
Boję się pierwszego kroku tłumaczyła się. Jak to, ja mam dzwonić do faceta? A poza tym, jeśli się rozwiódł, to znaczy, że coś z nim nie tak. Dobre męża żony nie porzucają, a porządni faceci zwykle są zajęci. Nie ufam takim.
No przecież nikt nie każe ci od razu wychodzić za mąż! przekonywała najbardziej Weronika, która sama znalazła męża przez ogłoszenie i teraz żyje szczęśliwie. Pogadacie, a jeśli nie spodoba ci się nie odbierzesz telefonu. Co w tym złego?
### Znajomość z ogłoszenia
W końcu Jadwiga zdecydowała się odpowiedzieć na jedno z ogłoszeń. Pierwszy raz było jej głupio i strasznie wykręcić numer, ale z czasem ogarnęła zasadę:
No przecież to tylko rozmowa telefoniczna, nikogo nie widzę. Jeśli mi nie pasuje po prostu się rozłączam.
Dzwoniła kilka razy, faceci bywali różni, ale już po pierwszych zdaniach wiedziała, czy warto kontynuować. Powoli zmieniła zdanie:
W końcu w rozpadzie małżeństwa nie zawsze winny jest mężczyzna. Kobiety też potrafią być trudne. Cudze małżeństwo to ciemna sprawa.
Co jakiś czas poznawała kogoś nowego, ale nikt jej jakoś nie poruszył. Unikała rozwodników, bo wciąż nie ufała. Ale los sprawił, że trafiła na jednego z nich. Rozmowa z Marcinem od razu jej się spodobała. Gadali godzinami.
Marcin mieszkał w sąsiedniej wsi, miał własny dom i gospodarstwo. Dlatego zaprosił ją pierwszy:
Przyjedź do mnie, Jadziu. Dużo już rozmawialiśmy, sporo o sobie wiemy. Gdybym ci nie pasował, pewnie byś się odezwała. Spotkamy się, dobrze?
Dobrze zgodziła się.
Podobał się jej jego sposób mówienia, podejście do kobiet. Nie obrażał byłej żony. Wyjaśnił, że rozwiedli się po latach małżeństwa, gdy dzieci dorosły i usamodzielniły.
Nie pytała o szczegóły sama nie lubiła wracać do przeszłości. Ale zaniepokoiło ją, gdy zapytała:
Marcinku, a z dziećmi się widujesz? Przyjeżdżają?
Nie. Trzymają stronę matki, nawet nie dzwonią odpowiedział.
Niezależnie od tego, co było między rodzicami, dzieci powinny mieć kontakt z ojcem pomyślała. Jeśli go nie ma, to coś tu nie gra.
W końcu się zebrała i pojechała. Wytłumaczył, gdzie wysiąść:
Na skrzyżowaniu z transformatorem, ja tam będę czekał.
Dobrze, jak coś, to zapytam odparła.
### Spotkanie i gościna
Denerwowała się w autobusie, ale z czasem się uspokoiła. Gdy wysiadła, od razu zobaczył ją przystojny, wysoki mężczyzna. Patrzył na nią z uśmiechem.
Jadwiga?
Tak, to ja odpowiedziała, a jej uśmiech spodobał mu się.
A ja jestem Marcin. Chodź, mój rumak stoi wskazał na czarnego terenowca. Zobaczysz, jak mieszkam.
Spodobało jej się, że czekał z kwiatami i nie kazał jej stać na przystanku.
Dom był duży, zadbany. Wszędzie czysto, widać było, że gospodarz dba o porządek.
Skoro tak tu ładnie, choć dawno sam, to znaczy, że potrafi sprzątać pomyślała.
Oprowadzał ją, opowiadał, ale w jej głowie rodziły się wątpliwości:
Żona zostawiła mu dom, do którego włożyła tyle pracy. Dlaczego? rozmyślała, oglądając pokoje.
Znała kobiety, które tkwiły w toksycznych związkach, bo nie miały dokąd iść. A tu taki piękny dom, a jednak żona uciekła.
Siadaj, napijemy się herbaty zaprosił.
Pomóc ci? spytała z grzeczności.
Nie, poradzę sobie.
Wyjął filiżanki, nalał herbaty, pokroił ciasto. Podsunął jej talerzyk.
Może wina?
Nie, dziękuję.
Ja też piję tylko od święta.
Gawędzili, chwaliła dom:
Bardzo ładny, widać, że dbasz.
### Próba gospodarności
Dom wymaga ręki mówił, spoglądając po kuchni.
Po herbacie oznajmił nagle:
A teraz, Jadziu, sprawdzę, jaka z ciebie gospodyni.
Jak to?
No, posprzątaj po herbacie, umyj naczynia, potem podłogę. Potem pójdziemy do obory, zobaczę, czy potrafisz doić krowę.
Jadwiga oniemiała. Gdyby poprosił grzecznie, sama by pomogła. Ale tak?
Podłogi ci nie umyję powiedziała stanowczo. Mogłeś po prostu poprosić, a nie stać i pilnować. Nie podoba mi się to.
Chciał to uciąć żartem, ale nalegał, by wydoiła krowę. W końcu otworzył karty:
Skoro taka szczera rozmowa, to powiem wprost kobieta, która do mnie przyjdzie, musi mieć wiano. Żeby było po równo. Przywieź swoją krowę, kury, owce. Nie sprzedawaj krewnym, ja odbiorę.
Jadwiga wybuchnęła śmiechem:
Aleś ty spryciarz! Jeszcze nawet nie wiesz, czy cię chcę, a już planujesz!
Myślisz, że skoro podoba ci się mój dom, to marzysz, żeby tu mieszkać? Dziękuję, ale mnie nie interesują twoje warunki. Ani ty sam. Szukasz kogoś, kto będzie na ciebie pracował? Ze mną to nie przejdzie. Nie potrzebuję ani ciebie, ani twojej krowy, ani tego domu. Broń Boże przed takimi jak ty! Wzięła torbę. Nie odprowadzaj, znajdę drogę.
Gdy szła na przystanek, spotkałaKiedy wróciła do domu, uświadomiła sobie, że lepiej być samotną niż związać się z kimś, kto widzi w kobiecie tylko darmową służącą i źródło dochodu.



