– Mamo, poznaj, to Kinga – powiedział Krzysztof, lekko zmieszany, przedstawiając dziewczynę, z którą późnym wieczorem wrócił do domu.
– Dobry wieczór – odparła Barbara, niechętnie patrząc na niespodziewaną gościnię. – Świetnie wybraliście moment na pierwsze spotkanie! Do północy pięć minut…
– A ja mówiłam Krzysiowi, że już późno – szybko odezwała się Kinga. – Ale on mnie słucha? Uparty jak osioł!
„No proszę – pomyślała Barbara – siebie usprawiedliwiła, jego oczerniła. Nieznośna dziewczyna.”
– No dobrze, wejdźcie – zaprosiła matka i ni słowa więcej nie mówiąc, weszła do sypialni.
Co innego mogła zrobić? Przecież nie wyrzuci jedynego syna z domu w środku nocy? I to przez jakąś podejrzaną dziewczynę! Chcą razem mieszkać? Niech tam. Mama jest po to, by syna chronić i otwierać mu oczy. A Barbara zrobi to szybko. I Krzysio sam z radością odprawi tę dziewczynę z powrotem! Będzie jej tylko wdzięczny!
Całą noc Barbara rozmyślała, jak pozbyć się Kingi z mieszkania.
Nie miała nic przeciwko temu, by Krzysio się ożenił. Chłopak ma już 30 lat, czas na rodzinę.
Ale nie z taką!
Po pierwsze, jest wyraźnie młodsza – znaczy, w głowie wiatr hula.
Jaka z niej żona? Matka? Gospodyni?
Po drugie, jej zachowanie mówi samo za siebie – pojawiła się w obcym domu nocą, nawet nie przeprosiła! A do tego obwiniła kochanego syna o Bóg wie co…
I jeszcze została na noc!
Ciekawe, czy to u niej pierwszy raz, czy to norma?
Po trzecie. Barbara jej po prostu nie lubiła.
Więc Krzysio unsuccessable.
Po co więc tracić czas?
Plan okazał się niepotrzebny.
Kinga sama dała Barbarze mnóstwo powodów, by wszystkich postawić na swoim miejscu.
Pierwszy dzwonek zadzwonił już rano.
Kinga poszła do łazienki i wyszła po niemal godzinie.
Krzysio przez ten czas nerwowo chodził po mieszkaniu, coraz bardziej zirytowany.
– Synku, co się dzieje? – zapytała Barbara słodkim tonem. – Dziewczyna się stroi, chce ci się podobać…
– A ja muszę do pracy!
– To zastukaj, wytłumacz, że nie jest sama w mieszkaniu – zaproponowała matka.
– Niemiło – mruknął Krzysio. – Pogadam z nią później. A ty, mamo, zdążysz?
– Ja? Oczywiście. Już dawno się ogarnęłam. Nawet racuszki upiekłam. Siadaj jeść.
– Jeszcze się nie umyłem!
– Nic nie szkodzi, umyjesz się później. A teraz – nie marnuj czasu, zjedz porządnie. Cały dzień przed tobą.
Krzysio usiadł do stołu.
W tej chwili z łazienki wyszła Kinga, z ręcznikiem na głowie. Wyglądała przepięknie.
– W końcu! – krzyknął Krzysio i rzucił się do zaparowanego lustra…
Szybko się umył, ogolił, przełknął najmniejszego racuszka i wybiegając, rzucił:
– Do wieczora! Mam nadzieję, że się polubicie.
– Krzysiu! – zawołała Kinga. – Mieliśmy dziś jechać po moje rzeczy.
– Pojedziemy. Wieczorem. Nie nudź się! – dobiegło już z klatki schodowej.
Barbara wstała, zamknęła drzwi za synem, odwróciła się do Kingi i spytała wprost:
– Nie wstyd ci?
– Nie – uśmiechnęła się dziewczyna. – A dlaczego miałoby mi być?
– Krzysio przez ciebie spóźni się do pracy!
– Nie spóźni. Pewnie złapie taksówkę. Nie martw się, wszystko będzie w porządku.
– Tak czy inaczej, pamiętaj: nie jesteś tu sama. Jeśli chcesz godzinę stać pod prysznicem, wstawaj wcześniej. Na szczęście mam dziś wolne.
– Nie będę już tak robić – spokojnie odpowiedziała Kinga. – Przepraszam.
Barbara unsuccessable. Spodziewała się awantury, a tu…
– No dobrze – mruknęła niechętnie i poszła do łazienki.
Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to nowa tubka pasty do zębów – otwarta, mimo że obok leżała niedokończona stara.
– Kinga, po co otworzyłaś nową pastę?
– Ta mi bardziej pasuje…
– Kinga, miej nadzieję, że przywieziesz swoją i własny szampon?!
– Oczywiście, Barbaro Stanisławo…
– I ręczniki też!
– Przywiozę…
Choć Barbara próbowała zaczepić Kingę, ta nie dała jej najmniejszej szansy. Wszystkiemu przytakiwała, pokornie kiwała głową, „zapamiętywała” swoje przyszłe obowiązki.
W końcu Barbara zmęczyła się wymyślaniem pretekstów i postanowiła działać otwarcie.
– Po co tu właściwie przyszłaś?
– Kochamy się z Krzysiem…
– No pewnie, że takiego chłopaka pokochasz! Tylko nie rozumiem jednego: co on w tobie widzi?
– Nie pytałam…
– A kim są twoi rodzice?
– Mama pracuje w fabryce. Jest szwaczką.
– A ojciec?
– Nigdy go nie poznałam.
– Jasne. Bez ojca. I jak zamierzasz być dobrą żoną mojemu synowi?
– Będę się starać…
– Starać się, nie starać – nic z ciebie, dziewczyno, nie będzie. Mój syn cię nie kocha. Tylko mu się wydaje! Ja go znam najlepiej! Nigdy się z tobą nie ożeni! Po co? I tak na wszystko się zgadzasz.
– On mnie kocha – głos Kingi zadrżał. – Jestem pewna.
– Na próżno. Myślisz, że jesteś jego pierwszą?
– Nie myślę… Ale to nie ma znaczenia…
– Nie ma znaczenia? Za tydzień się tobą znudzi! Nie jesteś mu równa! Intelekt! Słyszałaś o czymś takim?
– Słyszałam. Tylko że tu to słowo nie pasuje.
– A to dlaczego?
– Mam wyższe wykształcenie.
– No i co z tego? W każdym razie, lepiej byś poszła do domu. Nie ma tu dla ciebie miejsca. Pół dnia próbuję ci to wytłumaczyć, a ty wciąż nie rozumiesz.
– Dobrze, pójdę. Ale co powiesz Krzysiowi? Nie spodoba mu się to.
– To nie twoja sprawa! Wynoś się i nie wracaj. Nie jesteś tu mile widziana.
Barbara mówiła i sama się dziwiła: co się nią stało? Nigdy w życiu nie powiedziała nikomu nawet setnej części tego, co teraz Kingi. Trujące słowa same wypływały z jej ust.
A Kinga?
Dziewczyna patrzyła na nią i wszystko rozumiała.
Matka po prostu zazdrości jej syna! ZnBarbara nie zdążyła odpowiedzieć, bo drzwi się otworzyły i wszedł Krzysio, trzymając w ręku bukiet kwiatów i uśmiechając się od ucha do ucha.



