Próbne spotkanie
“Co się nie zdarza w życiu” myśli sobie Krystyna w duchu. “Ludzie żyją razem latami, a potem nagle się rozchodzą. To naprawdę dziwne.” Zna wiele takich spotkań, a i sama przez to przeszła. Wprawdzie nie mieszkała ze swoim tyranem zbyt długo, ale to i tak pozostawiło ślad.
Krystyna niedawno przeszła na emeryturę, żyje sama. Córka jest zamęźna i mieszka w Warszawie z własną rodziną. Wyjechała z wioski po ukończeniu liceum, dostała się do techniku, a tam i męża znalazła. Teraz odwiedza tylko od święta oboje pracują, czasu ma. Wnuczka chodzi do domu kultury.
Kiedy jeszcze pracowała, koleżanki z pracy radziły:
“Krys, no co ty ciągle sama? Przecież mężczyzn bez żon pełno. Są wówcy i rozwodnicy, którym małżeństwo nie wyszło. Znajdź sobie kogoś, ogłoszeń w gazetach czy w internecie mnóstwo.”
“Boję się pierwszego kroku, jak to tak dzwonić do faceta sama?” broniła się. “A jeśli się rozwiódł, to znaczy, coś w nim nie tak. Pewnie dobre mężowie nie zostają sami, tylko zostają przy żonach. Nie ufam takim.”
“Krys, nikt cię nie zmusza na siłę do ślubu, poznasz go, a jak nie wyjdzie to nie odbierzesz więcej. Co w tym złego?” najbardziej wierciła jej głowę Wanda, która sama znalazła męża przez ogłoszenie i teraz żyje szczęśliwa, rozdając rady.
**Znajomość z ogłoszenia**
W końcu Krystyna zdecydowała się odpowiedzieć na ogłoszenie. Pierwszy raz było jejliwej głupio wykręcać numer, ale potem pomyślała:
“Przecież to tylko rozmowa przez telefon, nawet się nie widzimy. Jak mi nie pasuje, to więcej nie zadzwonię.”
Dzwoniła kilka razy mężczyźni bywali różni, ale po pierwszej rozmowie wiedziała, czy warto kontynuować. Zaczęła też myśleć inaczej o rozwodnikach.
“W końcu w małżeństwie nie zawsze jest wina mężczyzny. Kobiety też byliwej różne, czasem to jest powód rozstania. A zreszt, cudzy związek cudza tajemnica.”
Tak więc od czasu do czasu Krystyna umawiała się z mężczyznami z ogłoszeń, ale żaden jeszcze nie zrobił na niej wrażenia. Starała się uniką rozwodników, ale los postawił na jej drodze właśnie takiego. Rozmawiali długo przez telefon, a Stanisław od razu jej zaimponował.
Mieszkał w sąsiedniej wsi, miał własny dom i gospodarstwo. Dlatego to on zaprosił ją pierwszą.
“Przyjedź do mnie, Krystyna. Rozmawiamy już długo, dużo wiemy o sobie. Głupio, gdybym ci się nie podobał, pewnie by nie rozmawiali.”
“Dobrze, umówione.”
Podobalski sposób bycia, szacunek dla kobiet, brak złych słów o byłej żonie to wszystko jej się spodobało. Rozstali się po latach, gdy wychowali już dwójkę dzieci i wypuścili na swoje.
Nie pytała o przyczyny rozwodu. Sama nie lubiła wracać do przeszłości, rozumiała jego uczu. Po co drązić stare rany?
Ale zaniepokoiła się, gdy spytała:
“Stasiu, a z dziećmi się widujesz? Odwiedzają cię?”
“Nie. Trzymają styl matki. Nie dzwonią, a co dopacz mówić o wizytach.”
“Co się nie stało między rodzicami, dzieci powinny mieć kontakt z ojcem” myślała. “Jeśli nie rozmawiają, to coś jest nie tak.” Nie powiedziała tego głośno.
W końcu Krystyna się zebrała. Umówili się, pojechała. Wyjaśnił, gdzie wysiąść:
“Na skrzyżowaniu pod latarnią. Ja cię tam spotkam.”
**Spotkanie i początek wizyty**
Denerwowana jechała autobusem, ale stopniowo się uspokoiła. Na skrzyżowaniu już spokojnie wysiadła. Obok stał wysoki, przystojny mężczyzna. Uśmiechnął się, ona odpowiedziała tym samym.
“Krystyna?”
“Tak, to ja.”
“A ja Stanisław. Chodźmy, oto mój rumak” wskazał na czarny SUV. “Pojedziemy, zobaczysz, jak żyję.”
Podobalski, że przyszedł z kwiatami. I że nie kazał jej czekać sam przyjechał wcześniej.
Dom był niedaleko. Duży, dwój, zadbany. Widać było, że gospodyni zostaliła tu ślad. Wnętrze było czyste, schludne.
“Skoro tak tu ładnie, a żona już dawno wyprowadziła, to znaczą, że on sam dba o to miejsce” myślała.
Stanisław oprowadzi ją, pokazywał każdy kąt. Zachęcała domem, ale począł ją nurtować niepokój:
“Żona zostawiła to wszystko? Dlaczego? Dom, w który włożyła tyle pracy, został jemu. Ciekawi, co odpowi, gdy zapytam.”
Oderwała się od myśli, gdy powiedział:
“Siadaj, proszę. Napijemy się herbaty.”
Z grzeczności zapytata:
“Pomóc ci?”
“Nie, dam radę.”
Wyjął filiżanki, już wcześniej zaparzył herbatę. Elegancko nalał, ukroił tort. Podawał z gracją.
“Możemy i wino, jeśli chcesz.”
“Dziękuję, nie pijam.”
“Ja też tylko od święta.”
Rozmawiali przy herbacie, chwaliła jego dom.
“Naprawdę piękny. Widać, że dbasz.”
**Próba gospodarności**
“Dom wymaga rąk, inaczej się rozleci” mówił, rozglądając się po kuchni.
Po herbacie nagle oznajmił:
“A teraz, Krystyna, sprawdzimy twoje umiejętności.”
“Jak to?”
“Zbierz ze stołu, pozmywaj, podłogę umyj. Potem pójdziemy do obry, zobaczymy, czy potrafisz doić.”
Zaczęła błonać. Nawet gdyby nie powiedział tego tak szokująco, sama by posprzątała. Ale kto tak traktuje gościa?
Uwalała filiżanki, odłożyła na miejsce. Wytrzeła stół. On stał i obserwował.
“Podłógę ci nie umyję. Dlaczego stoisz i kontrolujesz? Mogłeś po prostu powiedzieć: “Zrób coś w domu, ja wyjdę.” Wiem, jak sprzątać. Nie podoba mi się to.”
Próbował to obrócić w żart, ale nalegał, by podoiła krowę. Odmówiła. Wtedy się otworzył:
“Skąd już mówimy otwarcie, to powiem: kobieta, która do mnie przyjdzie, musi mieć wiano.”
Krystyna parsknęła śmiechem:
“Ty jeszcze nie wiesz, czy cię chcę, a już planujesz, co mam przynieść! Nie, dziękuję. Nie interesujesz mnie ani ty, ani twoja krowa, ani ten dom. Uciekaj od takich jak on!”
Wzięła torbę, dodała:
“Nie odprowadzaj, znajdę drogę.”
Gdy szłaKiedy wsiadała do autobusu, pomyślała, że od dziś będzie sama szukać szczęścia, bo lepsza samotność niż życie z kimś, kto widzi w kobiecie tylko służącą.



