Marek Kowalski nerwowo kręcił się przed wejściem do restauracji na Rynku w Krakowie, nieustannie zerkając na zegarek i drzwi. Wokoło onaczyły się rozmowy dawnych szkolnych kolegów, którzy z małych chłopców i dziewczynek przerodzili się w panów w krawatach i panie w szmaciarzach.
Ale Marek czekał na Jadwigę. Na swoją pierwszą, najczystszą miłość. Dzwonek przy drzwiach zawył, a gdy je otworzył, wszystko wokół straciło sens stała w progu niczym promień słońca w mrocznym zaułku. Smukła, urocza, z jasnymi lokami opadającymi na ramiona i niebieskimi, psotliwymi oczami, które z czasem tylko pięknieły.
Cześć, Jadzia! rzucił, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
Hej, Marek odpowiedziała, rozpromieniając się.
W jego sercu cofnęły się lata, jakby nigdy nic się nie stało. Stał przy szkolnej ławce, podaje jej walentynkę, a ona przyjmuje ją z taką lekkością i ciepłem, że aż rozgrzewa się w środku.
Marek chwycił jej delikatne dłonie, zimne, ale wrażliwe.
Tak się cieszę, że cię widzę. Świetnie wyglądasz.
Dziękuję, ja też bardzo się cieszę odrzekła, nieśmiało spuszczając wzrok, tak jak po ich pierwszym pocałunku.
Nagle podeszły przyjaciółki Jadzia, które przybiegły, by przywitać się. Cały wieczór Marek był pogrążony w myślach.
Zakochał się w Jadzia od pierwszego wejrzenia, jak wszyscy chłopcy, ciągnąc ją za warkocze i popychając na przerwie, nie wiedząc, jak zwrócić na siebie uwagę. Pomagał jej nosić tornister, pisał kartki i wierszyki. Na studniówce doszło do ich pierwszego pocałunku, po czym spacerowali po Krakowie, patrząc na wschód słońca. Potem zaczęli się spotykać.
Życie jednak nie jest bajką. Studenckie przygody wciągnęły ich w osobne kręgi, nowe znajomości, inne zainteresowania. Najpierw rozmawiali codziennie, potem rozmowy stawały się rzadsze, aż w końcu zamilkły. Jadwiga wyszła za mąż, Marek też. Oboje mieli nowe życie, ale Marek nigdy nie potrafił wyrzucić Jadzia z głowy. Kochał żonę, ale w sercu zawsze było miejsce na tę pierwszą, czystą miłość ciepłą, przytulną myśl, która rozjaśniała najczarniejsze dni.
Po kilku latach małżeństwa Marek spokojnie się rozwiódł, bez krzyków i rozwodowych dramatów. Z żoną podjęli decyzję wspólnie i on był jej bardzo wdzięczny. Potem próbował budować relacje z innymi kobietami, lecz nic nie dawało mu spokoju. Często natykał się na zdjęcia Jadzia w mediach społecznościowych i z nostalgią wspominał ich wspólne spacery po parku, po jesiennych alejkach.
Kilka tygodni przed zjazdem absolwentów dowiedział się, że Jadzia też się rozwiodła. Nie mógł uwierzyć w ten zbieg okoliczności i prawie zatańczył ze szczęścia. Dlatego dziś czekał na nią przed restauracją, gotów w końcu porozmawiać. Na przysłowiowym progu zaczęli rozmawiać.
Jadz zaciął się Marek, serce waliło jak szalone, a w żyłach przebiegał dreszcz.
Rozumiem, że to brzmi dziwnie, ale słuchaj mnie uważnie. Całe życie nosiłem w sobie uczucia do ciebie. Nie śmiej się. To była pierwsza, najczystsza miłość. Próbowałem cię zapomnieć, ale nie da się. Nie chciałem cię niepokoić, bo byłaś zamężna. A teraz może spróbujemy? Pozwól, że zaproszę cię na randkę. Chcę być blisko ciebie i zrobię wszystko, co w mojej mocy. Wierzysz?
Jadzia stała na progu, ciągnąc za łańcuszek, spojrzenie miała gdzieś w dal, jakby była szklana.
Marek, miło słyszeć takie słowa. Wierzę, że czuję do ciebie ciepłe uczucia, chyba to naprawdę była ta pierwsza, czysta miłość, niezakłamana i nieskażona. Ale myślę, że powinniśmy zostawić ją tak, jaka jest. Nie psuć jej naszymi kłótniami i codziennym chaosem. Niech pozostanie pięknym wspomnieniem.
Marek poczuł, że świat mu się wali. Był pewien, że Jadzia nie odmówi.
Jadz, ale dlaczego? Dlaczego myślisz, że zepsujemy nasz związek? Może właśnie go wzmocnimy. Może los chciał, żebyśmy byli razem.
Jadzia uśmiechnęła się, ale Marek odczytał w tym uśmiechu smutek.
Marek, jesteś wspaniałym człowiekiem
Nie musisz tak mówić, to niepotrzebne.
Nie przerywaj, jesteś dobry, ale ja zrobiła pauzę, wzięła głęboki oddech nie kocham cię i nigdy nie będę.
Usłyszał w uszach huk, łzy zakręciły się w oczach, potem ścisnął pięści i gwałtownie wybiegał z restauracji. Chwycił płaszcz i jakby pociskem wystrzelił się z budynku. Szedł bez oglądania się, nie zauważając, że Jadzia płacze na przysłowiowym progu.
Gdy emocje opadły, usunął wszystkie profile w mediach, opuścił grupy szkolne, wykasował numer Jadzia i upił się na dobre.
Złość i tęsknota wypełniły go, ale z czasem przytłumione obrazy ustąpiły. Rok minął, a on przygotowywał projekt w pracy, kiedy telefon zadzwonił. Na ekranie wyświetliło się imię: Natalia, dawna koleżanka z klasy. Marek zgrzytnął nie planował spotkań, więc odrzucił połączenie i wyciszył dzwonek. Praca pochłonęła go, a wieczorem zobaczył 28 nieodebranych połączeń.
Zadzwonił do Natalii, serce mu przyspieszyło.
Marek, dzięki Bogu, że odezwałeś się.
Natalko, o co chodzi? Nie mam ochoty na spotkania
Marek, Jadzia nie żyje.
W ustach Marek poczuł suszę. Głęboki, lodowaty ciężar spadł na jego serce i roztrzaskał je na kawałki.
Co? Jak mogło się stać?
Musimy się spotkać, muszę ci coś wyjaśnić. Czy możesz teraz?
Mogę.
Spotkali się w kawiarni. Natalia była przytartych łzami, mimo obfitego makijażu.
Marek, posłuchaj. Rok temu, na zjeździe absolwentów, kiedy odmówiła ci i odszedłeś, ja znalazłam ją na progu. Płakała, miała atak paniki. Uspokoiłam ją i dowiedziałam się, że Jadzia jest poważnie chora. Lekarze dawali jej kilka miesięcy życia. Nie chciała, żebyś widział jej cierpienie. Chciała, żeby w twojej pamięci została jedynie piękna, pierwsza miłość. Dlatego tak surowo ci odpowiedziała. Nie chciała, żebyś po jej odejściu rozpaczał. Kochała cię tak mocno, że musiała się zachować twardo. Przeżyła cały rok. Pogrzeb jest jutro proszę, przyjdź, ona tego chciała.
Poranek był deszczowy. Marek czekał, aż wszyscy wyjdą, by zostać sam na sam z Jadwią.
Jak to możliwe, Jadzia? Mogliśmy spędzić razem ten ostatni rok. Mogłem ci dać tyle miłości. Zrozumiałem dopiero teraz, że myślałem tylko o sobie, o bólu i gniewie. Zdradziłem cię. Gdzie mam teraz iść? Jak żyć bez ciebie? Chciałoby się po prostu umrzeć.
Łzy mieszały się z kroplami deszczu.
Marek, nie możesz tak umrzeć.
Marek odwrócił się i zobaczył przed sobą Jadzia. Piękna, w białej sukni, delikatna niczym porcelanowa lalka, z niebieskimi, psotliwymi oczami i białymi lokami, które deszcz nie dotykał.
Jadzia? szepnął, patrząc na przezroczysty kształt.
Kochany mój, chcę, żebyś przeżył długie, pełne życie. Spotkasz jeszcze kobietę, będziesz miał dzieci i wnuki, będziesz podróżował i cieszył się. To wszystko się spełni, ale nie zapomnisz mnie, bo los połączył nas, choć nie wykorzystaliśmy szansy. Spotkamy się znów, ale dopiero po całym twoim życiu. Jeśli położysz sobie rękę na sercu, już nigdy nie zobaczysz mnie. Więc żyj, kochany, i czekaj na nasze spotkanie.
Jadzia przeszła ręką po jego policzku dotyk był jedynie iluzją, ale Marek poczuł ciepło. Zamknął oczy, a gdy je otworzył, jej już nie było.
Dobrze, kochana, będę czekał.
Lata później Marek poślubił się po raz drugi, miał troje dzieci i siedem wnuków. Podróżował po świecie, prowadząc barwną, pełną przygód egzystencję. Kiedy nadszedł jego koniec, cała rodzina zgromadziła się przy jego łóżku.
Marek uśmiechnął się i, żegnając się, rzekł:
Odchodzę do swojej pierwszej, najczystszej miłości. Wreszcie będę szczęśliwy.
Z tą myślą wypuścił ostatni oddech i odszedł. Na jego twarzy pozostał spokojny uśmiech.



