Pięć lat temu moja sąsiadka pochowała męża weterana i została całkiem sama.

Przez to wszystko już minęło pięć lat. Moja sąsiadka, pani Zofia, pochowała swojego męża – weterana wojennego i została zupełnie sama. Dzieci nie mieli. Starsza pani ciągle wspominała swojego Stasia.

Pobrali się tuż przed wojną. Potem mąż poszedł na front, a wierna Zosieńka czekała na niego. Staś wrócił żywy, ale bez lewej dłoni. Kochał swoją żonę bardzo i zawsze ją cenił. Przysięgał, że będzie ją chronił przed złem, ale nie dotrzymał obietnicy. Zmarł i zostawił ją samą!

Dokładnie w rocznicę śmierci męża w jej domu osiedlił się duży czarny kot. Pojawił się nocą, jakby znikąd i żałośnie miauczał pod drzwiami. Na dworze szalała śnieżyca, wiatr wył niemiłosiernie, ale w jakiś niepojęty sposób pani Zofia usłyszała miauczenie. Wyszła i zobaczyła nieznanego kota. Litość wzruszyła staruszkę, wpuściła kota do środka i postawiła nawet miseczkę z mlekiem.

Jednak kot, dumny i niezależny, odmówił poczęstunku. Obejrzał dokładnie pokoje, wybrał miejsce na poduszce właścicielki, zamruczał i zasnął.

Pani Zofia nie przegnała kota i zdrzemnęła się obok niego. Rano przyjrzała się jeszcze uważniej. Utrzymany, wypasiony, ani trochę nie przypominał bezpańskiego! Czarny jak węgiel, oczy zielone na pół twarzy i bardzo pewny siebie wygląd. I jeszcze jeden ważny szczegół: na lewej przedniej łapie brakowało mu palców. Jakby ktoś je urwał. “Zużył się jak u mojego Stasia!” – zapłakała staruszka.

Tymczasem kot delikatnie wskoczył jej na kolana i zamruczał. “Trzeba cię przecież jakoś nazwać… Może być Mietek?” – łagodnie pogłaskała zwierzaka i podrapała za uchem.

Kot drgnął i spojrzał na panią Zofię takim wzrokiem, że ta aż się zasmuciła i zakłopotała.

OCZY MIAŁ LUDZKIE! NIE “JAK LUDZKIE”, ALE PRAWDZIWIE LUDZKIE!

“Rozumiem, ‘Mietek’ ci nie pasuje. Więc może Staś? Dobre imię!” – wypaliła gospodyni. Kot niezadowolony miauknął, zeskoczył z kolan, zaryczał i zaczął intensywnie szarpać tapicerkę kanapy.

“Dobrze, dobrze. Nie będę ci na razie nadawać imienia. Będziesz po prostu Kotem. Tylko zostaw kanapę w spokoju” – poprosiła uprzejmie staruszka. W zamian za to, Kot odsunął się, coś jeszcze mrucząc pod nosem, i zniknął w pokoju.

Żyli razem: pani Zofia i Kot. Często odwiedzałam staruszkę, a ona opowiadała mi niesamowite rzeczy o swoim Kocie!

Po pierwsze, Kot leczył ją. Po śmierci męża pani Zofia miała zawał i często doskwierało jej serce. Ale gdy tylko kładła się, Kot był właśnie tam. Ułożył się swoim miękkim i ciepłym ciałem na jej piersi, rozpoczął mruczący sen, a ból ustępował, jakby go wcale nie było!

Pewnego dnia zdarzyła się cudowna historia! Pani Zofia się położyła. Przytulny mruczący Kot zapadł w drzemkę obok niej. Zapukano do drzwi. Pani Zofia wstała, by otworzyć. Kot poszedł za nią. To był Witold, lokalny pijak i awanturnik. Wsunął nogę w drzwi i zaczął się wykrzywiać z żądaniem pieniędzy na alkohol. Staruszka próbowała odmówić, ale drań naciskał coraz bardziej. W końcu zaczął ją obrażać i znieważać pamięć jej zmarłego męża.

Nagle Kot dziwnie zaryczał i rzucił się na gwałciciela. Witold odepchnął go, ale Kot znowu zaatakował i prawie dorwał się do jego gardła. Po serii przekleństw Witold się poddał i odszedł. Kot, patrząc na nią ze swoimi LUDZKIMI oczami, z wielką dumą uniósł ogon i wrócił do pokoju.

Kiedyś pani Zofia miała zamiar udać się do urzędu w sprawie opału i poprosiła mnie o towarzystwo. Do miasta dotarłyśmy autobusem. Zgodziłam się, odłożywszy pracę, i wcześnie rano przyszłam po nią.

Staruszka siedziała na łóżku w domowych ubraniach, wyglądała na zdezorientowaną i nawet zniechęconą.

“Pani Zofio, dlaczego nie jesteście gotowa? Zbierajcie się, może dojedziemy na stopa,” – zarządziłam.

“Nie pojadę, wybacz mi” – cicho powiedziała ona.

“Dlaczego?”

“Nie wiem, jak to powiedzieć… Ale nie śmiej się… Kot mi nie pozwala.”

“Naprawdę?! Przerwałam pracę, a ty o kocie!? Zbieraj się!” – oburzyłam się gniewnie.

“Słuchaj, Zosieńko. Wszystko wczoraj przygotowałam, poszłam spać. Widzę sen, jak Kot mówi do mnie. Patrzy na mnie i mówi:

‘Zostaw, Zosiu. Nie możesz jutro jechać.’

Język mi zaniemówił! Nie dlatego, że Kot mówi! ‘Zofią’ mnie nazwał! ‘Zofią’! Rozumiesz?! Tak mnie tylko mój Staś nazywał! A KOT MIAŁ GŁOS JAK STASIEK!”

Kot zaczął śpiewać tę piosenkę, którą Staś zawsze kochał:

„Po dzikich stepach Uralu,

Gdzie złoto odkryli w górach…

Pamiętasz, Zosieńka? Śpiewałem ci to, gdy na front odchodziłem?”

W końcu z siebie wykrztusiłam:

„Stasiu, to naprawdę ty?!”

“A KTÓŻ INNY? WIDZĘ JAK CI TRUDNO SAMEJ, DLATEGO WRÓCIŁEM…”

Tak że Zosieńko, uspokój się i jutro zostaniesz w domu. I tak ci nic dobrego nie powiedzą. Drzewo dostarczą za tydzień. Lusi przekaż, niech z operacji zrezygnuje, nie przetrzyma jej…”

I obudziłam się…

Nie wiedząc, co powiedzieć. Byłam w takim szoku, że trudno opisać. W końcu zawołałam:

“Pani Zofio, dobrze się czuje? Może wezwać pogotowie? Ciśnienie pewnie wzrosło.”

“Lepszej mnie, Zosieńko, nie znajdziesz! Właśnie rozmawiałam ze swoim Stasiem!” – odpowiedziała sąsiadka, krzywiąc się przez łzy.

Sprawdziłam jej ciśnienie. Niesamowite, ale było w normie!

Od tej chwili swojego Kota pani Zofia zaczęła nazywać Stasiem. To dziwne, ale natychmiast zareagował na to imię!

Przepowiednie pani Zofii (czy Kota?) stopniowo się spełniały. Autobus, którym miałyśmy jechać do miasta, tego samego dnia prawie się wywrócił.

Złapano poślizg, kierowca stracił kontrolę. Szczęście, że nikt nie zginął, choć wielu doznało urazów. Zbieg okoliczności? Możliwe. A dokładnie tydzień później pani Zofia dostała drzewo.

Prosiła mnie, bym zadzwoniła do Ludmiły, bratanicy Stasia, aby zrezygnowała z operacji. Nie posłuchała i zmarła na stole operacyjnym…

KOLEJNE ZBIEGI OKOLICZNOŚCI? Nie sądzę.

Tak żyli we dwoje: pani Zofia i jej kot Staś. Leczył ją i chronił. Był przy niej do końca jej dni…

Pani Zofia dożyła 94 lat. Zmarła w zeszłym roku. Do ostatniej minuty była aktywna i zawsze martwiła się o swojego Stasiu. Poprosiła mnie, bym się nim zajęła, jeśli jej zabraknie.

Odeszła cicho, bez bólu, we śnie…

Pamiętam, jak kot Stasiu opłakiwał swoją panią. Był już niemłody i jego niegdyś piękna czarna sierść zszarzała.

Przez całe trzy dni, kiedy trumna z ciałem gospodyni stała w domu, Staś nie opuszczał jej. SAM WIDZIAŁAM, JAK MU Z OCZU PŁYNĘŁY ŁZY!

Ludzi ganił go, przeganiał, kopali… Ale w jakiś niepojęty sposób zawsze wracał do trumny. Siedział i płakał!

Staś towarzyszył zmarłej do grobu, a kiedy ją pochowano, został tam. Próbowałam go złapać, by zabrać do siebie, ale uciekł…

Kot został na cmentarzu, na grobie pani Zofii i jej męża. Nie chciał iść ze mną, więc codziennie go odwiedzałam i karmiłam.

Martwiłam się, jak kot przetrwa zimę i próbowałam go zabrać siłą. Raz mi się udało, ale tego samego dnia uciekł, a ja znalazłam Stasia na cmentarzu.

Zima była surowa, ale kot ją przetrwał. Umarł wczesną wiosną. Przyszłam jak zwykle, by nakarmić Stasia i znalazłam go na grobie. Zawinął się w kłębek koło krzyża pani Zofii, jakby strzegł jej pokoju…

Nie wiem, czy Staś był zwykłym kotem, czy naprawdę w nim zamieszkała dusza zmarłego dziadka Stasia…

Teraz dużo się mówi o reinkarnacji, że w kolejnym życiu człowiek może stać się kimkolwiek, nawet kotem.

Nie wiem, czy to możliwe. Ale chciałabym wierzyć, że w postaci Kota mieszkała dusza dziadka Stasia. Powrócił do swojej ukochanej Zosieńki, by ją chronić i ratować…

I był z nią do samiusieńkiego końca, tak jak obiecał…

Rate article
Fajna Tajna
Pięć lat temu moja sąsiadka pochowała męża weterana i została całkiem sama.