Pewnego dnia przyniosłem do pracy bezdomnego szczeniaka… Tak wyszło. Znalazłem go na pięć minut pr…

Pewnego dnia przyniosłem do pracy bezdomnego szczeniaka… Tak wyszło. Znalazłem go dosłownie pięć minut przed rozpoczęciem pracy. Był brudny i, delikatnie mówiąc, niezbyt urodziwy typowy syn polskiej kundelki z osiedla. Ukryłem malca w kącie gabinetu, ale szczeniak był sprytniejszy niż przypuszczałem: wyłaził z kryjówki i piszczał jakby wołał o złotówkę na zupę. W końcu zobaczyli go wszyscy moi współpracownicy.

I nagle na moich oczach zaczęły z ich twarzy opadać wypracowane na lata maski.

O, tu mamy bardzo serdeczną i rozmowną sekretarkę, Małgorzatę Wiktorównę. Młoda, roześmiana, umie się wystroić na medal. I nagle, widząc szczeniaka, jej nienaganny makijaż jakby przestał działać, a twarz wykrzywiła się w niesmaku: Panie Jakubie Jakubowiczu! Pan się nie brzydzi? Syf pan tu z tym psem urządził Jej jaskrawo-pogodna maska wylądowała z łoskotem przy ogonie wesoło merdającego, brudnego łapserdaka.

A tu pani sprzątaczka, Stanisława Bogdanówna. Zawsze zmęczona, wiecznie zła na świat, starsza kobieta, którą częściej słychać niż widać. A teraz jej poorana zmarszczkami twarz niespodziewanie rozkwitła uśmiechem: O rany, kto tu taki futrzany przyszedł?! Panie Jakubie Jakubowiczu, to gość służbowy czy prywatny?! Obok moich butów wylądowała zmiętolona, zgryźliwa maska, a ja mogłem zobaczyć czułą, dobroduszną kobietę.

Teraz spójrzmy na mojego kolegę, Tomasza Iwanowicza. Wiecznie uczynny, serce na dłoni i każdego lubi jak własną rodzinę. Dowcip rzuci, nawet do twojego się uśmiechnie. Tego dnia nie przekroczył nawet progu mojego gabinetu. Z trudem powstrzymując grymas, oświadczył, że bezpańskie zwierzęta to tylko brud i zarazki Pod drzwiami została cienka, brudnawa maska wesołkowatego fałszu.

Ale najbardziej zaskoczył mnie mój szef, Wojciech Tomaszewicz Zawsze poważny, wiecznie niezadowolony, rozmowę uznaje za zło konieczne. A dziś rzucił sucho: No, Jakubie Jakubowiczu Chyba potrzebujesz urlopu na dziś. Weź tego psiaka i idź do domu Są ważniejsze sprawy niż praca. Tylko, proszę Nie oddawaj go byle gdzie To żywa istota w końcu Zdejmując z siebie maskę nieprzystępnego dyrektora, uśmiechnął się z zakłopotaniem do mnie i szczeniaka, po czym ulotnił się za drzwiami, jakby nic się nie stało.

Na moich butach piętrzyły się maski ludzi, których znałem od lat. I nagle zrozumiałem, jak niewiele tak naprawdę wiedziałem o tych, z którymi pracuję bo to właśnie szczeniak skuteczniej niż kawa, potrafił im zdjąć maski.

Rate article
Fajna Tajna
Pewnego dnia przyniosłem do pracy bezdomnego szczeniaka… Tak wyszło. Znalazłem go na pięć minut pr…