Pewnego dnia przyniosłem do pracy bezdomnego szczeniaczka… Tak wyszło. Znalazłem go na pięć minut …

Pewnego dnia przyniosłem do pracy bezdomnego szczeniaka… Tak się złożyło. Znalazłem go dosłownie pięć minut przed rozpoczęciem pracy. Był biedny, brudny i przypominał typowego kundelka z podwórka. Ukryłem go w kącie swojego biura, ale szczeniak uparcie wyłaził z kryjówki i piszczał. W końcu zobaczyli go wszyscy moi współpracownicy.

i zaczęły opadać z nich maski ludzi.

Oto bardzo serdeczna i rozmowna sekretarka, pani Bożena Michalska. Młoda, zawsze roześmiana. Jej starannie umalowana twarz niespodziewanie skrzywiła się na widok brudnego zwierzaka “Panie Andrzeju! Ale pan nie ma obrzydzenia? Tyle brudu tu wniósł”. Jej jasna, dobroduszna maska roztrzaskała się tuż obok wesoło merdającego ogonkiem kundelka.

Z kolei pani sprzątaczka, Teresa Kowalska. Wiecznie zmęczona, zrzędliwa i wydająca się niechętna każdemu, starsza kobieta. Nagle jej pomarszczona twarz rozświetliła się uśmiechem: O matko, kto tu ma taki śliczny ogonek?! Panie Andrzeju, to gość służbowy czy prywatny?. Zobaczyłem u moich stóp zmięta maskę surowości, a przede mną wrażliwą i ciepłą osobę.

A oto mój kolega, Wojciech Nowak. Zawsze uprzejmy, pomocny, lubiany przez wszystkich, człowiek-dusza towarzystwa. Potrafił rozbawić, nawet jeśli miałeś zły dzień. Jednak tego dnia nie przekroczył progu mojego biura. Skrzywił się nerwowo i rzucił: Bezpańskie psy to tylko zarazki i wszędzie brud. Przy moich drzwiach została cienka, brudna maska uśmiechniętej uprzejmości.

Największe wrażenie zrobił na mnie jednak mój szef, Tomasz Zieliński Zawsze poważny, małomówny, trudno do niego dotrzeć. Wszedł, spojrzał i powiedział po prostu: No, panie Andrzeju Chyba dziś potrzebuje pan wolnego. Proszę, zabierz tego malucha i idź do domu. Są w życiu rzeczy ważniejsze od pracy. Tylko, proszę nie porzucaj go To żywe stworzenie. Z lekkością zdjął swoją chłodną maskę przełożonego i nieśmiało się uśmiechnął do mnie i mojego towarzysza, a potem zniknął za drzwiami.

Przede mną leżały maski ludzi, z którymi codziennie pracowałem przez lata. I nagle zrozumiałem, jak niewiele o nich wiedziałem Czasem dopiero prosty gest, odrobina empatii albo przypadkowa sytuacja odkrywają prawdziwe twarze, te, które przez lata kryjemy pod codziennością. Dzięki temu dniu pojąłem, że każdy człowiek skrywa więcej uczuć i dobroci, niż na pierwszy rzut oka widać. Trzeba tylko pozwolić im się objawić.

Rate article
Fajna Tajna
Pewnego dnia przyniosłem do pracy bezdomnego szczeniaczka… Tak wyszło. Znalazłem go na pięć minut …