Pewnego dnia przeglądałem papiery w poszukiwaniu ważnych dokumentów i przypadkiem natknąłem się na akta dotyczące naszego mieszkania w Warszawie. To, co tam odkryłem, nie tylko mnie zaskoczyło, ale też porządnie zdenerwowało, ponieważ

Rodzice Zuzanny sprezentowali nam na ślub naprawdę wypasiony prezent własne mieszkanie! Wręczyli nam uroczyście klucze, twierdząc, że jesteśmy właścicielami, ale jako że to było mieszkanie w świeżo postawionym bloku, kupili je w stanie surowym, gołe ściany i beton na podłodze. Teściowa stwierdziła, że skoro oni dali nam mieszkanie, to moi rodzice powinni dorzucić się do remontu. Moi rodzice wcześniej już sypnęli nam konkretną kasą, no ale zgodzili się dorzucić też swoją cegiełkę (i to dosłownie) do roboty.
Po weselu zdecydowaliśmy się ruszyć z remontem od razu. Mój tata, jako rasowy budowlaniec, ogarnął cały temat, przywoził narzędzia, materiały, a ja robiłem za pomocnika czasem nawet Zuza wpadała z wałkiem, udając, że maluje ściany.
Czasem pomagał też teść. Stwierdziliśmy zgodnie, że sensu wynajmować i tak nie ma, zanim nie skończymy remontu, więc zamieszkaliśmy tymczasowo u rodziców Zuzanny. Wszystko po taniości, żeby złotówki się zgadzały.
Pewnego pięknego dnia szukałem jakiegoś świstka i zupełnie przypadkiem wpadły mi w ręce papiery dotyczące naszego mieszkania. Coś mnie tknęło, bo w papierach jak byk stoi, że właścicielką jest… teściowa! Zrobiło mi się gorąco, a ciśnienie miałem jak po trzech espresso.
Wieczorem miałem z tatą jechać po kafelki do łazienki, ale mówię mu, żeby przesunąć to na jutro bo muszę obgadać sprawę życia. Mówię mu całą sprawę i stwierdzam, że nie po to leję pot z gipsem na czole, żeby się potem zdziwić.
Kiedy już wszyscy zasiedli w salonie jak na Familiadzie, walę prosto z mostu:
Dlaczego mieszkanie jest na mamę Zuzki, a nie na nią? pytam, nie cackając się.
Teściowa przewraca oczami i z uśmiechem mędrca mówi:
Ty to jak dziecko! Wiadomo, nie wypada, żeby nasza Zuza się obraziła…
I co z tego niby wynika?
No bo jak się rozwiedziecie, to przyjdziesz po połowę naszego mieszkania!
Waszego? To interesujące, bo remont razem z tatą pochłonie pół wartości tej nieruchomości. I czemu w ogóle zakładasz, że się rozstaniemy? Dopiero co założyliśmy rodzinę!
Mamo, przecież prosiłam, żebyś przepisała to mieszkanie na mnie wzdycha Zuza.
Czyli o tej kombinacji wiedziałaś?
Nie, znaczy… wiedziałam, ale powiedziałam mamie, żeby przepisała na mnie!
No pięknie, Zuziu, najlepszy możliwy start w małżeństwo: od kombinacji i kręcenia.
Od kilku dni śpię w dziecięcym pokoju u moich rodziców i sam już nie wiem, co robić. Zuza próbuje się ze mną dogadać, ale potrzebuję czasu. Nie spodziewałem się takiego numeru po teściach… Może wszyscy rodzice myślą, że są cwani? Nie wiem może zamiast rozważać, gdzie kupić tanie płytki, powinienem przemyśleć, czy warto inwestować w rodzinne przekręty.
I co byście zrobili na moim miejscu?

Rate article
Fajna Tajna
Pewnego dnia przeglądałem papiery w poszukiwaniu ważnych dokumentów i przypadkiem natknąłem się na akta dotyczące naszego mieszkania w Warszawie. To, co tam odkryłem, nie tylko mnie zaskoczyło, ale też porządnie zdenerwowało, ponieważ