Anna poznała swojego męża na weselu wspólnych znajomych w Krakowie. Zaiskrzyło między nimi od razu spędzili razem całą noc, tańcząc i żartując. Ich związek rozwinął się w ekspresowym tempie, a już po kilku miesiącach wzięli ślub i zamieszkali razem w mikroskopijnym mieszkaniu na krakowskim Kazimierzu.
Pewnego dnia Anna odkryła, że spodziewa się dziecka. Nigdy nie udało jej się zrobić USG a to była chora, a to szef nie puszczał jej z pracy, a to pies sąsiada wył tak głośno, że nie dało się wyjść z domu. Życie, prawda?
Ciąża była dość wymagająca Anna szybko się męczyła, cały czas miała mdłości, a kręgosłup bolał tak, że marzyła o masażu w Zakopanem. Przez wielki brzuch nie mogła długo spacerować, więc większość czasu spędzała leżąc i oglądając seriale z mamą. Ostatni miesiąc przed porodem nie opuściła wcale mieszkania nawet po chleb, bo mąż pracował non stop i tylko zaglądał w biegu.
Poród przyszedł zaskakująco wcześniej, a lekarze z krakowskiego szpitala pilnowali Annę jakby była prezydentem. Trojaczki urodziły się jedno po drugim: dwie dziewczynki (Zosia i Basia klasyka w Polsce) oraz chłopiec (Staś). Anna była w szoku. Kiedy mąż wpadł do sali, omal nie padł z wrażenia. W ciągu kilku minut został ojcem trójki maluchów.
Gdy Anna była jeszcze w szpitalu, on kupił trzy łóżeczka. To był wyczyn, bo w ich jednopokojowym mieszkaniu ledwie było miejsce na czajnik. Nie było za bardzo gdzie się podziać. Potem zaczęła się codzienność: nieprzespane noce, przeziębienia i kupa pieluch. Mąż marzył, że wszystko będzie jak kiedyś zakochana rutyna, wieczory na kanapie, nocne pogaduchy. Ale cóż, życie szybko wyprowadziło go z błędu.
Anna ledwo ogarniała trójkę dzieci i nie miała już ani czasu, ani siły dla męża. W końcu on pękł. Pewnego dnia po prostu wyszedł do pracy i… już nie wrócił.
Anna obdzwoniła cały Kraków szpital, policję, znajomych. Nic. Okazało się, że tata postanowił zniknąć jak z serialu kryminalnego. Nie wytrzymał presji i uciekł od żony i dzieci.
Anna zrozumiała, że trzeba być twardą. W końcu to ona była odpowiedzialna za swoje pociechy. Jej mama przeniosła się do niej i razem ogarniały maluchy. Były jak dream team, chociaż łatwo nie było. Anna żyła wtedy z zasiłków rodzinnych i emerytury swojej mamy.
Niedaleko ich domu otwarto nowe centrum handlowe, więc Anna postanowiła tam pracować. Okazała się tak solidna i sumienna, że szef ją przyjął mimo trójki dzieci (typowo po polsku Pani sobie poradzi!).
Od tej pory było łatwiej. Z czasem Anna zatrudniła nawet nianię, mama odetchnęła z ulgą, a dzieci zaczęły jeść normalnie, a nie tylko zupę mleczną. Kilka lat później Anna dostała awans zmieniła się tak bardzo, że wielu jej nie poznawało. Stała się zadbaną, elegancką kobietą prawdziwa Krakowianka.
Kiedyś, podczas wizyty u rodziców w mieście, pojawił się jej były mąż. Przyszedł zobaczyć dzieci i poprosił Annę, żeby mu wybaczyła i dała drugą szansę. Anna spojrzała na niego i zrozumiała jedno: nie ma już dla niego miejsca w jej życiu. Uczucia dawno wygasły powiedziała mu to prosto w oczy. Gdy odszedł, odetchnęła głęboko. Udało się! Przeszłość odpuściła, a przed nią leżała przyszłość pełna nowych możliwości.



