Pewnej pamiętnej nocy, gdy księżyc wisiał nisko nad dachami Krakowa, Ewa wracała z mężem z restauracji, gdzie świętowali jej urodziny. Wieczór należał do udanych przy długim stole zgromadzili się krewni, współpracownicy męża, nawet kilka osób, których nie znała. Choć Ewa zwykle nie kwestionowała decyzji Piotra, tego wieczoru mimowolnie zastanawiała się, po co zapraszał tylu obcych ludzi.
“Ewo, masz może klucze pod tym całym rupieciem w torebce?” zapytał Piotr, gdy stanęli przed drzwiami kamienicy.
Ewa sięgnęła do środka, szukając po omacku metalowych wytrychów. Nagle ostry ból przebił jej palec. Krzyknęła, wypuszczając torebkę na bruk.
“Co się stało?” zmarszczył brwi Piotr.
“Coś mnie ukłuło…”
“Nic dziwnego, z takim bałaganem w środku” mruknął, podnosząc zgubę.
Ewa milcząco wyjęła klucze, a incydent szybko poszedł w niepamięć. Znużona, myślała tylko o gorącej kąpieli. Lecz gdy obudziła się nad ranem, palec był czerwony i spuchnięty. Przypomniała sobie ukłucie, sięgnęła po torebkę na dnie znalazła zardzewiałą igłę długości dwóch cali.
“Skąd to się tu wzięło?” szepnęła, wyrzucając przedmiot do kosza. Opatrzyła ranę, lecz do południa dostała gorączki.
“Piotrze, czuję się okropnie” wyszeptała przez telefon. “Ta igła… musi być w tym coś nieczystego.”
“Idź do lekarza!” nalegał, ale Ewa tylko potrząsnęła głową, choć wiedział, że tego nie widzi.
Wieczorem wróciła taksówką, ledwo trzymając się na nogach. Gdy padła na kanapę, przyśniła się jej babcia Zofia, zmarła, gdy Ewa była mała. Staruszka o pochylonej sylwetce wiodła ją przez łąkę, pokazując zioła. “Ugotuj wywar szeptała ktoś rzucił na ciebie urok. Musisz walczyć.”
Obudził ją trzask drzwi. Piotr, widząc jej ziemistą cerę i zapadnięte oczy, wpadł w panikę. “Natychmiast do szpitala!”
“Lekarze nie pomogą oparła się Ewa. Babcia mówiła, że to czary.”
Pierwszy raz w życiu pokłócili się tak gwałtownie. Piotr nazwał ją wariatką, ona zaś uparła się, by jechać do wsi pod Lublinem, gdzie dawno temu mieszkała Zofia.
W maleńkiej wiosce Ewa, jakby wiedziona niewidzialną nitką, znalazła właściwe zioła. Gdy piła gorzki wywar, jej mocz przybrał czarny kolor “Zło odchodzi” szepnęła, pamiętając słowa babci.
Tej nocy Zofia znów przyszła we śnie. “Ktoś bliski twemu mężowi cię przeklął wyjaśniła. Włóż zaczarowaną igłę do jego torby, a sprawca się zdradzi.”
Nazajutrz Piotr wrócił zdumiony: “Irena z księgowości ukłuła się w mojej torbie! Patrzyła na mnie, jakbym ją zdradził.”
Ewa zamarła. Irena jedyna kobieta na jej przyjęciu, o której Piotr zawsze mówił z dumą.
Gdy po tygodniu przyszła wiadomość, że Irena śmiertelnie zachorowała, Ewa pojechała na cmentarz w Krynicy. Na grobie babci położyła chabry i przemyła kamień.
“Przepraszam, że tak późno szepnęła, czując na ramieniu ciepło, choć wokół był tylko wiatr. Dziękuję, że wróciłaś, by mnie ocalić.”
Wiatr poruszył płatkami kwiatów jakby ktoś skinął głową zza zasłony światów.



