– Pani Dyrektor Weroniko, można? – na progu gabinetu dyrektorki kombinatu stanął jeden z jej zastępców.

Pani Aldono, można? w progu gabinetu dyrektorki zakładów stanął jeden z jej zastępców.

Tak, panie Janie, proszę wejść skinęła głową stanowczo dyrektorka. No i jak tam dziś sprawy stoją?

Jakie sprawy? Gdzie?

U nas, na wydziale.

A, na wydziale. Na wydziale wszystko w porządku. A dlaczego pani pyta?

Jak to dlaczego? Przyszedł pan przecież do mnie, pewnie nie bez przyczyny. Chce pan coś powiedzieć w sprawie pracy?

No tak, właściwie to muszę o coś panią poprosić potwierdził marsowo zastępca. A raczej poprosić o przysługę.

Przysługę? Aldona spojrzała bystro na tego kulturalnego z wyglądu mężczyznę i pokręciła z niedowierzaniem głową. Ostatnio coś panie Janie nie podoba mi się pan.

Ostatnio?

Tak. Chodzi pan markotny, jakby ktoś w rodzinie zmarł. U pana w domu wszystko gra?

Jak mam powiedzieć westchnął ciężko Jan. Jak tak dalej pójdzie, to wcale nie będzie dobrze. Chyba, że dostanę od pani jeden świstek.

Jaki świstek? Aldona wyraźnie się zaniepokoiła. O czym pan mówi?

Rozumiem, że to brzmi dziwnie… Jan zrobił minę tragiczną. Ale muszę. Potrzebuję od pani zaświadczenie. Dla mojej żony.

Jakie? Twarz dyrektorki pobladła. Zaświadczenie dla pańskiej żony? Co pan ma na myśli?

Zaświadczenie, że między nami nic nie było i nie ma.

Nic nie było?

No bliższych relacji Jan już czerwienił się po uszy. Takich, jak kobieta z mężczyzną.

Pan chyba żartuje! Aldona zrobiła się blada jak płótno. Czy pan sobie ze mnie kpi?

Niestety, pani podpis i pieczątka mogą zaważyć na moim małżeństwie. Rozumie pani? Moja żona wmówiła sobie, że jesteśmy kochankami…

Dyrektorka znieruchomiała z otwartymi ustami, po chwili spytała ostrożnie:

Żona żąda od pana zaświadczenia, że? Takiego absurdu nigdy nie słyszałam. Nawet w filmach takich rzeczy nie wymyślili.

Wiem, pani Aldono! jęknął żałośnie Jan. Ale nic nie jestem w stanie zrobić! Mamy dzieci. Żona zapowiedziała, że jeśli nie dostanie tego papierka, złoży pozew o rozwód. A potem zabierze dzieci i wyjedzie do matki do Szczecina. To przecież koniec świata! Dlatego błagam, napisz mi pani tę śmieszną karteczkę.

Panie Janie! Aldona nie mogła uwierzyć, że rozmawia naprawdę. Skąd pani żonie taki pomysł? Przecież nigdy się z nią nie widziałam! I żadnych śladów szminki na koszulach u pana nigdy nie było, więc skąd takie podejrzenia?

Właśnie przez to Jan wyjął z kieszeni marynarki telefon, poszukał zdjęcia i podał je dyrektorce. Żona zobaczyła tę fotografię i już jej się we łbie przewróciło.

No i co? Aldona z zakłopotaniem obejrzała zdjęcie całej administracji zakładu. Mam takie samo zdjęcie, to przecież po tym, jak dostaliśmy pochwały od miasta.

Właśnie uśmiechnął się kwaśno Jan Ale na zdjęciu stoimy obok siebie. A ja pani położyłem rękę na ramieniu.

Bo nas tłum był i każdy się starał zmieścić w kadrze!

Jasne. Ale proszę zerknąć jak pani głową przechyla się ku mnie. Magda twierdzi, że kobiety robią tak tylko do ukochanego mężczyzny!

Co?! Oczy Aldony zabłysły gniewem. Jakie ukochane kobiety? Przecież się wychyliłam, bo bałam się, że kwiaty trzymane przez Halinę zasłonią mi twarz!

Tłumaczyłem to Magdzie sto razy, a im gorzej się tłumaczyłem, tym bardziej myślała swoje. Bez zaświadczenia od pani koniec ze mną.

Przecież to absurd! wybuchła Aldona. Jest pan pantoflarzem, czy jak? Boi się pan żony tak bardzo?

Tak, jestem pantoflarz wyszeptał, żeby dyrektorka na pewno usłyszała. Ale dla dzieci jestem. Bez nich nie wyobrażam sobie życia. Rozumie pani?

To już przesada burknęła Aldona i sięgnęła po czysty arkusz papieru z góry stosu. Dobrze Skoro to panu tak potrzebne Proszę dyktować.

Yhym mamrotał Jan. Proszę pisać: Ja, Aldona Majewska, oświadczam, że swojego zastępcy Jana Kowalskiego nie cierpię

Aldona spojrzała na niego z niedowierzaniem, on jednak wskazał ręką, by pisała dalej.

Tak, tak, proszę pisać: Nie cierpię. A nawet proszę dodać: Nawet go nie znoszę.

Ale jak to, nie znoszę?! nie wytrzymała. Przecież nie mogę pracować z człowiekiem, którego nie znoszę!

W takim razie proszę dopisać: Nie znoszę jako mężczyzny. I do łóżka z nim nie poszłabym za żadne pieniądze nawet za milion złotych. Teraz proszę podpisać się i przybić pieczątkę. Żeby było na pewno.

Pieczątka jest w księgowości odpowiedziała odruchowo Aldona, potem jeszcze raz przeczytała kartkę i zmarszczyła brwi.

Przecież to totalny nonsens! Takich rzeczy się nie robi! powiedziała stanowczo, po czym złożyła kartkę na pół, gwałtownie ją podarła, potem jeszcze i jeszcze raz.

Co pani robi?! przeraził się Jan. Przecież to dokument! Potrzebuję go!

Wie pan co, panie Janie nagle się uśmiechnęła dziwnie. Lepiej już niech się pan z Magdą rozwiedzie, dla własnego spokoju.

Jak to? znowu się przestraszył. Przecież ona zabierze mi dzieci! Zabrałaby je na pewno.

Nie zabierze Aldona uśmiechała się dalej. Mam znajomego świetnego prawnika, który z pewnością panu pomoże. Załatwi, żeby dzieci zostały przy panu po sądzie.

Ale ja

A jakby co weszła mu w słowo osobiście pomogę panu w wychowywaniu dzieci.

Pani? Mnie? Pomóc? Osobiście?

Oczywiście. Jako zastępca bardzo pana cenię. Dlatego znajdę panu doskonałą nianię. Będzie pan zadowolony.

A Magda?

A niech jedzie do tej swojej matki do Szczecina. Albo przyjdzie do mnie, pogadamy po kobiecemu, z serca do serca, na spokojnie. Na pewno lepiej niż jakieś idiotyczne zaświadczenie z podpisem i pieczątką.

Rate article
Fajna Tajna
– Pani Dyrektor Weroniko, można? – na progu gabinetu dyrektorki kombinatu stanął jeden z jej zastępców.