Oszustwo

Życie pisze różne scenariusze. Jednym szczęście uśmiecha się od młodości, znajdują miłość jedyną na całe życie. Inni odnajdują ją dopiero po zdradach, rozwodzie, gdy już stracili nadzieję na szczęście.

Wojciech był z tych drugich. Poznał swoją przyszłą żonę jeszcze na studiach. Urokliwa i skromna Kinga przyjechała do miasta z małej prowincjonalnej miejscowości. Od razu mu się spodobała. On sam był zwykłym chłopakiem, niczym się nie wyróżniał. Kinga długo nie odwzajemniała jego uczuć.

Ale na ostatnim roku, gdy większość studentów w murach alma mater znalazła swoje drugie połówki, a niektórzy nawet założyli rodziny i doczekali się dzieci, Kinga nagle spojrzała łaskawszym okiem na Wojtka. Był w siódmym niebie i oczywiście niemal od razu oświadczył się. Ku jego radości, przyjęła propozycję.

Matka Wojtka rozumiała, że dziewczynie nie chce się wracać na prowincję. Ślub z jej synem dawał jej zameldowanie w dużym wojewódzkim mieście, przestronne mieszkanie w centrum i dobrze płatną pracę. Ale widząc, jak syn jest zakochany i szczęśliwy, postanowiła nie burzyć jego złudzeń.

Wesele urządzili zaraz po obronie. W restauracji za miastem zebrało się mnóstwo gości, głównie studencka brać. Tylko rodzice panny młodej nie przyjechali.

Kinga tłumaczyła, że ojciec jest ciężko chory, leży przykuty do łóżka, a matka nie może go opuścić. Na dalsze pytania odpowiadała oszczędnie. Jej twarz stawała się smutna, łzy błyszczały na rzęsach. Rodzice Wojtka uznali, że nie warto drążyć tematu. Dziewczyna i tak cierpi przez rodziców – po co dodatkowo ją martwić? Pomocy też nie chciała przyjąć.

“Wszędzie mama woziła tatę. Nikt nie potrafił mu pomóc” – mówiła Kinga, a jej oczy pociemniały z żalu.

Rodzice Wojtka starali się zastąpić Kingę matkę i ojca. Żyli wszyscy razem w zgodzie. Kinga szybko zaszła w ciążę. Nie szukała pracy – pieniędzy starczało, a i tak niedługo miał być urlop macierzyński. A potem może drugie dziecko? Po dziewięciu miesiącach urodził się pierworodny. Rodzice nalegali, by chłopca nazwać na cześć ojca Kingi – Kazimierzem.

Drugie dziecko Kinga urodziła dopiero po ośmiu latach. W międzyczasie z Wojtkiem kupili własne mieszkanie. Poród był trudny, przedwczesny. Na świat przyszła drobna, wątła dziewczynka. Dano jej na imię Weronika, na cześć matki Wojtka.

Ojciec i matka Kingi nigdy nie zobaczyli wnuków. Rok po narodzinach Kazika zmarł jej tata. Matka odeszła osiem miesięcy później.

Gdy Weronika poszła do szkoły, Kinga zapragnęła wrócić do pracy. Nudziło ją siedzenie w domu. Oczywiście, w swoim zawodzie już nie miała szans – wiedza się zdezaktualizowała, a doświadczenia nigdy nie zdobyła, bo nigdy nie pracowała.

Rodzice Wojtka użyli swoich znajomości i załatwili Kingę na stanowisko asystentki dyrektora, a właściwie sekretarki.

Teraz spędzała dużo czasu na siłowni. Ubierała się modnie, zaczęła się malować. Wyglądała na kobietę biznesu, a nie na domową kurę. Znajomi i koledzy z pracy wymyślali Wojtkowi, że taką piękność trzymał w domu, ukrywał przed światem.

Kinga zaniedbała dzieci. Kazik kończył szkołę, szykował się na studia, wkrótce miał żyć własnym życiem. Córka Weronika prawie cały czas spędzała u babci i dziadka, którzy rozpieszczali ją bez opamiętania, rekompensując brak matki.

Coraz częściej Wojtek słyszał od żony pretensje i przytyki. Że się nie dba, brzuch mu urósł, powinien zapisać się na siłownię, wyrzeźbić mięśnie, spalić tłuszcz. I coraz częściej stawiała mu za przykład swojego szefa, który był starszy od Wojtka, a wyglądał jak trzydziestolatek.

Wojtek od razu zrozumiał, o co chodzi. Pewnego dnia postanowił wpaść do żony w pracy. Znalazł pretekst – zbliżały się urodziny ojca, trzeba było kupić coś wyjątkowego, a chciał przedyskutować wybór z Kingą. Nie w obecności rodziców.

Wszedł do sekretariatu – pusty. Zapukał do drzwi dyrektora. Nie czekając na odpowiedź, otworzył. Gabinet był pusty, ale z boku zauważył drugie drzwi. Gdy podszedł bliżej, usłyszał charakterystyczne odgłosy, które nie pozostawiały wątpliwości, co tam się dzieje.

Bez wahania otworzył. Jego skromniutka Kinga, z podwiniętą spódnicą, siedziała okrakiem na rozwalonym na kanapie dyrektorze, który zdążył już opuścić spodnie. Poznał ją od razu, nawet z tyłu – przecież żyli razem siedemnaście lat.

Wojtek stał jak wryty, patrzył, po czym zamknął drzwi i wyszedł. To było zbyt przytłaczające, nierealne. Sam nie wiedział, dlaczego nie rzucił się na nich, nie ściągnął żony z dyrektora, nie sprał go po zarozumiałej twarzy.

Kinga wróciła do domu, jak gdyby nigdy nic, uśmiechnięta jak kot po śmietanie. Wszystko miało teraz sens. Dlatego ostatnio unikali współżycia. Kinga tłumaczyła się zmęczeniem, bólem głowy – zawsze miała gotową wymówkę. Okazało się, że zmęczenie brało się z zaspokajania dyrektora. Taka oto skromnisia.

Wojtek powiedział żonie, że wie wszystko, widział na własne oczy, i że nie ma sensu się wypierać. Kinga szybko opanowała strach.

“No cóż, skoro już wiesz… To nawet lepiej” – odparła lekko. “Odchodzę od ciebie.”

“A dzieci?”

“Kazik jest dorosły, samodzielny, lada moment się ożeni. A Weronika niech sama zdecyduje.”

Weronika nie namyślała się długo – nie chciała żyć z nowym mężem matki. Z ojcem też nie zostanie. On może ułożyć sobie życie, pojawi się macocha… Ale babcia i dziadek rozpieszczają – z nimi będzie jej wygodnie i korzystnie.

Tak się stało. I został Wojtek sam. Nie chłopak, mężczyzna w pełni sił. Dyrektor miał swoje mieszkanie, ale samochód Kinga zagarnęła – przywykła do niego. Wojtek nie robił problemu, oddał go żonie. Niech bierze wszystko, jemu samotnemu nic nie potrzeba.

Po jakimś czasie Wojtek poznał Bożenę. Jej też mąż odszedł. Tylko dzieci nie miała – przeziębiła się w młodości, nie mogła zajść w ciążę. Po prostu żyI tak, gdy życie już zdawało się układać, los znów pokazał, że przeszłość nigdy nie odchodzi w zapomnienie.

Rate article
Fajna Tajna
Oszustwo