Ostatni raz
„Zabiję cię, cholera!”
Krzysztof walił pięściami w drzwi domu, a zgromadzeni sąsiedzi próbowali go uspokoić:
„Krzysiu, co ty wyprawiasz? Jutro znowu będziesz przepraszał! I nie wstyd?! Dwóch chłopców wychowaliście, twoja Ania nigdy ci nie dała powodu, a ty się pośmiewiskiem robisz i ją także!”
Krzysztof odwrócił się do furtki:
„Co wy tu robicie? Film wam się obejrzeć zachciało? Spadajcie stąd!”
Ludzie nie ruszyli się z miejsca. Sąsiadka Krzysztofa i Anny odezwała się:
„Krzysiu, co cię tak rozpaliło? Musi być jakiś powód?”
„Powód? Ania jest powodem! Ja dla niej… ja dla niej duszę bym oddał, a ona? Wszystkim się uśmiecha, zamknęła się w domu, ale z kim?!”
Krzysztof zszedł z ganku, usiadł na ławce. Mówił zmęczonym, płaczliwym głosem – dziwnie i nieprzyjemnie było słyszeć taki ton od rosłego mężczyzny.
Sąsiadka przemówiła łagodnie:
„Źle mówisz o żonie… Dobra z niej kobieta. Uczciwa.”
Krzysztof już niemal szeptem odpowiedział:
„Ona mnie nie kocha, ciotko Marysiu. Ja wieśniak, a ona miejska, więc tylko patrzy w lewo.”
„Głupi jesteś… Takich głupich to ze świecą szukać…”
Ale Krzysztof już nie słyszał jej słów. Spał, z głową opadniętą na piersi. Ciotka Marysia delikatnie go popchnęła, ktoś podłożył mu pod głowę czapkę, a Krzysiu wyciągnął się na ławce.
„No, teraz już nie wstanie, dopóki się nie wytrzeźwi.”
***
Piętnaście lat temu Krzysztof wyjechał do miasta, żeby nauczyć się obsługiwać koparkę. Wieś wtedy rosła, domy stawiano. Mówili, że jeszcze trochę, i już można będzie nazwać ją miastem. Co za żart – tyle gospodarstw! I nieważne, że nie ma bloków, a wygody na podwórku – liczy się ludzi.
W wiejskim gospodarstwie była własna ekipa budowlana. Stawiali domki dla specjalistów, a teraz zabrali się za klub. I nie byle jaki, bo byle jaki już mieli – w zwykłym drewnianym domu. Teraz mieli być murowany, dwupiętrowy, z różnymi kółkami.
Mieli własną koparkę i wiele innych rzeczy, tylko brakowało fachowców. Kierowcy byli, traktorzyści, ale specjalistów tego kalibru – nie. Wtedy wybrali Krzysztofa i Darka z drugiego końca wsi, i wysłali do miasta.
Krzysztof i Darek nigdy się nie lubili. Wręcz przeciwnie – ciągle się kłócili. A wszystko przez to, że podobaly im się te same dziewczyny. Nawet kilka razy pozadzierali się na pięści.
W mieście zamieszkali w jednym pokoju – chcąc nie chcąc, musieli ze sobą rozmawiać. Darek od razu rzucił:
„Muszę sobie znaleźć miejską dziewczynę, żeby tu zostać.”
Krzysztof wtedy się zdziwił:
„Jak to? Gospodarstwo płaci za ciebie, a ty chcesz zostać?”
Darek się zaśmiał:
„No ty gapa. Tak wszyscy normalni robią. Co ty tam na wsi łapiesz?”
Krzysztof tylko prychnął:
„No tak, czekają na ciebie, takiego przystojniaka.”
Po trzech dniach Krzysztof zobaczył Darka z dziewczyną. Zobaczył i omal nie oszalał. Zakochał się od pierwszego wejrzenia, gdy tylko ujrzał Anię.
Wieczorem zapytał Darka:
„Co to za dziewczyna była z tobą?”
„O, Anka. Miejska, z babcią mieszka, więc niedługo będzie wolne mieszkanie.”
„Zakochałeś się, czy co?”
„Żartujesz? Deska jak deska, ja wolę krągłe…”
Krzysztof od razu mu przyłożył. Potem jeszcze raz. Darek otarł nos i powiedział:
„A ty, widzę, się zatracił… No patrz, będziesz płakał, jak ja się z nią ożenię i będę chodził na lewo i prawo! A ona będzie mnie w domu czekać i wszystko wybaczać.”
Następnego dnia, gdy tylko Darek wyszedł, Krzysztof podążył za nim niezauważony. Zobaczył, jak Darek spotkał Anię, objął ją po chamsku w pasie, i rzucił się do przodu.
Krzysztof wygarnął Ani wszystko, ona patrzyła zdumiona to na niego, to na Darka, aż w końcu powiedziała:
„Spadajcie”, i odeszła.
Znów się pobili. Tego samego dnia Darek dogadał się z komendantem i przeprowadził się do innego pokoju. A Krzysztof dzień i noc czatował na Anię.
Dziewczyna przechodziła obok, udawała, że nie widzi. A po dwóch tygodniach zatrzymała się:
„I długo będziesz tak stał jak cień? Może do kina mnie zaprosisz?”
Zabrał do wsi nie tylko Anię, ale też jej staruszkę babcię. Babcia zmarła po dziesięciu latach, a oni mieli już dwóch synów.
Krzysztof dla rodziny gotów był ziemię kopać, postawił dom, płot taki, jakiego nikt we wsi nie miał. Chłopcy mieli najdroższe rowery. Ania pracowała jako felczerka. Krzysztof zdmuchiwał z niej pyłek.
A rok temu stało się coś, czego Krzysztof się zupełnie nie spodziewał. Do wsi wrócił Darek. Najwyraźniej miejska żona uznała, że już go nie potrzebuje, spakowała mu walizkę i wyprawiła z powrotem.
Gdy tylko Krzysztof się o tym dowiedział, wrócił do domu czarny jak chmura. Ania spojrzała na niego zdziwiona:
„Krzysiu, co się stało?”
Wyjął butelkę z szafki, nalał sobie, wypił. Ania przestraszona przysiadła. Nigdy nie widziała męża takim. A pił raz do roku, na wielkie święto.
Krzysztof spojrzał na nią mrocznie:
„Darek wrócił.”
Ania zmarszczyła brwi.
„Darek? Jaki Darek?”
„Ten sam Darek, z którym ty…”
Ania się roześmiała:
„A, już wiem. Co, nie przyjął się w mieście?”
Potem spoważniała:
„No, wrócił i wrócił, co się z tobą dzieje?”
„Powiem ci tak, Aniu… Jeśli dowiem się czegoś – zabiję!”
Ania uniosła brwi:
„Krzysiu, co masz się dowiedzieć? Nie rozumiem cię dziś!”
„Potem zrozumiesz!”
Od tego dnia spokój w ich rodzinie się skończył. Trzeźwy Krzysztof słuchał Ani, kiwał głową:
„Głupi jestem, Aniu… Wybacz…”
Ania wybaczała. Nie minął miesiąI wtedy, gdy Darek znów próbował wtrącić się w ich życie, Krzysztof spojrzał na żonę i synów, uśmiechnął się spokojnie i odwrócił się plecami do przeszłości.



