Jadwiga skuliła się na kanapie, przyciskając dłonie do podbrzusza. Wszystko bolało, pulsowało i przypominało o tym, co ją czeka. Za każdym razem to samo: ostry ból, krwawienie, karetka, szpital i pustka w środku. To było poronienie, nie miała wątpliwości. Trzecie w ciągu dwóch lat, a wcześniej ciąża obumarła, a jeszcze wcześniej aborcja. Ta aborcja, za którą Jadwiga płaciła do dziś niemożnością zostania matką.
Drżącą ręką sięgnęła po telefon i wybrała numer pogotowia. Po pół godzinie wkładano ją do karetki, a ona jednocześnie dzwoniła do Dominika, by powiedzieć, że nie będzie na kolację.
Znowu? zapytał, ale Jadwiga nawet nie odpowiedziała. Po policzkach płynęły łzy łzy rozpaczy i rozczarowania sobą. Ile razy można przez to przechodzić? Dlaczego zawsze kończy się tak samo? A może Jadwiga znała przyczynę tych powtarzających się tragedii? Gdyby wtedy nie poszła do tego podejrzanego lekarza, wszystko byłoby inaczej. Mogliby mieć już pięcioletnie dziecko. Ale dziecka nie było i najwyraźniej już nigdy nie będzie.
Jak się pani czuje? spytał lekarz, regulując kroplówkę, ale jego wzrok był obojętny.
Dwa dni w szpitalu ciągnęły się w nieskończoność. Potem wypis, Dominik z bukietem róż znów wszystko jak w scenariuszu.
Jesteś taka blada powiedział, a Jadwiga tylko słabo się uśmiechnęła. Nie było powodu do radości. Nie potrafiła dać mu dziecka, to było oczywiste.
W drodze do domu, trzymając w dłoniach piękne kwiaty, odwróciła się do męża i wyznała:
Nie chcę już próbować. Nie dam ci dziecka.
Nie mów tak, jeszcze się uda próbował ją pocieszyć Dominik, ale Jadwiga tylko gorzko się uśmiechnęła.
Sam w to wierzysz? Pięć lat na marne. Mam prawie trzydzieści, ty trzydzieści pięć. Dość tej gry w przyszłą mamę. Lekarze mówią, że nie ma szans, może czas ich posłuchać.
Jaga, będziemy mieli dzieci upierał się Dominik. Pamiętasz, co mówił profesor Nowak? Mówił, że są szanse, jeśli będziemy ściśle przestrzegać zaleceń.
Gdzie ten twój profesor? Jadwiga nerwowo spojrzała na męża. Od dawna nie żyje, a jego zalecania poszły w niepamięć razem z nim! Koniec, Dominik. Nie chcę już męczyć ani ciebie, ani siebie.
Co przez to rozumiesz? Dominik zmarszczył brwi, nie odrywając wzroku od drogi.
Jadwiga wzięła głęboki oddech i odwróciła twarz w stronę okna.
Rozstańmy się. Spotkasz kobietę, która da ci dziecko, będziesz szczęśliwy. Nie zasługuję na twoją cierpliwość i troskę. Jestem pusta, życie we mnie się nie utrzymuje, jestem do niczego.
Głos jej drżał, a łzy napływały do oczu. Dominik ujął jej dłoń i przycisnął do ust.
Przestań pleść głupoty. Damy radę. Ludzie żyją bez dzieci, my też możemy. Szczęście nie jest w dzieciach.
Ale w ich ilości odparła Jadwiga przez łzy. Dość, Dominik. Nie odbierajmy ci szansy na ojcostwo.
Nie odbierajmy mi szansy na szczęście z tobą przerwał jej Dominik.
W tym był cały on zakochany w żonie, wyrozumiały dla jej kaprysów i gotowy znosić wszystko, byle tylko była przy nim. Długo ją zdobywał, odpierał rywali, a gdy wreszcie została jego żoną, uznał, że nic więcej już nie trzeba. No, może tylko małe szczęście w postaci dziecka, ale los uparcie odmawiał im tej radości.
Dominik znał historię Jadwigi. Wiedział, że przed nim była żoną starszego mężczyzny, na którego zmusił ją ojciec-tyran. Wiedział o tym, że zaszła w ciążę i zrobiła aborcję, która zakończyła się tragicznie. To wszystko doprowadziło do obecnej sytuacji, ale nie dało się już nic zmienić. Jadwiga od lat była z Dominikiem, z ojcem nie utrzymywała kontaktu, nawet o swojej młodszej siostrze, Kingi, prawie nic nie wiedziała.
Nie zdziwię się, jeśli ojciec któregoś dnia zmusi i ją do małżeństwa z jakimś draniem dla własnej korzyści.
Kinga miała dwudziesty drugi rok, była piękna i inteligentna taka jak starsza siostra, tylko bardziej uległa wobec ojca. Wychowywał je sam, byłe żony nie miały wpływu na dzieci, bo tak postanowił. Rządził nimi jak swoim biznesem pociągał za sznurki jak marionetkami, podejmował za nie decyzje i zmuszał do posłuszeństwa.
Jadwiga uciekła od niego w wieku dwudziestu czterech lat, poznała Dominika i zerwała wszelkie kontakty. Od tamtej pory ojciec zabraniał jej widywać się z Kingą, dlatego gdy pewnego dnia młodsza siostra stanęła w progu jej domu, Jadwiga oniemiała.
Co się stało? spytała od razu, nie od razu zauważając wydatny brzuch Kingi.
Uciekłam od ojca szlochała Kinga, rzucając się jej w ramiona. Od powrotu ze szpitala minął tydzień, Jadwiga zaczynała wracać do równowagi, a tu taka niespodzianka.
Czego chciał? spytała Jadwiga.
Chciał żebym usunęła ciążę.
Boże, przecież jesteś w ciąży! Jadwiga wzdrygnęła się, przyglądając się siostrze. Z kim?
To nieważne. Jagusia, to nieistotne. To z miłości. On jest żonaty, nie chce dziecka. Ojciec powiedział, że albo sama pójdę do lekarza, albo on mnie tam siłą zawiezie.
Jadwiga płakała razem z siostrą. Kinga była taka krucha, bezbronna, taka bliska. Nie widziały się od pięciu lat, Kinga zmieniła się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. Tylko ta zależność od ojca wszystko psuła i Jadwiga była pewna, że za kilka dni siostra zechce wrócić. Nie mogła do tego dopuścić.
Dominik spokojnie przyjął wiadomość o przybyciu Kingi. Nigdy nie sprzeciwiał się decyzjom Jadwigi. Kochał ją zbyt mocno, by się z nią kłócić, a ona nigdy nie wykorzystywała tego na szkodę ich małżeństwa.
Oczywiście, minął tydzień i Kinga oznajmiła, że nie może dłużej męczyć ojca swoją nieobecnością.
Nie puszczę cię! krzyczała Jadwiga, chwytając siostrę za ręce. Chcesz, żeby zrobił krzywdę tobie i dziecku? Nie myślisz o sobie, to pomyśl o synu.
Już za późno na aborcję, nie zmusi mnie



