Dziennik
Dziś znów leżałam skulona na sofie, przyciskając dłonie do podbrzusza. Wszystko bolało, pulsowało, przypominając mi, co mnie czeka. Za każdym razem to samo: ostry ból, krwotok, karetka, szpital i ta pustka w środku. To było poronienie, nie miałam wątpliwości. Trzecie w ciągu dwóch lat. Wcześniej była ciąża obumarła, a jeszcze wcześniej aborcja. Ta aborcja, za którą płacę do dziś niemożnością zostania matką.
Z trudem sięgnęłam po telefon i wybrałam numer pogotowia. Po pół godziny ładowali mnie do karetki, a ja jednocześnie wybierałam numer Wojtka, żeby ostrzec, że nie doczeka mnie dziś na obiad.
Znowu? zapytał. Nie odpowiedziałam. Po policzkach płynęły łzy rozpaczy i rozczarowania sobą. Ile można? Dlaczego za każdym razem to samo? A może ja znam przyczynę tych powtarzających się tragedii? Gdyby wtedy nie położyła się pod nóż u tego wątpliwego lekarza, wszystko byłoby inaczej. Mogliby mieć już pięcioletnie dziecko. Ale go nie było i teraz, najwyraźniej, już nigdy nie będzie.
Tak boli wykrztusiłam, a lekarz tylko przykręcił kroplówkę i obojętnie na mnie spojrzał.
Dwa dni w szpitalu wlokły się w nieskończoność. Potem wypis, Wojtek z bukietem róż jakby wszystko szło według scenariusza.
Jesteś taka blada powiedział, a ja tylko słabo się uśmiechnęłam. Nie było powodu do radości. Nie potrafiłam dać mu dziecka. To było oczywiste.
W drodze do domu, trzymając w dłoniach bukiet, odwróciłam się do niego i powiedziałam:
Nie chcę już próbować. Nigdy nie urodzę ci dziecka.
Nie mów tak, jeszcze się uda próbował mnie pocieszyć, ale ja tylko gorzko się uśmiechnęłam.
Sam w to wierzysz? Pięć lat na marne. Ja mam prawie trzydzieści, ty trzydzieści pięć. Dość tych złudzeń. Lekarze mówią, że nie ma szans. Może czas ich posłuchać?
Kasia, będziemy mieli dzieci zaprotestował. Pamiętasz, co mówił profesor Nowak? Mówił, że są szanse, jeśli będziemy stosować się do jego zaleceń.
A gdzie ten twój profesor? warknęłam. Nie żyje od lat, a jego zalety poszły w niepamięć razem z nim! Dość, Wojtek. Nie chcę już męczyć ani ciebie, ani siebie.
Co chcesz przez to powiedzieć? zmarszczył brwi, nie odrywając wzroku od drogi.
Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam twarz w stronę okna.
Rozstańmy się. Znajdziesz kobietę, która da ci dziecko. Będziesz szczęśliwy. Ja nie zasługuję na twoją cierpliwość i troskę. Jestem pusta. Życie we mnie się nie utrzymuje. Jestem do niczego.
Głos mi się załamał, a łzy napływały do gardła. Wojtek złapał moją dłoń i przycisnął do ust.
Przestań pleść głupstwa. Damy radę. Ludzie żyją bez dzieci i my też możemy. Szczęście nie tkwi w dzieciach.
Tylko w ich ilości szepnęłam przez łzy. Dość, Wojtek. Nie odbierajmy ci szansy na ojcostwo.
Nie odbierajmy mi szansy na szczęście z tobą przerwał mi.
To był cały on: zakochany w swojej żonie, znoszący jej humory i gotowy znosić dalej, byle tylko była przy nim. Długo ją zdobywał, usuwał rywali, a gdy wreszcie została jego żoną, uznał, że nic więcej mu do szczęścia nie potrzeba. Może tylko mały promyk radości, ale los uparcie odmawiał im tej łaski.
Wojtek znał moją historię. Wiedział, że przed nim byłam zamężna z dużo starszym mężczyzną, na którego zmusił mnie ojciec-tyran. Wiedział o nieudanej aborcji, którą zrobiłam przez tamtego człowieka. I to wszystko doprowadziło do tego, co było teraz. Ale nie dało się tego zmienić. Od lat byłam żoną Wojtka, z ojcem nie utrzymywałam kontaktu, a o młodszej siostrze, Ani, wiedziałam niewiele.
Nie zdziwię się, jeśli ojciec kiedyś zmusi i ją do małżeństwa z jakimś draniem dla własnych korzyści.
Ania miała dwadzieścia dwa lata, była piękna i mądra taka jak ja, tylko bardziej uległa wobec ojca. Wychowywał nas sam, odcinając od matek, które nie miały prawa decydować o naszym życiu. Rządził nami jak marionetkami, tak jak swoim biznesem pociągał za sznurki, podejmował decyzje i zmuszał do posłuszeństwa.
Uciekłam od niego, gdy miałam dwadzieścia cztery lata. Poznałam Wojtka i zerwałam z ojcem wszelkie kontakty. Zabronił mi nawet widywać się z Anią. Dlatego gdy pewnego dnia stanęła w naszym drzwiach, nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Co się stało? spytałam od razu, nie zauważając od razu jej zaokrąglonego brzucha.
Uciekłam od ojca szlochała, rzucając mi się w ramiona. Od wypisu ze szpitala minął tydzień, zaczęłam powoli dochodzić do siebie, a tu taki szok.
Czego chciał? spytałam.
Chciał żebym usunęła ciążę.
Boże, jesteś w ciąży! krzyknęłam, przypatrując się siostrze. Z kim?
To nieważne. Kasiu, naprawdę nieważne. To z miłości. On jest żonaty, nie chce dziecka. Ojciec powiedział, że albo sama pójdę na zabieg, albo mnie tam siłą zawiezie.
Płakałyśmy razem. Ania była taka krucha, bezbronna, a jednocześnie tak bliska. Nie widziałyśmy się pięć lat, z brzydkiego kaczątka stała się piękną kobietą. Tylko ta zależność od ojca wszystko psuła. Byłam pewna, że za kilka dni zechce wrócić. Nie mogłam na to pozwolić.
Wojtek spokojnie przyjął obecność Ani w naszym domu. Nigdy nie sprzeciwiał się moim decyzjom. Kochał mnie zbyt mocno, żeby się kłócić, a ja nigdy nie wykorzystywałam tego przeciwko naszemu małżeństwu.
Oczywiście, po tygodniu Ania oznajmiła, że nie może dłużej dręczyć ojca swoją nieobecnością.
Nie puszczę cię! krzyczałam, chwytając ją za ręce. Chcesz, żeby zrobił krzywdę tobie i dziecku? Nie myślisz o sobie, pomyśl chociaż o synu!
Za późno na aborcję, nikt nie podejmie się takiego zabiegu w dwudziestym pierwszym tygodniu przekonywała.
Ale mogą wywołać sztuczny poród! warknęłam. Nawet się nie zorientujesz. Wsypie ci coś do herbaty, a



