Ostatnia szansa

**Ostatnia szansa**

Zgięta w pół, Kasia leżała na kanapie, przyciskając dłonie do podbrzusza. Wszystko bolało, pulsowało i przypominało, co ją czeka. Za każdym razem to samo: ostry ból, krwotok, karetka, szpital i ta pustka w środku. To był poronienie, nie miała wątpliwości. Trzecie w ciągu dwóch lat, wcześniej ciąża obumarła, a jeszcze przed tym aborcja. Ta aborcja, za którą Kasia płaciła do dziś, nie mogąc zostać matką.

Wyciągnęła rękę po telefon i wybrała numer pogotowia. Pół godziny później wkładano ją do karetki, a ona równocześnie próbowała dodzwonić się do Marka, by powiedzieć, że nie będzie na kolacji.

Znowu? zapytał, ale Kasia nawet nie odpowiedziała. Po policzkach płynęły łzy rozpaczy i rozczarowania sobą. Ile jeszcze? Dlaczego zawsze to samo? A może znała przyczynę tych powtarzających się zdarzeń? Gdyby wtedy nie poszła do tego podejrzanego lekarza, wszystko byłoby inaczej. Mogliby już mieć pięcioletnie dziecko. Ale go nie było i pewnie już nigdy nie będzie.

Jak to boli! wykrztusiła, a lekarz tylko przykręcił kroplówkę i obojętnie na nią spojrzał.

Dwa dni w szpitalu wlokły się w nieskończoność. Potem wypis, Marek z bukietem róż jak w scenariuszu.

Jesteś taka blada powiedział, a Kasia ledwo się uśmiechnęła. Nie miała powodu do radości. Nie mogła dać mu dziecka, to było oczywiste.

W drodze do domu, trzymając w dłoniach bukiet, odwróciła się do męża:

Nie chcę już próbować. Nigdy nie urodzę ci dziecka.

Nie mów tak, jeszcze się uda próbował ją pocieszyć, ale tylko się uśmiechnęła gorzko.

Sam w to wierzysz? Pięć lat na marne. Mam prawie trzydzieści, ty trzydzieści pięć. Dość tego. Lekarze mówią, że szans nie ma, czas to zaakceptować.

Kasia, będziemy mieć dzieci upierał się Marek. Pamiętasz, co mówił profesor Kowalski? Szanse są, jeśli będziemy stosować się do jego zaleceń.

A gdzie ten twój profesor? warknęła. Nie żyje od lat, a jego zalecania poszły w niepamięć! Dość, Marek. Nie chcę już męczyć ani ciebie, ani siebie.

Co przez to rozumiesz? zmarszczył brwi, nie odrywając wzroku od drogi.

Kasia wzięła głęboki oddech i odwróciła twarz.

Rozstańmy się. Znajdziesz kobietę, która da ci dziecko. Zasługujesz na to. Ja jestem pusta, nie potrafię utrzymać życia w sobie. Jestem do niczego.

Łzy dławiły ją w gardle. Marek ujął jej dłoń i przycisnął do ust:

Nie pleć głupot. Damy radę. Są ludzie bez dzieci, my też możemy. Szczęście nie tkwi w dzieciach.

Ale w ich ilości odparła przez łzy. Dość, Marek. Nie odbieraj sobie ojcostwa.

Nie odbieraj mi rodzinnego szczęścia przerwał jej.

W tym był cały Marek: zakochany w żonie, wyrozumiały dla jej humorów i gotowy znosić je dalej, byleby była przy nim. Długo o nią zabiegał, odsuwał rywali, a gdy wreszcie została jego żoną, uznał, że do szczęścia niczego mu więcej nie potrzeba. No może tylko małej istoty, ale los nie chciał obdarować ich potomkiem.

Marek znał historię Kasi. Wiedział, że przed nim była żoną starszego mężczyzny, za którego wydał ją tyran-ojciec. Wiedział o nieudanej aborcji, która doprowadziła do obecnej sytuacji. Zmienić tego nie mógł. Kasia od lat była z Markiem, z ojcem nie utrzymywała kontaktu, nawet o młodszej siostrze, Agacie, wiedziała niewiele.

Nie zdziwię się, jeśli ojciec zmusi ją do małżeństwa z jakimś draniem dla własnej korzyści.

Agata miała dwadzieścia dwa lata, była piękna i inteligentna jak starsza siostra, tylko bardziej uległa wobec ojca. Wychowywał córki sam, odsunąwszy byłe żony od wpływu na dzieci. Rządził nimi jak biznesem: pociągał za sznurki, podejmował decyzje za nie i wymuszał posłuszeństwo.

Kasia uciekła od niego w wieku dwudziestu czterech lat, poznała Marka i zerwała z ojcem kontakt. Od tamtej pory nie pozwalał jej widywać się z Agatą, więc gdy pewnego dnia młodsza siostra stanęła w progu, Kasia oniemiała.

Co się stało? spytała od razu, dopiero po chwili zauważając wypięty brzuch siostry.

Uciekłam od ojca szlochała Agata, rzucając się jej w ramiona. Od wyjścia ze szpitala minął tydzień, Kasia zaczynała się uspokajać, a tu taki szok.

Czego chciał? spytała Kasia.

Żebym usunęła ciążę.

Boże, ty jesteś w ciąży! wykrzyknęła Kasia, oglądając siostrę. Z kim?

To nieważne. Kocham go, ale on jest żonaty, nie chce dziecka. Ojciec kazał mi wybrać: aborcja albo siłą zawiezie mnie do lekarza.

Płakały razem. Agata była krucha i bezbronna, a tak bardzo bliska. Nie widziały się pięć lat, z brzydkiego kaczątka stała się piękną kobietą. Tylko zależność od ojca wszystko psuła. Kasia była pewna, że za kilka dni siostra zechce wrócić. Nie mogła na to pozwolić.

Marek spokojnie przyjął obecność Agaty. Nigdy nie sprzeciwiał się decyzjom Kasi. Kochał ją zbyt mocno, by z nią dyskutować, a ona nigdy nie nadużywała tego w ich wspólnym życiu.

Minął tydzień i Agata oznajmiła, że musi wrócić do ojca.

Nie puszczę cię! krzyknęła Kasia, chwytając ją za ręce. Chcesz, żeby skrzywdził ciebie i dziecko? Jeśli nie myślisz o sobie, pomyśl o synu.

Za późno na aborcję, nie zmusi mnie odpowiedziała Agata. Żaden lekarz nie zrobi tego w dwudziestym pierwszym tygodniu.

Ale wywoła poród! odparła Kasia. Wsypie ci coś do herbaty, a ty nawet nie zrozumiesz, co się dzieje. Wiesz, jak to boli? Nie wiesz! A ja wiem!

Łzy i argumenty przekonały Agatę. Została, ale wciąż wspominała ojca i czuła się winna.

W lipcu urodziła i od razu chciała wracać. Kasia przycisnęła chłopca do siebie:

Nie pozwolę ci zanieść Tomka do tego potwora! Chcesz, by wychował z niego drugiego siebie? Jeśli chcesz, idź, ale Tomka nie oddam.

Agata wzruszyła ramionami:

Nie musisz. Oj

Rate article
Fajna Tajna
Ostatnia szansa