OSTATNIA MIŁOŚĆ – Irenko, naprawdę nie mam już pieniędzy! Ostatnie wczoraj dałam Natalii! Przecież…

OSTATNIA MIŁOŚĆ

Irenko, naprawdę nie mam już pieniędzy! Wczoraj ostatnie złotówki dałam Natalii! Przecież wiesz, ma dwójkę dzieci!
Całkowicie rozbita, Anna Feliksowa odłożyła telefon.
Nie chciała wracać do słów, jakie właśnie usłyszała od córki.

Dlaczego tak jest? Wychowaliśmy z mężem trójkę dzieci, poświęciliśmy im wszystko. Wszystkich na ludzi wyprowadziłam! Każde z nich ma wyższe wykształcenie, dobrą pracę. A jednak nie ma mi na starość spokoju ani wsparcia.

Czemuż ty, Władziu, tak wcześnie ode mnie odszedłeś… Z tobą było jakoś lżej szepnęłam w myślach do zmarłego męża.
Serce ścisnęło mnie nieprzyjemnie, ręka sięgnęła automatycznie po tabletki. Została mi jedna, może dwie. Jeśli bardzo mi się pogorszy, nic mi już nie pomoże. Do apteki trzeba iść.

Spróbowałam się podnieść, ale od razu usiadłam z powrotem w fotelu kręciło mi się w głowie okropnie.
Nic, zaraz tabletka zadziała. Minuty mijały, a mi nie było lżej.

Wykręciłam numer młodszej córki:
Natalio zdołałam ledwie wyszeptać do słuchawki.
Mamo, jestem na naradzie, oddzwonię później!

Wybrałam numer syna:
Synku, źle się czuję, tabletki mi się skończyły, mógłbyś po pracy…
Mamo, nie jestem lekarzem i ty też nie! Dzwoń po pogotowie, nie czekaj! usłyszałam w odpowiedzi.

Ciężko westchnęłam. Cóż, syn ma rację. Jeszcze poczekam pół godziny, jeśli nic się nie zmieni, zadzwonię po karetkę.

Ostrożnie rozsiadłam się głębiej w fotelu i zamknęłam oczy. Liczyłam w myślach do stu, by się odprężyć.

Nagle usłyszałam dźwięk telefonu, jakby gdzieś z oddali.
Halo ledwo otwierając usta, odpowiedziałam.
Aniu, witaj! To Piotr! Dziwnie się poczułem, coś mnie tknęło, musiałem do ciebie zadzwonić!
Piotrze, źle się czuję
Już jadę! Dasz radę otworzyć drzwi?
Ostatnio zawsze są otwarte szepnęłam.

Telefon wypadł mi z rąk. Nie miałam siły się po niego schylić.
Niech tam pomyślałam.

Przed oczami mignęły sceny z młodości, jak na starym filmie: oto jestem młodziutką studentką pierwszego roku Akademii Ekonomicznej. Dwóch przystojnych podchorążych, dla żartu z balonami w rękach…

Zabawne, tacy duzi i z balonikami pomyślałam wtedy rozbawiona.
Oczywiście! Dziewiąty maja! Parada, piknik, świętowanie. Ja między Piotrem a Władkiem, każdy z balonikiem i mnóstwem śmiechu.

Wtedy wybrałam Władka, był bardziej odważny, otwarty. Piotr był zawsze cichszy, zamyślony.
Los nas rozdzielił z Władkiem pojechaliśmy na Śląsk, Piotr dostał przydział do NRD.

Potem spotkaliśmy się znów w naszym Wrocławiu, gdy mężczyźni skończyli już służbę. Piotr przeżył całe życie samotnie, bez żony, bez dzieci.

Pytali go nieraz, czemu tak wyszło.
Zawsze żartował:
Nie mam szczęścia w miłości, może powinienem zacząć grać w karty!

Usłyszałam jakieś obce głosy, rozmowy. Z wysiłkiem uniosłam powieki:

Piotrze!

Obok stał chyba lekarz z pogotowia.

Spokojnie, zaraz poczuje się lepiej. Jest pan mężem?
Tak, tak przytaknął Piotr.
Lekarz jeszcze chwilę mówił coś do Piotra.

Piotr ani na sekundę mnie nie zostawił, trzymał za rękę, aż naprawdę poczułam ulgę.

Dziękuję ci, Piotrze. Już mi dużo lepiej.
Bardzo się cieszę! Napij się herbaty z cytryną!

Piotr krzątał się przy kuchni, troskliwie się mną opiekował, mimo widocznej poprawy wciąż bał się zostawić mnie samą.

Wiesz, Aniu, kochałem cię całe życie, dlatego się nie ożeniłem powiedział wieczorem nieśmiało.
Westchnęłam:

Ech, Piotrze, z Władkiem przeżyłam szczęśliwe życie. Zawsze go szanowałam, kochał mnie. Ty nigdy nie mówiłeś mi o uczuciach. Nie wiedziałam, jak naprawdę czujesz. Teraz już o tym mówić nie warto, lata minęły, nie wrócą.

Aniu, a może to, co nam zostało, przeżyjmy razem w szczęściu? Ile Pan Bóg da, tyle będziemy razem.
Oparłam głowę na jego ramieniu, ujęłam go za rękę.
No dobrze! zaśmiałam się cicho, pierwszy raz od miesięcy naprawdę szczerze.

Minął tydzień. W końcu zadzwoniła Natalia.

Mamo, co u ciebie? Dzwoniłaś, nie mogłam odebrać, potem miałam urwanie głowy, zapomniałam…

Och, to już nic takiego. A skoro dzwonisz… Żeby nie było niespodzianki planuję ślub!
W słuchawce zapadła cisza, słyszałam, jak Natalia głęboko oddycha, zbierając słowa.

Mamo, zwariowałaś? Tobie już na cmentarzu absencję wpisują, a ty za mąż chcesz wychodzić? I kto jest tym szczęściarzem?

Zacisnęłam się cała, łzy poleciały po policzkach, ale odpowiedziałam najspokojniej, jak potrafiłam:
To moja sprawa!
Odłożyłam słuchawkę.

Spojrzałam na Piotra:
No to mamy pewność dziś będą całą trójką. Przygotujmy się na burzę!

Damy radę! Jeszcze nigdy się nie poddaliśmy! roześmiał się Piotr.

Wieczorem faktycznie na progu stanęła cała trójka: Igorek, Irenka i Natalia.

No, mamo, przedstaw nam swojego amanta! zakpił Igor.
Przecież mnie znacie wyszedł Piotr z pokoju. Kocham Annę od młodości, a gdy zobaczyłem ją w takim stanie tydzień temu, zrozumiałem, że nie mogę jej stracić. Oświadczyłem się, a ona była tak miła, że się zgodziła.

Panie Piotrze, czy pan zupełnie zwariował? Miłość w tym wieku?! wybuchła Irena.

A co to za wiek? spokojnie zapytał Piotr. Mamy dopiero 70 lat, jeszcze przed nami wiele. I wasza mama nadal jest piękną kobietą!

Czyli tak chce pan nam odebrać mieszkanie po mamie, tak? chłodno zapytała Natalia tonem zawodowej prawniczki.

Dzieci, litości, co ma wspólnego moje mieszkanie? Wy macie swoje!

Ale część tego mieszkania to nasza przyszłość! dodała Natalia.

Nic mi nie trzeba! Gdzie mieszkać, sobie znajdę! odparł Piotr stanowczo. Ale matki nie ważcie się obrażać! Tego słuchać się nie da!

Kim pan jest, stary fircyku? Czemu się pan tu w ogóle odzywa, kto pana o zdanie prosił?! Igor ruszył na Piotra z napuszoną miną.

Piotr ani drgnął, wyprostował się tylko i spojrzał mu prosto w oczy.

Jestem mężem waszej mamy chcecie czy nie!

A my jej dziećmi! wrzasnęła Irena.

I już jutro oddamy cię do domu starców albo psychiatryka! sekundowała Natalia.

Nic z tego! Aniu, ubieraj się, idziemy!

Szliśmy razem, mocno trzymając się za ręce, nie oglądając się za siebie. Nie obchodziło nas, co kto myśli. Byliśmy szczęśliwi i wolni. A samotna latarnia rozświetlała nam drogę.

A dzieci patrzyły za nami, nie rozumiejąc czy naprawdę można jeszcze kochać, mając siedemdziesiąt lat…

Rate article
Fajna Tajna
OSTATNIA MIŁOŚĆ – Irenko, naprawdę nie mam już pieniędzy! Ostatnie wczoraj dałam Natalii! Przecież…