**Ostatni wagon**
Weronika powoli szła do supermarketu, obserwując, jak wszyscy wokół się spieszą, zwłaszcza mężczyźni jutro był przecież Dzień Kobiet. Zawsze lubiła to święto. Mąż przynosił jej bukiet kwiatów, a oni starali się je jakoś uczcić. Ale od kilku lat, po jego śmierci, Weronika żyła sama.
W wieku pięćdziesięciu ośmiu lat, mając przed oczami smutne doświadczenia znajomych, nie chciała już zaczynać życia z kimś nowym.
Wszyscy porządni mężczyźni są dawno zajęci, mocno ożenieni. A z byle kim się wiązać? Nie moja bajka. Nie chce mi się babrać w takich rzeczach. No cóż, czasem bywa nudno, samotnie, ale dzieci i wnuki mnie odwiedzają mówiła przyjaciółce, siedząc przy stoliku w kawiarni. Wiesz, Kasiu, przyzwyczaiłam się już do życia bez męża i nie chcę nic zmieniać.
Kasia była mężatką, a jej mąż stanowił dla niej opokę. Dlatego współczuła Weronice dobra kobieta, a tak wcześnie owdowiała.
No, może jeszcze znajdziesz swojego człowieka próbowała dodać jej otuchy.
Oj, Kasiu, o czym ty mówisz? Gdzie niby mam znaleźć porządnego faceta? Nawet nie chcę o tym myśleć. Zmieńmy temat i tak gadały godzinami o dzieciach, wnukach i typowo kobiecych sprawach.
Weronika naprawdę przywykła do samotności i nie pragnęła zmian. Zmęczył ją już ten świąteczny zgiełk, ale do sklepu i tak musiała iść. Wieczór się zbliżał, wczesna wiosna, a z nieba sypał mokry śnieg. Wcześniej wpadł do niej syn, żeby złożyć życzenia.
Mamo, masz kwiaty, jutro nie dam rady przyjechać, jedziemy z ekipą na działkę Możesz do nas dołączyć, jeśli chcesz.
Dzięki, synku, ale zostanę w domu, trochę mnie głowa boli, ta wiosna grzecznie odmówiła.
Zamyślona weszła do supermarketu, zrobiła zakupy i stanęła w długiej kolejce do kasy, obojętnie przyglądając się przedświątecznemu zamieszaniu. Bawił jej widok mężczyzn:
Wszyscy nagle przypomnieli sobie, że mają drogie i ukochane kobiety, pędzą po tulipany czy mimozę. Faceci mają dobrze tylko jeden dzień w roku tak się spinają. A kobiety? Wieczny pośpiech, zakupy co ugotować, w co się ubrać
Jej uwagę przykuł przyjemny zapach wody kolońskiej dochodzący od mężczyzny stojącego przed nią z wózkiem pełnym zakupów. Wysoki, siwiejący. Próbowała go sobie wyobrazić:
Skoro tak pachnie, pewnie i wygląda nieźle myślała, powoli posuwając się w kolejce.
Rozejrzała się wszystkie kasy były otwarte, wszędzie tłok. Ale myśli wciąż wracały do niego, ten zapach nie dawał jej spokoju.
Ubrany schludnie przyglądała mu się z boku. Pewnie czyjś mąż, tyle produktów narwał, wózek po brzegi.
Zauważyła, że jedną ręką prowadził wózek, a w drugiej trzymał telefon, krótko odpowiadając komuś:
Tak, kupiłem. Tak, to też. Tak, zaraz będę.
Z żoną pewnie gada, a z kim by innego pomyślała.
Nieznajomy po rozmowie chciał schować telefon do kieszeni, ale ten wyślizgnął mu się z ręki. Weronika błyskawicznie zareagowała, łapiąc go w ostatniej chwili, zanim uderzył o podłogę. Mężczyzna gwałtownie się odwrócił i spojrzał na nią wzrokiem, który przeszył ją jak iskra.
No, tego mi właśnie brakowało pod sześćdziesiątkę przemknęło jej przez głowę, stała jak wryta.
Dziękuję pani odezwał się, zabierając telefon z jej dłoni i uśmiechając się. Teraz jestem pani dłużnikiem.
Proszę bardzo odparła cicho.
Akurat przyszła jego kolej, szybko zapłacił i wyszedł z wózkiem, pewnie do samochodu.
No i po sprawie, niepotrzebnie się denerwowałam pomyślała Weronika, rozliczając się z kasjerką.
Włożyła zakupy do torby i leniwie wyszła na parking, gdzie nagle natknęła się na niego. Miał założony kaptur, widocznie na nią czekał.
Marek przedstawił się.
Weronika znów poczuła dziwne drżenie.
Jestem pani bardzo wdzięczny, że uratowałaś mój telefon uśmiechnął się. Mam pytanie mógłbym dostać pani numer?
Jak zahipnotyzowana, podyktowała swój, też się uśmiechając. Marek podziękował, pożegnał się i odszedł w kierunku auta. Wkrótce zniknął w wirze śnieżycy i innych pojazdów.
Co to właściwie było? myślała zdumiona. Wszystko stało się tak szybko, nawet nie pomyślałam, dając mu numer powoli ruszyła w stronę domu.
Po powrocie rozpakowała zakupy, przebrała się w dres. Wieczór zapadał, za oknem robiło się ciemno. Postanowiła przygotować prostą kolację i wsiąknąć w internet.
Ale włączając telewizor, trafiła na swój ulubiony program. Uwielbiała słuchać piosenek śpiewanych przez zwykłych, ale utalentowanych ludzi. Jeszcze bardziej fascynowały ją ich życiowe historie jak różnie układa się ludziom los, jak znajdują szczęście.
Zjadła kolację przed telewizorem, wyniosła talerz do kuchni, nie chcąc przerywać oglądania. Akurat była przerwa reklamowa, gdy usłyszała dzwonek telefonu. Nie od razu zareagowała, ale w końcu odebrała.
Dobry wieczór, to Marek. Mogę do pani wpaść? zapytał niskim barytonem, aż mało nie upuściła słuchawki.
Tak, oczywiście odpowiedziała, samą siebie zaskakując tą spontaniczną zgodą.
Dziękuję, tylko nie będę sam.
Dobrze odparła, a on się rozłączył.
No nieźle! Nie będzie sam? Ze swoją żoną się wybiera, żeby podziękować za telefon?
Wyobraziła ją sobie piękną, zadbaną, pewnie młodszą. Przy takim przystojniaku to normalka.
Powinnam się przebrać przemknęło jej przez głowę. Ale po co? I tak przy jego żonie będę wyglądać jak szara mysz, w końcu mam prawie sześćdziesiąt lat
Nawet nie zdjęła swoich wełnianych skarpet, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Pospiesznie otworzyła. Omal nie upadła, gdy nagle obskoczył ją kudłaty pies, merdając ogonem.
Ojej, ma



