Ona się nie pomyliła
Pamiętam jakby to było dawno temu. Zofia kończyła właśnie sprzątanie, kiedy nagle zadźwięczał dzwonek do drzwi. Szybko umyła ręce i pobiegła otworzyć. Na progu stała jej teściowa, Danuta Władysławowna. Uśmiechnęła się złośliwie do synowej przynajmniej tak się Zofii wydało i weszła do mieszkania.
Dzień dobry, cóż za niespodzianka? otrząsnęła się Zofia.
Tak po prostu wpadłam z wizytą Danuta nawet nie pomyślała, żeby się przywitać.
Ale ja teraz sprzątam! Czemu pani nie uprzedziła? Co to za zwyczaj tak wpadać bez zapowiedzi?
Danuta tylko się skrzywiła.
Muszę cię prosić o pozwolenie, żeby zajrzeć do własnego mieszkania? Tak?
Zofia poczerwieniała przecież dobrze wiedziała, że mieszkają tu tylko dzięki łaskawości teściowej. Danuta wpuściła tu syna z żoną na swoich warunkach i od czasu do czasu powtarzała, że mogą w każdej chwili wylecieć.
Stało się tak, że Adam mąż Zofii wpakował się w poważne długi i oboje z Zofią pracowali ile sił, by je spłacić. Na wynajem mieszkania nie mieli szans, a Danuta z litości zaoferowała swą drugą, wolną kawalerkę. Danuta miała dwa mieszkania w jednym żyła, drugie zazwyczaj wynajmowała. Zgodziła się udostępnić je Zofii i Adamowi bez czynszu do chwili, gdy uporają się z problemami. Płacili tylko rachunki za prąd, wodę i gaz.
Jak tam życie? Danuta weszła do kuchni, gospodarsko wyjmując z szafki filiżankę.
W porządku mruknęła Zofia i zabrała się do pokoju, gdzie rozsiadła się jej teściowa.
Danuta zmierzyła ją marsowym wzrokiem przeszkadzał jej blady wygląd synowej. Tak po prawdzie Danuta nigdy nie darzyła Zofii szczególną sympatią, ale pogodziła się z wyborem syna. Nawet w duchu drwiła czasami z jego wybranki.
Wszystko dobrze? Wyglądasz mizernie.
Serio, wszystko OK znów odburknęła Zofia.
Tylko okej, okej? Nie znasz innych słów?
Zofia wzruszyła ramionami. W rzeczywistości nie czuła się najlepiej, ale nie miała zamiaru zwierzać się z tego teściowej.
Co będziesz dziś robić? Danuta znów nie dawała jej spokoju.
Jeszcze nie wiem, może pójdę po zakupy i potem do pracy.
Danuta, wiedząc, że Zofia pracuje jako księgowa na zlecenie z domu, pokiwała głową. Znów w pokoju zapanowała cisza i Danuta zaczęła się nudzić.
Może pójdziemy razem? Mam samochód, podrzucę cię i tak się nudzę.
Zofia chciała odmówić, bo wspólne zakupy zwykle kończyły się przycinkami teściowej, ale wizja taszczenia siatek skusiła ją do zgody.
To nawet dobry pomysł.
No, to się szykuj! Nie marudź tu tyle!
Zofia ubrała się szybko, a Danuta i tak nie odmówiła sobie złośliwej uwagi:
No widzę, że się kurczaku, jeszcze bardziej opieszale szykujesz, niż zwykle przynajmniej się wyspałam, czekając na ciebie.
Zofia nie odpowiadała, wiedziała, że Danuta tylko ją drażni. Od rana zbierało się jej na wymioty, więc nie miała siły na sprzeczki.
To gdzie jedziemy?
Podała dwa sklepy i Danuta wyjechała na ulicę. Tak naprawdę teściowa nie potrzebowała zakupów po prostu nie chciała wracać do pustego domu, gdzie nikt na nią nie czekał. Męża pochowała już dawno, a Adam i Zofia nieświadomie wypełniali jej samotność. Swoje uczucia zawsze umiała dobrze ukryć.
Zofia, a po co bierzesz te byle jakie rzeczy? Danuta spojrzała z ukosa na tanie artykuły w koszyku synowej.
Aktualnie na więcej nas nie stać odpowiedziała Zofia, starając się mówić z godnością. Pani chyba wie, że spłacamy teraz długi.
Danuta wzruszyła ramionami; rzeczywiście często o tym zapominała lub nie przywiązywała do tego wagi.
Zofia, może zajedziemy do kawiarni? Ja stawiam.
Odwróciła się do synowej i w porę udało jej się ją podtrzymać. Zofia straciła przytomność i omal nie upadła na ziemię. Na szczęście byli już przy samochodzie i Danuta natychmiast posadziła ją na przednim siedzeniu.
Co się dzieje? Zofia, oprzytomniej Matko Boska…
Danuta poklepała ją mocno po twarzy, chlusnęła trochę wody na policzki i dziewczyna zaczęła dochodzić do siebie.
Dobrze? Co się stało?
Już lepiej Chyba za dużo nerwów, przemęczenie wybąkała Zofia, odganiając dłonie teściowej.
Danuta pokręciła głową i już zaczynała coś podejrzewać, ale milczała.
Wracamy do domu!
Ależ ja jeszcze miałam iść do innego sklepu słabo zaprotestowała Zofia.
Nie zamierzała jednak tego słuchać. Zaraz były pod blokiem. Zofia doszła do siebie i wysiadła sama, a Danuta niosła wszystkie torby.
Ty idź powoli, nie przeszkadzaj mi tu mruknęła Danuta.
W domu Zofię jakby ożywiło trzeba było wyładować zakupy, dokończyć obiad, a później siąść do pracy.
Zdarza ci się to często? zapytała po chwili Danuta.
Co? W sklepie? Zdarza się czasami, nic wielkiego Zofia uniosła brwi.
Danuta wymownie parsknęła i usiadła przy stole.
Ja tak miałam, kiedy byłam w ciąży z Adamem. Źle się czułam, zemdlałam raz.
Ależ co pani! Ja nie jestem w ciąży! Zofia poczerwieniała. Nam z Adamem nie wolno teraz mieć dzieci! Musimy spłacić długi. Dziecko to kolejne wydatki!
Danuta niespodziewanie posmutniała:
Dziecko to nie tylko wydatek, ale i dar.
Tylko nie taki dar nam teraz potrzebny mruknęła Zofia Naprawdę teraz to niewskazane.
Jak już się pojawiło, to nic nie poradzisz…
Zofia westchnęła i nagle wybuchła:
Proszę przestać, nie jestem w ciąży! Proszę, nie wymyślać!
Nie krzycz na mnie! Jeśli się niepokoisz, zrób test, a nie na mnie krzycz.
Po co pani w ogóle przyszła? By mnie drażnić?
Zofia, to ja cię do sklepu zawiozłam i podtrzymałam, kiedy ci słabo było. Nie podnoś na mnie głosu! Lepiej pogadaj z Adamem, co zrobić dalej.
Pracować dalej burknęła tylko Zofia.
Danuta westchnęła jeszcze ciężej niż poprzednio. Zofia, zwykle spokojna, teraz reagowała nerwowo; Danuta była już pewna, że to hormony: czyli jednak ciąża. Nie zamierzała się już więcej kłócić. W myślach widziała już siebie pomagającą przy wnuku.
Z czego się tak uśmiechasz?
Gdyby był chłopiec, jakbyś go nazwała? A dziewczynkę?
Zofia osłupiała i zaraz się zdenerwowała:
NIE jestem w ciąży! Nie mogę teraz być! Proszę nie zadawać takich głupich pytań! Jak się pani nudzi, to proszę iść do siebie! Proszę bardzo!
Odejść to mogę Danuta uśmiechnęła się z przekąsem. Ale pamiętaj, Zofio, z wnukami zawsze pomogę, gdyby co.
Zofia tylko fuknęła i skrzywiła się nieprzyjemnie.
Gdy Danuta wyszła z mieszkania, Zofia poszła do apteczki. Nie chciała tej ciąży, ale zrozumiała, że wszystko jest możliwe. Przerażała ją jednak ta myśl.
Bała się wszystkiego porodu, bólu, odpowiedzialności. Nie widziała siebie jako matki, myśląc, że nie podoła temu wyzwaniu.
Z szafki wyciągnęła test ciążowy, który kupiła miesiące temu na wszelki wypadek. Nigdy nie był potrzebny, aż do teraz.
Oczekiwanie dłużyło się niesamowicie. Kiedy przyszedł moment, trzęsącymi się rękami spojrzała na wynik: dwie wyraźne kreski. Praca momentalnie zeszła na drugi plan. Wiedziała, że czekają na nią faktury i zestawienia, ale teraz ważniejsze było życie, które zaczęło się w niej rozwijać.
Wieczorem, prawie na progu, podała Adamowi niewielki, ale jakże ważny patyczek.
Co to? Adam spojrzał niepewnie na żonę.
To Ja jestem w ciąży szepnęła Zofia.
Oboje byli kompletnie niegotowi, ale na twarzy Adama pojawił się uśmiech niedowierzania.
Naprawdę? Będziemy mieć dziecko?
Tak! nerwowo przytaknęła Zofia. Co teraz?
Adam chwilę milczał, po czym pogładził ją po brzuchu.
Trzeba wymyślić imię dla dziecka!
Ale przecież praca? Długi?
Poradzimy sobie! Mama pomoże z maluchem, ona dzieci uwielbia!
Adam już zaczynał myśleć o nowej roli, usadził żonę na kanapie. Zofię ogarnęło nagle przerażenie:
Adam, ja się boję. Mówią, że poród boli! I jak mam trzymać takie maleństwo? Co, jeśli je upuszczę? Albo coś źle zrobię?
Spokojnie Adam objął ją mocno Będę przy tobie. Razem damy sobie radę.
Zofia stopniowo uspokajała się w jego ramionach, a później, już przez telefon, zadzwoniła do Danuty, by sama przekazać dobrą nowinę. Czuła, że teściowa naprawdę się ucieszy i nie pomyliła sięW słuchawce przez chwilę panowała cisza, a potem rozległo się ciche, wzruszone westchnienie Danuty.
A nie mówiłam? odpowiedziała z łagodnością, jakiej Zofia w niej nigdy jeszcze nie słyszała. Dobrze, że mi w końcu uwierzyłaś, dziecko.
Zofia rozpromieniła się, śmiała przez łzy, a Adam trzymał ją za rękę mocno, pewnie. Czuła, że choć świat stanął na głowie, teraz mają siebie bardziej niż kiedykolwiek.
Nazajutrz, gdy rankiem rozległ się dzwonek do drzwi, Zofia nie poczuła już niepokoju. Otworzyła drzwi z uśmiechem. Na progu stała Danuta i pierwszy raz, zamiast złośliwego grymasu, miała w oczach dumę i czułość. Przyniosła świeże bułki i pluszowego misia.
Ja się nie pomyliłam powiedziała cicho, wpatrując się w Zofię z uśmiechem.
W tamtej chwili wszystkie dawne pretensje wydały się nieważne. Byli jedną, większą rodziną. A Zofia zrozumiała, że czasem trzeba się bać żeby potem znaleźć w sobie więcej siły, niż się kiedykolwiek miałoby odwagę przypuszczać.



