– Ona po prostu manipuluje moim mężem! – oburzała się Inna, nie mogąc znieść, że znowu to przez byłą…

Ona po prostu manipuluje moim mężem! oburzała się Iwona.

Iwona patrzyła na telefon i czuła, jak w środku gotuje się w niej dobrze znana irytacja.

Sławek dzwonił już trzeci raz tego wieczoru.

Iwonko, no przepraszam Cię, kochanie jego głos był zmęczony, przepraszający, aż zbyt dobrze znajomy. Wiem, mieliśmy iść do teatru, no ale… Wiesz co, Ola mówi, że Staś ma czterdziestostopniową gorączkę. Ona sama sobie nie poradzi. No rozumiesz chyba?

Iwona rozumiała.

Aż za dobrze rozumiała.

Sławku, mamy już kupione bilety powiedziała, starając się brzmieć spokojnie, choć w środku aż wrzało. Czekaliśmy półtora miesiąca na ten spektakl!

Wiem, kochanie, wszystko Ci zrekompensuję, przysięgam. Ale to dziecko, nie mogę go tak zostawić.

Odkładając słuchawkę, Iwona natychmiast zadzwoniła do swojej przyjaciółki.

Lena, możesz to sobie wyobrazić!? chodziła w kółko po pokoju, wymachując rękami. Znowu! Trzeci raz w tym miesiącu! Jak nie dziecko chore, to jego była ma awarię auta, to jeszcze jakaś inna bzdura!

Iwonka, ale może faktycznie syn mu choruje? Lena zaproponowała ostrożnie.

Wiem! Iwona rzuciła się na kanapę. Jasne, że tak. Przecież dzieci ciągle chorują. Tylko dziwne jest to, że ona zawsze do niego dzwoni! Nie ma rodziców? Koleżanek?

No bo wiesz… zaczęła Lena.

Nie “no bo”! Iwona podniosła się gwałtownie. Ona nim manipuluje! Sławek to zbyt dobry chłop, nie widzi tego! Ona świetnie wie, że on wszystko rzuci i od razu przyleci. I korzysta z tego na maksa!

Lena westchnęła po drugiej stronie.

Ale masz pewność, że problem leży w niej?

A w kim niby? Iwona zaniemówiła.

No, nie wiem. Pomyśl: jeśli kobieta dzwoni do byłego męża, a on zawsze leci na zawołanie kto tu tak naprawdę manipuluje kim?

Iwona otworzyła usta. Zamknęła. I poczuła znajomy kłujący dyskomfort w brzuchu.

Lena, przestań gadać głupoty powiedziała szorstko. Sławek po prostu jest odpowiedzialnym ojcem. Nie zostawi dziecka!

Dobrze, dobrze! Lena szybko się zgodziła. Tak tylko mówię.

Ale to tak tylko utknęło w głowie Iwony jak drzazga. Mała, złośliwa i nie do usunięcia.

Sławek wrócił bardzo późno. Zmęczony, rozczochrany, z miną, jakby właśnie przegrał w totka.

No przepraszam Cię, głupi jestem, wiem objął ją od tyłu, wtulił nos w kark. Kupię nam nowe bilety. Najlepsze miejsca. Przysięgam.

Iwona milczała. Patrzyła w okno i myślała: ile już razy słyszała te wszystkie obietnice? Pięć? Dziesięć? Sto?

I zawsze to samo: No rozumiesz przecież.

Rozumiem, myślała Iwona. Tylko sama nie wiem już, co dokładnie mam rozumieć.

Małe rzeczy zaczęły się nawarstwiać.

Na początku jak kurz na półce niby nie widać, a przejedziesz palcem jest szary nalot.

Zauważyła, że Sławek zaczął dziwnie chować telefon. Zostawiał go zawsze na stole, na łóżku, nawet w łazience, a teraz, gdzie szedł, tam telefon pod pachę. Nawet po wodę do kuchni.

Sławku, czemu ten telefon wszędzie nosisz jak relikwię? zagadnęła któregoś wieczoru, próbując zabrzmieć lekko.

A? aż podskoczył. E tam, z przyzwyczajenia. W pracy tak mam, cały czas coś dzwonią.

No dobrze.

Potem przypadkiem zobaczyła jego kalendarz w telefonie. Chciała wpisać ich nowy termin do teatru (tego odwołanego). I co widzi? Odebrać Stasia z przedszkola 16:00, Zawieźć Oli dokumenty do auta, Zadzwonić do O. w sprawie szczepienia.

O. to oczywiście Ola.

Sławku powiedziała przy kolacji, mieszając herbatę tak długo, że cukier dawno się rozpuścił wiesz, kiedy mam obronę magisterki?

Podniósł wzrok znad talerza.

Magisterki? Yyy, w maju chyba?

W marcu. Za dwa tygodnie.

A. No tak. Przepraszam, dziurawa głowa.

Dziurawa głowa, ale grafik Oli zna do minuty.

A było też o pieniądzach.

Iwona przypadkiem natknęła się na wyciąg z konta Sławek zostawił go na stole. Trzy przelewy po trzy tysiące złotych. Odbiorca O. Majewska.

Sławku zawołała, pokazując kartkę. To co to za przelewy?

Nawet nie udawał zaskoczenia. Westchnął tylko.

Oli pomagam. Babcia Stasia wylądowała w szpitalu, pieniądze na leki. Potem na zajęcia dla Stasia. Ona sama sobie nie radzi.

Dziewięć tysięcy, Sławek. W trzy miesiące.

I co? Przecież to mój syn! Mam patrzeć, jak im się nie wiedzie?

Iwona położyła wyciąg spokojnie z powrotem.

No jasne. Tylko dziwne, że zapomniałeś mi o tym wspomnieć.

Nie zapomniałem! Tylko od razu wiedziałem, że zaraz zaczniesz to swoje.

To to swoje zabrzmiało tak, jakby Iwona była histeryczką. Wredną, zrzędliwą, zaborczą idiotką.

Był jeszcze numer z rysunkiem.

Iwona usiadła na miejscu pasażera i zobaczyła na tylnym siedzeniu dziecięcy obrazek. Domek, kwiatki, słońce i trzy osoby. Tata, mama, Staś.

Ona nie.

Iwona obejrzała kartkę z każdej strony. Z tyłu krzywy, dziecięcy napis: Dla taty od Stasia. Nasza rodzina.

Sławku zawołała cicho.

Co?

Skąd ten rysunek?

Spojrzał.

A, Staś narysował. Ale fajny, co? Chłopak ma talent!

Iwona popatrzyła na obrazek. Potem na Sławka. Potem z powrotem.

Sławku, tu jest napisane “nasza rodzina”.

No tak. On jest jeszcze mały. Dla niego rodzina to ja, Ola i on sam. Tak widzi świat, wiesz. Psychologia dziecka.

Iwona oddała rysunek, usiadła prosto i całą drogę milczała jak grób.

Potem Ola zaczęła wpadać osobiście.

Najpierw po rzeczy Stasia, które zostały u Sławka. Potem żeby ustalić wakacje. Potem po prostu przechodziłam obok, to zajrzałam.

Ola była uprzejma, grzeczna, uśmiechnięta.

Iwonka, cześć! mówiła, jakby były starymi koleżankami. Nie przeszkadzam? Sławek w domu?

Po każdej takiej wizycie Sławek był nieobecny. Wpatrzony w jeden punkt, odpowiadał półsłówkami.

Co się dzieje? pytała Iwona.

A nic. Zmęczony jestem.

Iwona coraz częściej czuła się jak piąte koło u wozu. Ta trzecia zbędna.

Aż pewnego dnia przez przypadek usłyszała rozmowę telefoniczną.

Sławek był w łazience, sądził, że drzwi są zamknięte. Nie były. Iwona usłyszała:

Ola, nie płacz… Przecież mówiłem, że pomogę… Jasne, że pomogę. Zawsze możesz na mnie liczyć.

Głos cichy. Czuły. Prawie intymny.

Iwona ledwo usiadła na kanapie. I nagle dotarło do niej.

To nie nią manipulują.

To on na to pozwala.

Bo tak mu wygodnie.

Iwona przez trzy dni trzymała wszystko w sobie.

Nie urządzała scen. Obserwowała Sławka z chłodną precyzją, jak biolog egzotycznego owada pod mikroskopem.

I co zobaczyła?

Sławek znał plan dnia Oli lepiej od jej Iwony. Wiedział, kiedy przedszkole, kiedy lekarz, kiedy zajęcia dla Stasia. W kalendarzu miał wszystko poukładane. Obrona magisterki Iwony? Zapomniał.

A jego telefon ciągle coś brzęczy, wibruje. Sławek rzucał się do niego, po cichu pisał SMS-y, a na twarzy miał ten specyficzny wyraz: trochę winy, trochę czułości. Jakby robił coś potajemnie.

Któregoś wieczora telefon zadzwonił, gdy Sławek brał prysznic. Iwona spojrzała na ekran.

Ola.

Ręka sama uniosła słuchawkę. Odebrała.

Sławku? głos Oli cichy, zapłakany. Sławku, możesz przyjechać? Jest mi tak źle. Nie wiem już do kogo się zwrócić.

Iwona milczała.

Sławek? Jesteś tam? Nie dam już rady sama. Proszę. Zawsze mi pomagałeś.

Iwona rozłączyła się. Położyła telefon na stole. Usiadła na kanapie i nagle parsknęła śmiechem.

Boże. Co za naiwna baba z niej. Ślepa i naiwna.

Sławek wyszedł z łazienki mokry, w ręczniku, z włosami, z których kapała woda.

Dzwoniła do Ciebie Ola powiedziała spokojnie.

Zamarł.

Odebrałaś?!

Odebrałam. Iwona podniosła się. Spojrzała mu w oczy. Płakała. Prosiła, żebyś przyjechał. Mówiła, że zawsze byłeś blisko.

Zamilkł. Szukał słów, kombinował widziała to w każdym grymasie twarzy.

Wiesz… zaczął Ola przechodzi teraz trudny czas. Nie ma nikogo. Tylko mnie. Nie mogę jej przecież porzucić!

Porzucić? Iwona się zaśmiała. Sławku, rozwiodłeś się z nią cztery lata temu. Nie jest już Twoją żoną. Jest byłą. Porzuciłeś ją już dawno temu.

Ale przecież mamy razem dziecko!

I co z tego? Iwona podeszła bliżej. To znaczy, że musisz zjawiać się na każde zawołanie, wysyłać jej pieniądze za plecami, znać na pamięć jej plan dnia?

Przesadzasz!

Ja??

Iwona poczuła, jak coś w niej pęka. Chwyciła torbę i zaczęła pakować rzeczy.

Wiesz, przez długi czas przekonywałam siebie, że problem to ona. Że to ona manipuluje Tobą, używa syna, jest tą złą, która nie umie puścić.

Odwróciła się.

Ale prawda jest taka, że problem jest w Tobie. Ty jej na to pozwalasz. I co gorsza Tobie tak wygodnie. Masz dwie kobiety. Byłą żonę, która zawsze czegoś potrzebuje, i nową, która znosi to w milczeniu. I nie musisz wybierać, bo Ci tak pasuje.

Iwona, nie odchodź!

Nie odchodzę powiedziała cicho. Ja po prostu wychodzę. Z tego trójkąta, w którym miejsce dla mnie zawsze było na końcu. Rozumiesz? Nie chcę walczyć z Twoją byłą żoną. Po prostu wychodzę z Waszej gry.

Sławek został w środku pokoju mokry, zrezygnowany, żałosny.

Iwonka, poczekaj, pogadajmy…

Nie ma o czym gadać powiedziała, zakładając kurtkę. Swój wybór podjąłeś dawno temu. Po prostu była zbyt ślepa, żeby to dostrzec. Teraz widzę wszystko wyraźnie.

Otworzyła drzwi.

Do widzenia, Sławku. Pozdrów Olę. Teraz może dzwonić do Ciebie o dowolnej porze dnia i nocy.

Drzwi zamknęły się cicho.

Miesiąc później Iwona siedziała z Leną w kawiarni.

Jak się czujesz? zapytała przyjaciółka.

Dobrze. Iwona się uśmiechnęła. Naprawdę dobrze.

I to była prawda. Pierwszy tydzień był ciężki bolało, chciała zadzwonić, napisać, wrócić. Ale wytrzymała. Wynajęła małą kawalerkę, dorabiała, obroniła pracę magisterską.

Sławek dzwonił, pisał długie, chaotyczne SMS-y, w których się tłumaczył, przepraszał, zarzekał.

Iwona, wybacz mi. Przepraszam, zrozumiałem wszystko. Miałaś rację. Zacznijmy od nowa.

Nie odpowiadała. Wiedziała, że nowy początek nie ma sensu. Bo problemem nie była Ola. Problemem był Sławek. I dopóki sam tego nie pojmie nic się nie zmieni.

A on? spytała Lena.

Kto?

No Sławek chyba.

Ach Iwona wzruszyła ramionami. Nie wiem. Nie kontaktujemy się.

Lena zamilkła.

Słuchaj… A nie żałujesz?

Iwona się zamyśliła. Tęskniła? Nie. Dziwnie, ale nie. Czuła ulgę. Jakby wreszcie zrzuciła ciężki plecak, który targała przez ostatnie miesiące.

Podjęłam decyzję dopiła kawę. Za siebie. I za niego.

Lena się uśmiechnęła.

Dobra z Ciebie babka.

No, coś tam człowiek dojrzewa w końcu…

Sławek został sam.

Ola, jak na złość, szybko przestała się do niego odzywać. Bez publiczności w postaci Iwony ich przedstawienie przestało być atrakcyjne. A gdy Sławek postanowił odnowić dawne relacje dostał lodowatą odmowę.

Sam wybrałeś kiedyś tę drugą powiedziała Ola spokojnie. Z tym wyborem żyj. Ułożyłam sobie życie. Twoja pomoc już mi niepotrzebna.

Sławek próbował odzyskać Iwonę. Stał pod jej blokiem, czekał pod pracą, słał długie wiadomości. Ale Iwona była nieugięta.

Sławku, odpuść. Ostatni raz odpowiedziała. Odpuść mnie i odpuść sobie. Nam nie jest po drodze. Ty chciałeś dwóch światów naraz. A ja chcę jednego, ale prawdziwego.

Spacerowała wieczorną Warszawą i myślała, jak to wszystko jest przewrotnie poukładane. Tak bała się samotności. Bała się utraty Sławka. A kiedy go straciła zrozumiała, że straciła tak naprawdę… nic.

Bo ktoś, kto nie umie wybrać, nie potrafi nic prawdziwego dać.

A ona zasługiwała na prawdę.

Myślicie, że powinien spróbować odzyskać swoją pierwszą żonę? Bo z Iwoną nie wyszło…

Rate article
Fajna Tajna
– Ona po prostu manipuluje moim mężem! – oburzała się Inna, nie mogąc znieść, że znowu to przez byłą…