Ona nie jest moją matką 🍎

Jagoda nie jest matką
Ania? Po co jej ktoś? Niech trafia do domu dziecka.
Ciociu Maśko, szkoda jej, mówi Barbara.
Szkoda? To weź ją, jeśli tak bardzo współczujesz, drwiąco chichocze Halina, zapinając siwe włosy za ucho i wiążąc fartuch kuchenny. Idź, mam pełno roboty, muszę gotować, zaraz wróci mój mąż z pracy i przyjdą wnuki z zajęć, a moje garnki są puste. Widzisz, mam już tyle, ile potrzebuję!
Wiem. Tylko że ja mam troje własnych dzieci, gdzie mam jeszcze miejsce dla Jagody?
No to o co rozmowa? podsumowuje Halina, wypychając siostrzenicę w drzwi. W domu dziecka jej miejsce, w barze na łóżku, tż…

***

Jagoda, o której mówią jej krewni Barbara i Halina, traci rodziców już w najwcześniejszym dzieciństwie, a potem dziadków, którzy opiekowali się nią do szóstego roku życia. Precyzyjniej mówiąc, sąd odbiera jej rodziców.

Moja matka zaczęła pić już w szkole, opowiada teraz trzydziestoletnia Jagoda swojej przyjaciółce Żywietnie. Moi dziadkowie, jej rodzice, obwiniali mnie. Bo bardzo rozpieszczali córkę, wszystko jej pozwalali, w każdym zachciankach podążali. Nie chciała się uczyć, dostawała same dwójki. Po skończeniu dziewiątej klasy urodziła mnie taki sam miłośnik mocnych trunków, osiemnastolatkowy chłopak Szymon.
To straszne mówi Żywietnia, zaskoczona wyznaniem przyjaciółki. Do tej pory Jagoda nie opowiadała tak szczegółowo o dzieciństwie.
Wychowywali mnie moi dziadkowie ze strony matki. Po stronie ojca było zupełnie cicho: pokolenie alkoholików, nie wiem w którym pokoleniu. Dyna dyna. Widzę, że ci to straszne słuchać A ja żyłam w tym wszystkim.
Żywietnia czuje dreszcz.

Co stało się z twoimi dziadkami? Dlaczego tak wcześnie odszli? pyta.
Dziadek miał problemy z sercem, a babcia po nim nie wytrzymała, nie mogła bez niego żyć. Rok później odszła, mocno chorowała. Moja matka była ich późnym, jedynym i bardzo pożądanym dzieckiem, więc ich rozpieszczała, ale i tak odszli wcześnie, wyczerpali ich nerwy. Mógłby żyć wiecznie wzdycha Jagoda.
Co się z tobą stało potem? pyta cicho Żywietnia.
Odprowadzili mnie do domu dziecka. Krewni odmówili przyjąć mnie. To dowiedziałam się dopiero później. Wszyscy się odwrócili. A mój ojciec
Co z ojcem?
Spędziłem trzy lata w domu dziecka. Strasznie się wspomina, płakałam codziennie Wysłano mnie do szkoły (mieliśmy własny internat przy domu dziecka), ale nie mogłam się uczyć. Po pierwsze nie było przygotowania, choć wszyscy w naszej szkole byli podobni, a ja byłam najgorsza. Pamiętam, jak nauczycielka matematyki wpadła w szał, że nie rozumiem tematu i powiedziała, że dzieci alkoholików są po prostu głupie i tak umrą To mnie bardzo zraniło. A mój ojciec, jak się okazało, nie zapomniał o mnie. Te trzy lata poświęcił na odzyskanie praw rodzicielskich uśmiecha się Jagoda.
Naprawdę mu to zależało? dziwi się Żywietnia.
Wyobraź sobie, nie!

Ojciec Jagody, Szymon, najpierw przestał pić. Stało się to nagle. Do tego czasu był właścicielem domu w małej wiosce: półzrujnowanego chaty, po której matka zmarła w trakcie burdy alkoholowych sprzeczek. Pewnego poranka, po kolejnej rozszalałej nocy, uświadomił sobie przerażająco jasno, że jego życie jest bezwartościowe i tak nie może trwać dalej.

W stanie etanolu zobaczył niedawno zmarłą matkę, której nie pogrzebał, bo nie miał na to pieniędzy. Napisał odmowę, oddając państwu żałobne obowiązki. Tego samego dnia jednak znów się upił, bo miał pieniądze.

W śnie matka, groźna i szara, spojrzała na Szymona i powiedziała, że nigdy mu nie wybaczy tego, jak ją potraktował, i grozi, że pogrzebie go jak psa, kiedy przyjdzie jego kres. Jej słowa brzmiały jak zaklęcie, bo wątrobę Szymona już prawie poddał.

Spotkamy się wkrótce! Wtedy odwetzę cię całym sercem, synku ryknęła matka. Wyglądała jak czarownica z bajki, siwa, niechlujna, bez zębów, cała czarna i w łachmanach. To był jej zwykły wygląd w ostatnich latach.

Szymon otworzył oczy, w panice podskoczył z łóżka, a pokój wokół niego wirował. Usiadł znów, ocierał oczy, próbując wypędzić obraz matki z umysłu. Nagle przypomniał sobie córkę.

Jagoda Jagoda, Jagoda Mam powód, by żyć! Nie dosięgniesz, staruszka! To przez ciebie zacząłem pić! Tak! wykrzyknął w pustkę. To ty podawałaś mi wódkę, kiedy miałem dopiero dwanaście lat Pamiętam, że namówiłaś mnie, byśmy poświęcili się na wyjście z życia Zrujnowałaś niewinną duszę.

Szymon łzy piwnymi łzami. Po kilku godzinach płaczu i wściekłości, znów pomyślał o utraconej córce i zdecydował zerwać z nałogiem raz na zawsze.

Wszyscy dawni koledzy drwili z niego. Nikt nie wierzył. Próbowali wciągnąć go z powrotem do knajpy, ale on nie ustępował. Miał jasny plan.

Mam dopiero dwadzieścia pięć lat! Przed mną całe życie! Będę żył, wyzdrowieję i przywrócę Jagodę! wołał przyjaciołom, wyrzucając ich z domu.

Zatrudnił się w magazynie logistycznym przy nowo powstałym centrum w pobliżu, odkładał złotówki i sam odnowił chatę w wiosce. Zebrał wszystkie potrzebne dokumenty i złożył pozew w sądzie o przywrócenie praw rodzicielskich. Potem pojechał do byłej partnerki, Niny, i zaproponował, by zaczęli od nowa, przestali pić i wspólnie wychowali córkę. Ona odmówiła i odesłała go w nieznane, twierdząc, że nie ma szans, bo lubi żyć w pijanemu zamieszaniu.

Kiedy tata przyszedł po mnie, nie mogłam uwierzyć w szczęście wspomina Jagoda, łzy w oczach. Akceptowałam swój los, myśląc, że będę w domu dziecka jak w więzieniu na dożywocie.

Biedna, nieszczęśliwa dziewczynka! współczuła Żywietnia, łzy spływają po policzkach.

Od tego dnia moje życie zmieniło się diametralnie. Tata bardzo się starał, a początkowo opiekunka regularnie nas odwiedzała, nie mieli co krytykować. Bałam się surowych ciotek i pewna była, że znowu mnie wrzucą do domu dziecka. Teraz myślę o tym i jeszcze bardziej podziwiam ojca. Był wtedy młody, prosty chłopak, bez wykształcenia, bez pomocy rodziców, a jaką miał determinację! Złamał los i uczynił mnie szczęśliwą.

Gdy Jagoda chodzi w dziewiątej klasie, Szymon zatroskany kupuje mieszkanie w mieście i opuszcza wioskę, w której ciągnęły się nieprzyjemne wspomnienia. Głównym powodem nie jest jedynie zmiana otoczenia. W wiosce była tylko szkoła czteroletnia, a on chciał, by córka skończyła jedenaście klas, potem wybrała uniwersytet i znalazła dobrą pracę.

Szymon sprzedał chatę, którą odnowił, i kupił dwupokojowe mieszkanie w Krakowie, dokładając trochę oszczędności z pracy w dużym magazynie. Ten magazyn, otwarty niedawno przy drodze krajowej, zapewnił zatrudnienie wielu mieszkańcom wioski, szczególnie tym, którzy chcieli poprawić swoje życie. Natomiast Nina, matka Jagody, nadal piła i harcowała, zamieniając partnerów niczym kapelusze.

Jagoda wstydziła się jej. Czasem bała się wyjść z domu, bo na drodze mogła spotkać matkę, którą cicho nienawidziła.

Zamieszkały w Krakowie w jednopokojowym mieszkaniu. Szymon rozdzielił przestrzeń tak, że każdy miał własną część. Żyli lepiej niż wcześniej.

Jagoda poszła do dziesiątej klasy w nowej szkole, nikt nic nie wiedział o jej przeszłości ani o matce, alkoholicznej postaci, którą nikt nie chciał zobaczyć. Matka mogła godzinami leżeć w brudzie, w smrodliwym kałuży, spać i głośno chrapać na całą ulicę, łapać brudnymi rękami przechodniów i błagać o pieniądze na alkohol, choć już nikomu ich nie dawała. Mimo to wciąż piła.

To była zagadka. Skąd brała pieniądze? mówi Jagoda Żywietni, rozkładając ręce. Była dla mnie niczym, a jednak wstydziło mnie to do łez, jakbym była w częściach winna jej stanu.
To już przesada zdziwiła się Żywietnia. Co ty masz z nią wspólnego?
Nic nie mam westchnęła Jagoda. Po prostu mnie obrzydza.

W wieku dwudziestu pięciu lat Jagoda traci ojca.

To chyba konsekwencje dawnych nałogów, wyjaśnia Jagoda Żywietni. Lekarz coś mówił o sercu, nie zrozumiałam. Wszystko stało się nagle. Zostałam zupełnie sama.
Moje kondolencje szepcze Żywietnia. Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz?
Bo miałam już dość.
Kto?
Oni odpowiada Jagoda tajemniczo. Dzwonią, piszą. Zablokowałam ich, ale wchodzą z innych numerów.
Kogo?
Krewni ze strony matki, która nie jest moją matką. Olga, jej mąż, ciotka Małgorzata, jej córka Wszyscy.
Co chcą?

Jagoda milczy, po czym cicho mówi:

Miesiąc temu matka dopiła się do udaru. Leży, tylko oczami się obraca. Nie może nic zrobić, nie ruszyć się, nie jeść, nie mówić, po prostu leży.

Skąd o tym wiesz? zdziwiła się Żywietnia.
Utrzymywałam kontakt z Olgą i ciocią Małgorzatą od czasów, kiedy babcia była chora. To byli jej krewni. Po powrocie z domu dziecka do taty, przyjechali z prezentami, pytali o moje sprawy, więc utrzymywałam z nimi relację z szacunku do babci. Kiedy babcia umierała, pomagali i pogrzebali ją, wtedy miałam sześć lat. Znały mój adres w Krakowie, nie ukrywałam go przed ojcem. Na pogrzebie ojca przyjechali, nawet trochę pomogli pieniędzmi. Teraz matka leży w ich rękach, ciężko chora, nikt nie chce się nią opiekować, więc oni chcą narzucić ją mnie.

Co za koszmar! Ale ona nie jest twoją matką! Nie ma praw rodzicielskich! Niech idą się z tym zajmą! mówi Żywietnia.
Nie odchodzą! Denerwują mnie, dzwonią, piszą, wysyłają filmy, na których matka leży bezradna, kręcąc oczami To straszne. Nie mogłam spać całą noc, przed oczami miałam jej przekrzywioną twarz.

Nie oglądaj tych filmów! Usuń, wykrzyknij, zapomnij! podnosi głos Żywietnia.
Myślę, że przeprowadzę się. Wczoraj oglądałam oferty mieszkań. W sąsiednim mieście nie znajdą mnie, nie podam im adresu, zmienię numer telefonu. Do pracy mogę jeździć pociągiem podmiejskim mówi Jagoda.

Jesteś silna, dasz radę potwierdza Żywietnia i przytula przyjaciółkę. Będzie mi brakować.
Będę blisko uśmiecha się nieśmiało Jagoda. Ta cała sprawa mnie obrzydza! Wykorzystują moją współczucie, apelują do sumienia. Za ojca bym wszystko poświęciła, by żył, bo zasługuje na podziw. Ona nie jest człowiekiem. To zwierzę. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Nie jest moją matką.

***

Jest wczesny poranek. Jagoda czeka na peronie na pociąg podmiejski, by pojechać do pracy. Przejeżdża, wszystko idzie gładko. Mieszkanie jednopokojowe, chociaż nie podzielone na dwie maleńkie części, które kiedyś zbudował ojciec, wydaje się jej ogromne.

Młodej kobiecie w nowym miejscu podoba się życie. Najważniejsze w końcu uwolniła się od przeszłości, która długo nie chciała jej puścić. Czasami myśli o matce, czy jeszcze żyje? Odrzuca te myśli, bo nawet to małe zmartwienie nie zasługuje na jej uwagę.

Jagoda nie ma już kontaktu z ciocią Małgorzatą i Olgą, więc nie wie, że sercowe krewni, które jeszcze przed chwilą płakały i naciskały na współczucie, po zerwaniu z nią kontaktu, połączyły siły, wyłapały Ninę w państwowy internat i zapomniały o niej naNina już nigdy nie otworzyła drzwi, a jej ciche westchnienia zniknęły w szklanych murach internatu.

Rate article
Fajna Tajna
Ona nie jest moją matką 🍎