ON BĘDZIE Z NAMI MIESZKAŁ
Mroczny dzwonek rozbrzmiał jak zwiastun nieznajomego gościa. Zosia odrzuła fartuch, wytrzeć dłonie i ruszyła otworzyć drzwi. Na progu stała jej córka Bogna z młodym mężczyzną. Zosia wpuściła ich do mieszkania.
Cześć, mamuśka pogłaskała Bogna policzek swojej matki. To mój chłopak, Bartek, będzie z nami mieszkał.
Dzień dobry przywitał się Bartek, nieco niepewnie.
A to moja mama, ciocia Zofia dodała Bogna.
Zofia Antonina poprawiła Zosia, uśmiechając się.
Mamuś, co dziś na kolację?
Grochowa papka i kiełbaski.
Nie jem grochu odparł Bartek, zdjął buty i wszedł do pokoju.
Coś ty, mamuś, Bartek nie jada grochu szeroko otworzyła oczy Bogna.
Bartek rozłożył plecak na kanapie i usiadł.
To w zasadzie mój pokój rzekła Zofia.
Bartek, chodź, pokażę ci, gdzie będziecie spać zawołała Bogna.
A mi to już tutaj pasuje mruknął młodzieniec, wstając z kanapy.
Mamuś, wymyśl coś do jedzenia dla Bartka dodała dziewczyna.
Nie mam pojęcia, zostało nam jeszcze pół paczki kiełbasy wzruszyła ramionami Zosia.
Wystarczy z musztardą, keczupem i chlebkiem odparł Bartek.
W porządku wymamrotała Zosia, kierując się do kuchni. Kiedyś przywlekała koty i szczeniaki, a teraz przyprowadziła tego nowego domownika, by go nakarmić.
Zosia nalała sobie papkę z grochu, położyła na talerzu dwie podsmażone kiełbaski, przesuła talerz z sałatą i z apetytem zaczęła jeść.
Mamo, po co ty sama jesz? wkroczyła Bogna.
Bo właśnie wróciłam z pracy i chcę coś zjeść odparła Zosia, przeżuwając kiełbaskę. Kto chce jeść, niech sam sobie nakłada lub gotuje. A przy okazji mam pytanie: dlaczego Bartek będzie z nami mieszkał?
Bo on jest moim mężem.
Zosia aż się zakrztusiła.
Mężem? powtórzyła.
Tak. Twoja córka już dorosła i sama decyduje, czy wyjdzie za mąż. Mam już dziewiętnaście lat.
Nie zaprosiliście mnie na ślub.
Nie było żadnego wesela, po prostu podpisaliśmy akt i tyle. Teraz jesteśmy małżonkami, więc mieszkamy razem odparła Bogna, patrząc na żująca matkę.
Gratuluję. Dlaczego bez przyjęcia?
Jeśli masz pieniądze na wesele, możesz nam je dać, znajdziemy na co je przeznaczyć.
Rozumiem Zosia żuła dalej. Dlaczego właśnie u nas?
Bo w tej jednopokojowej kawalerce żyją już cztery osoby.
Nie myśleliście o wynajęciu?
Po co wynajmować, skoro mam wolny pokój? zdziwiła się Bogna.
Jasne.
Więc daj nam coś do jedzenia?
Bogno, garnek z papką na kuchence, kiełbaski na patelni. Jeśli mało, w lodówce jeszcze pół paczki. Bierzcie, nakładajcie i jedzcie.
Mamo, masz nowego zięcia podkreśliła Bogna.
I co? Mam tu zatańczyć w rytm tej nowiny? Bogno, wróciłam zmęczona po pracy, nie ma potrzeby żadnych rytuałów. Ręce i nogi macie, obsłużcie się sami.
Dlatego nie jesteś zamężna!
Bogno spojrzała gniewnie i zamknęła drzwi swojego pokoju. Zosia dokończyła obiad, umyła naczynia, wytrzeć stół i udała się do swojej sypialni. Przebrała się, wzięła torbę z ubraniami i pojechała na siłownię. Była wolną kobietą, kilka wieczorów w tygodniu spędzała w sali treningowej i w basenie.
Blisko dziesiątej wieczorem wróciła do domu. W kuchni czekał totalny chaos, jakby ktoś próbował tam gotować. Pokrywka od garnka z papką zniknęła, więc jedzenie wyschło i pękło. Opakowanie kiełbasek leżało na stole, obok spleśniały chleb bez opakowania. Patelnia przypaliła się, a jej nieprzywierająca powłoka została rozsmarowana widelcem. W zlewie stała brudna naczynia, a na podłodze rozlała się słodka kałuża. W powietrzu unosił się zapach papierosów.
Co to za nowość? pomyślała Zosia. Bogno nigdy nie pozwalała sobie na takie zamieszanie.
Zosia otworzyła drzwi, a w kuchni siedzieli młodzi, popijając wino i paląc papierosy.
Bogno, sprzątnij tę kuchnię. Jutro kupujesz nową patelnię powiedziała matka, odchodząc do swojego pokoju, nie zamykając drzwi.
Bogno wstała i pobiegła za nią.
Dlaczego musimy sprzątać? Gdzie wezmę pieniądze na patelnię, nie pracuję, uczę się. Czy naprawdę ci zależy na naczyniach?
Bogno, zasady tego domu są proste: po jedzeniu sprzątaj, po bałaganie sprzątaj, kiedy coś zepsujesz, kup nowe. Każdy sprząta po sobie. A patelnia kosztuje nie małe pieniądze, a teraz jest nie do naprawienia.
Nie chcecie, żebyśmy tu zostali wykrzyknęła córka.
Nie spokojnie odparła Zosia.
Nie chciała już kłócić się z córką, zwłaszcza że nigdy wcześniej nie widziała takiej niezgody.
Ale ja mam swój udział.
Nie. Mieszkanie jest moje, zapłaciłam za nie, kupiłam je. Ty jesteś tu tylko wpisana w rejestrze. Nie rozwiązuj moich problemów. Jeśli chcecie tu mieszkać, przestrzegajcie zasad powiedziała Zosia łagodnym tonem.
Całe życie żyję według twoich reguł. Wyszłam za mąż i teraz nie masz prawa mi mówić, co robić wykrzyknęła Bogno. Poza tym jesteś już starsza, powinnaś oddać nam mieszkanie.
Oddam wam jedynie korytarz w klatce i miejsce na ławce. A co z twoim mężem? Nie będzie tu mieszkał stanowczo odpowiedziała Zosia.
Do diabła twoje mieszkanie! Bartek, wyprowadzamy się krzyknęła Bogno i zaczęła pakować rzeczy.
Po pięciu minutach do pokoju wpadł nowy zięć.
Spokojnie, mamo, wszystko będzie git mruknął, kołysząc się po kilku kieliszkach wódki. Nie znikniemy tej nocy. Jeśli się zachowasz, będziemy się kochać w ciszy po zmroku.
Co ja dla ciebie, mamo? oburzyła się Zofia. Twoi rodzice zostali w twoim domu, więc odłóż to i nie zapomnij zabrać swojej nowej żony.
Zaraz ci pokażę chłopak podniósł pięść i wcisnął ją w nos teściowej.
Aha, właśnie teraz.
Zofia chwyciła pięść paznokciami, wlewając w nią całą siłę.
Odczep się, ty szaleńcze.
Mamo, co robisz? krzyknęła Bogno, wyciągając matkę od kochanka.
Zofia odepchnęła córkę, wbiła kolanem Bartkowi w pachwiny, a potem przyłożyła łokieć do jego szyi.
Zgłoszę przemoc jęknął mężczyzna. Pójdę do sądu.
Poczekaj, zadzwonię po policję, żeby lepiej udokumentować sytuację odpowiedziała Zosia.
Młodzi poszli, zostawiając dwupokojowe mieszkanie w kompletnym nieładzie.
Nie jesteś już moją matką wykrzyknęła Bogno na pożegnanie. Nigdy nie zobaczysz swoich wnuków.
Co za żal ironicznie odparła Zosia. Chociażby przynajmniej mogłam żyć po swojemu.
Spojrzała na własne dłonie część paznokci była połamana.
Same straty po was warknęła Zofia.
Po ich wyjściu umyła kuchnię, wyrzuciła papkę i zgniotą patelnię, wymieniła zamki w drzwiach. Trzy miesiące później przy pracy spotkała ją córka, szczupłą, z zapałonymi policzkami, wyglądającą na nieszczęśliwą.
Mamo, co dziś zjemy? zapytała.
Nie wiem wzruszyła ramionami Zosia. Nie wymyśliłam jeszcze. A ty co chcesz?
Kurczaka z ryżem wymamrotała Bogno. I sałatkę jarzynową.
To idźmy po kurczaka odpowiedziała matka. Sałatkę przygotuj sama.
Bogno nie zadawała już żadnych pytań, a Bartek z ich życia zniknął na zawsze.



