Zosiu, córeczko, bardzo cię proszę mama usiadła przy niej na kuckach musimy tu trochę pomieszkać, niedługo to się wszystko skończy i wrócimy do miasta.
Zosia milczała, patrząc na mamę z wielkimi oczami.
Zosiu, słyszysz mnie? Rozumiesz? mama potrząsnęła ramieniem dziewczynki.
Słyszę, mamo
To czemu nic nie mówisz? Mama była zdenerwowana, a Zosia od razu to wyczuła.
Nie milczałam, mamo, tylko myślałam.
Myślała Spójrz tylko, ile tu książek, Zosiu Jak ja w dzieciństwie lubiłam czytać
Mamo długo tu będziemy musiały mieszkać?
Nie wiem, słoneczko… na razie musimy, póki trzeba.
Zosia doskonale rozumiała, co się z nimi stało, że znalazły się w domu babci na wsi. Mama zupełnie niepotrzebnie myślała, że Zosia jest za mała, by to pojmować.
Zosiu, ciocia Krysia będzie cię odwiedzać, ja będę gotować na cały dzień, rano jadę do pracy, wrócę wieczorem. A w weekendy będziemy razem chodzić nad staw, wykąpać się…
Mama zakryła twarz dłońmi.
Przepraszam wybacz mi…
Nie płacz, mamo, proszę. Wiem, że tata nas zostawił. Wiem, że musimy jakoś przetrwać i uznałaś, że najlepiej przeprowadzić się do tego domku po babci, a nasze mieszkanie wynająć obcym.
Ja to wszystko wiem, mamo… Będę grzeczna, obiecuję. Będę cię czekać, czytać książki, a ciocia Krysia popilnuje mnie.
Damy radę, mamo A na jesieni pójdę do szkoły. Mamo a jest tu jakaś szkoła?
Nie, kochanie kiedyś była, ale teraz już nie ma. Ale na jesieni, obiecuję, wrócimy do naszego mieszkania. To wszystko tymczasowe, tylko póki nie znajdę porządnej pracy.
Mieszkanie wynajęłam do końca sierpnia, akurat wystarczy nam czasu, potem zrobimy tam remont i będzie dobrze, córeczko
Wiem, mamo
Wieczorem siedziały długo na ganku małego domku, a mama opowiadała o swoim dzieciństwie i jaką świetną miała babcię.
Mamo a ty miałaś swoją mamę?
Miałam westchnęła i nadal mam tylko ona mnie już nie potrzebuje
Jak to? Jak można nie potrzebować?
No właśnie tak, kochanie. Urodziłam się, gdy moja mama była jeszcze młoda, z moim tatą im się nie ułożyło tata wyjechał do innego miasta, tam założył nową rodzinę. Mama przez chwilę się mną opiekowała, potem zostawiła mnie babci Halinie i sama wyjechała do Warszawy, szukać szczęścia…
I znalazła?
Znalazła szczęście, ale o mnie zupełnie zapomniała Wyszła drugi raz za mąż, ma dwóch synów, a ja… mnie tylko na urodziny dzwoni.
Raz pamiętam, jak przyjechała, jej dziecko było chore, i chciała je przywieźć do babci, bo tu powietrze świeże…
Nawet nie powiedziała swoim dzieciom, że ja jestem ich siostrą…
Babcia Halina poprosiła, by kupiła mi sukienkę na zakończenie podstawówki. A ona zaczęła krzyczeć na babcię, że dziecko jej chore, a tu niby o sukienkach mowa!
Halino, to twoje dziecko też przecież! zirytowała się wtedy babcia.
Zdrowa kobyła wycedziła tamta przez zęby niech sama zarobi na sukienkę.
Babcia tak się wtedy rozgniewała, że wygoniła ją z domu…
Mamo, nigdy nie mówisz o niej mama, tylko po imieniu, Zofia…
Wiem, przepraszam, Zosiu, nie potrafię jej tak nazywać Dla mnie mamą była babcia Halina.
Dostałaś imię po babci Halinie, prawda?
Chyba tak po babci
Kochałaś ją?
Bardzo, bardzo, bardzo! Kiedy jej zabrakło, to jakby zgasło dla mnie światło Zofię, znaczy matkę, też kochałam, czekałam na nią na każde urodziny, na każde święta, na początku zawsze myślałam, że przyjedzie…
Albo na rozpoczęcie roku na komunię, kiedy babcia zmarła czekałam
Ale ona nie mogła przyjechać, bo jej teściowa miała jubileusz… Przyjechała dopiero później, popłakałyśmy, a potem kazała mi się szykować, bo przecież byłam niepełnoletnia.
Myślałam, że mnie zabierze do siebie, ale nie umieściła mnie w bursie, miała za dużo ludzi w domu na święta.
Prosiłam ją o klucze do domu babci.
Po co ci? zapytała, zamieszana.
To mój dom, jeśli myślisz, że możesz rozporządzać moim spadkiem, to się mylisz.
To i mój dom odparła urażona i jedziemy tam na Sylwestra.
Jeśli się tam pojawicie, popsuję wam zabawę. Daj klucze!
Nie dała. Ale ja i tak pojechałam, przeskoczyłam przez płot, włożyłam własne zamki, z sąsiadem panem Władkiem zdjęłam stare.
A sąsiedzi mówili, że się za mną ują, na pamiątkę babci…
Ten mój pierwszy Sylwester bez babci Przyszły moje koleżanki, zrobiłyśmy sobie małą imprezę
Potem skończyłam osiemnaście lat…
Widywałaś się z nią jeszcze?
Już nie. I po co? Ona nie chce ze mną rozmawiać, ja z nią też nie.
Mamo a ty
Co? Czy zrobiłabym tak samo z tobą? Nigdy, rozumiesz? Nigdy!…
* * *
Zosia już całkiem dorosła, niczego się nie bała. Mama pojechała do pracy, ciocia Krysia dwa razy zajrzała do Zosi.
Zjadła coś, sprzątnęła ze stołu, umyła talerz, nakarmiła lalkę Halinkę i siadła czytać książkę.
Zosia dopiero niedawno nauczyła się czytać i bardzo to polubiła czytała Halince, misiowi Bolkowi
Dni mijały podobnie. Najpierw zdarzało jej się płakać, choć nawet nie chciała łzy jakby same spadały, próbowała je wpychać z powrotem, ale nic z tego. To przecież nie z własnej woli, te łzy były wredne
A potem przyjeżdżała mama i wszystko mijało.
Aż któregoś wieczoru mama nie wróciła. Nie było jej i nie było, a za oknem już dawno ciemno. Zosia zapaliła wszystkie światła i zasłoniła firanki.
Halinka, Bolek, Marysia, Nina i klaun Andrzejek nie bójcie się! tuliła do siebie zabawki.
Może powinnam pójść na stację po mamę pomyślała. Ale nie pamiętała dobrze drogi i bała się, że się miną.
Zosia goniła złe myśli. Nie, mama jej przecież nie zostawi. Nie, nie, nie Przecież nie ma już babci Haliny, nikt jej nie zostanie.
Zobaczyła w wyobraźni obrazek: mama wychodzi zamąż, ma nowe dzieci, o Zosi zapomina. A Zosia tkwi tu sama
Z żalu do samej siebie zaczęła płakać na głos. Czuła jakby świat się przewracał szlochała na stołku przy oknie, aż usnęła.
Nagle usłyszała hałas w sieni. Może szczury? Może to ta, mama mamy, babcia Zofia, której nigdy nie widziała teraz przyjechała, żeby je wygonić i zabrać dom? Zosia zaczęła cicho kwilić.
Nagle drzwi się otworzyły, zapaliło się światło.
Mamo! Zosia zerwała się ze stołka, który runął Mamusiu moja!
Córeczko, Zosiu, promyczku przepraszam, spóźniłam się na ostatni pociąg, dojechałam tylko do sąsiedniej stacji i szłam piechotą przez las.
Bałaś się, mamo?
Bardzo, Zosiu, bardzo się bałam o ciebie! Płakałam, prosiłam, żebyś nie płakała, a tymczasem sama płakałam Nawet chyba wszystkie wilki tego lasu się mnie zlękły mama śmiała się przez łzy.
Bałam się, że pomyślisz, że cię zostawiłam.
I wtedy Zosia pierwszy raz w życiu skłamała mamie.
Nie myślałam tak, przecież ty mnie nigdy nie zostawisz ani nie zdradzisz.
Tak, Zosia skłamała, bo jednak tak pomyślała, ale nie chciała jeszcze bardziej zasmucać mamy.
Zostały w domku aż do końca sierpnia, potem Zosia poszła do szkoły, a mama znalazła dobrą pracę.
Tata postanowił walczyć o to, by Zosia mogła do niego przychodzić na weekendy. Mama śmiała się, że przez tyle miesięcy nawet nie zapytał, czy może ją zobaczyć.
Nigdy nie zabraniałam tłumaczyła on sam nie chciał
Zosia zaczęła widywać się z tatą raz w tygodniu. Na początku biegała do niego z radością, ale potem
Mamo, chyba mój tata jest trochę jak twoja Zofia: ja go wcale nie interesuję, spotyka się ze mną z obowiązku. Odprowadza mnie do sali zabaw w galerii, a sam cały czas gada przez komórkę i się kłóci.
A ja siedzę na ławce, patrzę na dzieciaki Nie chcę chodzić do taty Powiedzmy mu to.
Tata się wściekł, oskarżył mamę o nastawianie córki przeciwko niemu.
Jestem ojcem! krzyczał a ty zabraniasz mi widzeń!
Tato ja już dawno nie jestem mała. Po co mnie wleczesz do tej głupiej bawialni? I chipsów nie lubię Już wyrosłam.
Kiedy odszedłeś od nas, a mama była cały dzień w pracy Tato, raz mama wracała przez las, bo spóźniła się na pociąg i goniły ją wilki, a ja siedziałam w domu sama
To już drugi raz, gdy Zosia skłamała tym razem ojcu, o wilkach. Tata wysłuchał, zamyślił się i odszedł.
Przyszedł po miesiącu, przeprosił i zabrał Zosię do kina I odtąd Zosia znowu z radością biegła na spotkania z tatą.
Halina, to prawda, że wtedy uciekłaś przed wilkami? spytał z uśmiechem tata mamę.
Oczywiście mrugnęła mama.
Potem rodzice o czymś rozmawiali i tacie uciekł pociąg. Mama powiedziała, że jego pociąg już odjechał.
Mamo, jeśli tacie odjechał pociąg, jak on dojedzie do domu? Może niech zostanie z nami?
Tata patrzył długo na mamę, ale ona była nieugięta.
Dojdzie piechotą tu już nie ma wilków powiedziała i zamknęła drzwi.
Mamo on naprawdę chciał wrócić, prawda?
Tak…
A wybaczysz mu kiedyś?
Mama miała zamknięte oczy.
To twoja sprawa, mamo Ale ja was obydwoje kocham.
Wiem, Zosiu, córeczko.
Ale ciebie najbardziej, bo jesteś najodważniejsza na świecie, biegłaś do mnie przez las, nie bałaś się nawet wilków.
* * *
Minęły lata. Zosia wychodzi za mąż.
Mamusiu muszę ci się do czegoś przyznać.
Tak, słucham.
Mamo wtedy jednak pomyślałam, że ty mnie zostawiłaś, jak Zofia…
Moje dziecko Jak mogłam to zrobić
Wtedy tego nie wiedziałam Przepraszam cię.
To ja cię przepraszam, że musiałaś to przejść…
Stały tak przytulone. Mama i córka. Zawsze razem. Mama zawsze jest blisko.



