Olga przygotowywała domowe leczo na zimę, gdy z pracy wrócił jej mąż. – Jestem w domu! – zawołał Sergiusz, wszedł do kuchni i zamarł.

Agnieszka właśnie wekowała leczo, kiedy z pracy wrócił jej partner.

Jestem w domu zawołał Marek, wszedł do kuchni i nagle stanął jak wryty.

A to co tu się dzieje? spytał z dezaprobatą.

No jak to co? Leczo robię, przecież sam prosiłeś uśmiechnęła się Aga.

Ja pytam, co to tutaj za bałagan? Marek gestem objął całą kuchnię.

O co ci chodzi, kochanie? Możesz powiedzieć konkretnie? Agnieszka nie kryła zdziwienia.

Nie udawaj, dobrze wiesz, o co mi chodzi burknął Marek już wyraźnie rozdrażniony.

Agnieszka patrzyła na niego z niedowierzaniem, nie rozumiejąc o co cała awantura.

Kuchnia i jadalnia

Aga, wróciłaś? Tak się cieszę, że jesteś powiedział z nadzieją w głosie Marek, kiedy jego partnerka przyszła do domu.

Nie, przyszłam tylko po rzeczy, których jeszcze nie zdążyłam zabrać. Przecież mówiłam ci już, że to koniec!

Ale jak to? Przecież cię kocham! Nie chcę się rozstawać, jesteś mi potrzebna, bardzo tęskniłem przez te dni!

Tydzień wcześniej wydarzyło się coś, czego w żadnym związku, nawet partnerskim, nie powinno być poważna kłótnia, w której Marek nie umiał się opanować.

Kłótnia zaczęła się, kiedy Marek wrócił z pracy i zastał, jak mu się wydawało, kompletny chaos w kuchni.

Agnieszka właśnie wekowała leczo. Wszędzie stały miski, talerze, słoiki. Na kuchence gotował się gigantyczny garnek z pomidorowymi plamami, które wytaplały się na kuchence. Po całej kuchni rozstawione były miseczki z czosnkiem, papryką i innymi składnikami.

Agnieszka stała i kroiła paprykę, jakby nic się nie działo.

Zamieszkali razem cztery miesiące temu. Wcześniej Marek długo żył sam. Dla niej zrezygnował z wygodnej samotności i postanowił znów stworzyć rodzinę, choć zapomniał rozważyć wszystkie szczegóły.

Poznali się, gdy oboje mieli już po czterdzieści parę lat. Agnieszka miała dorosłą córkę, już niezależną. Marek dziesięcioletniego syna z pierwszego małżeństwa, z którym widywał się rzadko, bo jego była żona mieszkała w innym mieście.

Agnieszce wydawało się, że Marek to właśnie ten facet. Wypowiedziała umowę najmu i wprowadziła się do niego, kiedy tylko zaproponował.

Starała się być dobra dla Marka. Miała nadzieję, że odnalazła kogoś, z kim mogłaby być szczęśliwa, może nawet spędzić razem starość, choć na to było jeszcze sporo czasu.

Pierwsze miesiące były jak z bajki. Karmiła Marka pysznymi potrawami, czasami gotowała do późna, ale robiła to z radością. Czasem sama zastanawiała się, skąd w niej tyle energii.

To jest miłość powtarzała sobie.

Minęło kilka miesięcy i Marek zaczął się zmieniać. Wracał z pracy spięty, zdenerwowany, potrafił całe wieczory zrzędzić o byle co. A to, że kubek nie umyty, a to że podłoga nie dość czysta, a to pościel źle położona.

Jak to ważne? Kubek, podłoga, łóżko? I co z tego, jeśli i tak wszystko posprzątane, na stole czeka kolacja, a obok jest ukochana osoba?

Agnieszka też pracowała zawodowo. Zazwyczaj zjawiała się w domu godzinę przed Markiem, więc zdążała wszystko ogarnąć. I jeszcze przygotować dla niego obiad.

Na początku nie zwracała uwagi na ciągłe narzekanie, ale z czasem zaczęło ją to drażnić.

Przemilczała, nie wybuchała. Myślała, że to minie, że zaraz wszystko wróci do normy. Czekała, czekała.

Przetwory robiła już wcześniej, ale zwykle starała się wszystko przygotować pod nieobecność Marka. Zdarzało się, że weekendy spędzał u siostry, naprawiając samochód z szwagrem.

Tego dnia też miał wyjść, ale wrócił niespodziewanie i zobaczył ten cały rozgardiasz, który lada moment miał zamienić się w równo ułożone słoiki z leczo, zawinięte w koc.

Agnieszka nie rozumiała, czemu Marek tak histeryzuje z powodu bałaganu. Przecież nie da się robić przetworów w idealnej czystości!

Marek, już zaraz wszystko posprzątam!

Jasne, posprzątasz… Znam cię, zostawisz bałagan i tyle! wykrzyknął.

Czy choć raz widziałeś, bym zostawiła po sobie nieporządek, gdy gotuję? Skąd tyle złości?

Bo w domu jest duchota, zapach rozchodzi się po całym mieszkaniu!

To nie wchodź tu, idź do pokoju, włącz sobie telewizor.

Chcę coś zjeść! Mam coś?

Zaraz ci podgrzeję i przyniosę, ale uspokój się, proszę…

Co mi niby podgrzejesz? Makaron z kotletem, który jem trzeci dzień?

Wielka rzecz! Przecież nie mogę wszystkiego naraz zrobić. Leczo samo się nie zrobi, prosiłeś przecież. Jestem już wykończona. Biegałam dwa razy do sklepu z ciężkimi siatami. Gorąco mi, a ty się czepiasz bez powodu!

Nie krzycz na mnie! oburzony zawołał Marek.

To ty krzyczysz! Ja tylko staram się cię uspokoić! Przestań już!

Mam tego wszystkiego dosyć!

W tym momencie i Agnieszka nie wytrzymała.

Czego masz dosyć? Tego, że wracasz do domu i czeka na ciebie domowy obiad? Że śpisz w ciepłej pościeli? Że witam cię z uśmiechem? Że nigdy złego słowa ci nie mówię, nawet jak przeginasz? Może to moja obecność cię już męczy? Powiedz, co dokładnie?

Tak, to ty mnie już męczysz! I nie chcę twoich obiadów, wypranej pościeli ani tego twojego leczo!

Wiesz co? Ty mnie też już męczysz! Ciągle marudzisz, ze wszystko ci nie pasuje, tylko narzekasz. Jesteś pesymistą! Ciągle rozrzucasz swoje rzeczy, a ode mnie porządek wymagasz. Nawet talerz po sobie nie umyjesz, a masz pretensje! Prosiłam, byś podwiózł mnie po warzywa, ale ważniejsze było pomóc Sławkowi! To ty już mnie zmęczyłeś! wykrzyczała Agnieszka.

Marek chyba nie znosił krytyki. A może zabolało go, jak ona to wszystko powiedziała, bo nie wytrzymał i…

Agnieszka nie spodziewała się.

Na początku chciała się postawić, ale zaraz zrozumiała, że nie ma sensu. Lepiej nie ryzykować.

To koniec. powiedziała i wyszła z kuchni.

Agnieszka zaczęła szybko pakować swoje rzeczy z drżącymi z emocji rękami. Zdążyła spakować wszystko do dwóch walizek, założyła dżinsy i wyszła z mieszkania.

Marek tylko patrzył i nie spróbował jej nawet zatrzymać czy przeprosić.

Noc spędziła u przyjaciółki. Następnego dnia wynajęła kawalerkę i od razu się wprowadziła.

Wydała fortunę na czynsz, prowizję dla pośrednika, zakup podstawowych rzeczy, których brakowało w nowym mieszkaniu.

Do głowy by jej nie przyszło wracać do Marka przynajmniej przez pierwsze trzy dni. Później dopadł ją smutek. Przypominała sobie ich kłótnię, wszystkie wypowiedziane słowa. Przecież żadne z nich nie było idealne.

Rozumiała, że tego nie wolno już wybaczyć, ale i tak było jej ciężko na sercu.

Marek nie dzwonił i nie szukał jej. Tylko tego wieczora, gdy odeszła, wysłał SMS-a:

I co ja mam zrobić z tym całym leczo?

Możesz z nim robić, co chcesz! Mam już dość! odpisała z żalem.

Oczywiście, było jej szkoda lecza. Wydała na nie sporo pieniędzy. Jeszcze długa chwila i wszystko byłoby gotowe. Ale wyszło źle.

Dosadnie, nawet przed sobą, nie chciała przyznać, że ma nadzieję i czeka, że Marek się zreflektuje, przeprosi albo chociaż zadzwoni. Ale nic takiego się nie wydarzyło.

Minął tydzień. Trochę pogodziła się z samotnością. Postanowiła wrócić po resztę rzeczy i oddać Markowi klucze.

Mogłaby zrobić to, kiedy Marka nie będzie w domu, ale nie postanowiła spotkać się twarzą w twarz.

Pół godziny wcześniej napisała do niego SMS-a, że zaraz przyjdzie. Gdy otworzył, wyglądał na winnego i smutnego, ale to jej wcale nie poruszyło, choć gdzieś w duszy zrobiło się ciężko.

Mówił, że kocha, że nie chce rozstania, ale to już nie miało znaczenia.

Gdybyś mnie kochał naprawdę, zrobiłbyś coś więcej niż nic, przez cały tydzień powiedziała twardo.

Wybacz mi, proszę. Nie wiem, co mnie wtedy opętało. Tak bardzo mi przykro!

No to żyj z tym! Ja tylko po rzeczy.

Agnieszka minęła go, wyjęła torby i zaczęła zbierać to, czego poprzednio nie zdążyła.

To były drobiazgi szampon, balsam w łazience, ulubiona herbata, kubek, który dostała od córki dwa lata temu, koc zrobiony na drutach przez siostrę na urodziny.

Pakowała wszystko do toreb, wynosiła do przedpokoju, by potem zabrać taksówką do nowego mieszkania.

Marek nie mógł spokojnie na to patrzeć, plątał się za nią, przepraszał, ale to jej już nie obchodziło.

Tydzień milczenia wystarczyło, by zrozumiała wszystko. Jeśli by kochał, nie milczałby cały ten czas.

Gdy wszystko było już gotowe, wezwała taksówkę. Gdy była w drzwiach Marek zagrodził jej wyjście:

Proszę, nie odchodź, nie dam rady bez ciebie!

A ja z tobą się zgubię powiedziała pewnym tonem, delikatnie go odsunęła i wyszła.

Agnieszka wsiadła do taksówki. Marek patrzył w ślad za nią, próbując zrozumieć, co zrobił nie tak. Chyba się nie dowiedział, bo już nigdy więcej się nie spotkali. Dawne zapewnienia o uczuciu straciły sens.

Agnieszka patrzyła przez okno. Była już jesień i w sercu też. Nagle przypomniała sobie, że jesień to jej ulubiona pora roku, a za dwa tygodnie ma urodziny.

Wszystko będzie dobrze szepnęła do siebie i się uśmiechnęła. Wszystko będzie dobrze.

Rate article
Fajna Tajna
Olga przygotowywała domowe leczo na zimę, gdy z pracy wrócił jej mąż. – Jestem w domu! – zawołał Sergiusz, wszedł do kuchni i zamarł.