Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej byłej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.

Zuzanna zostawiła mnie z dnia na dzień. Chciałem udowodnić sobie i jej, że wcale mnie to nie zabolało. Zdecydowałem się ożenić na złość, żeby pokazać, że to nie ja jestem przegranym.

Spotykaliśmy się z Zuzą prawie dwa lata. Kochałem ją do szaleństwa dla niej nieba bym przychylił, a gdy trzeba, i góry przeniósł. Myślałem, że idziemy w kierunku ślubu. Trochę mnie drażniło, że często podważała ten temat:
Po co nam teraz ślub? Jeszcze nie skończyłam studiów, u ciebie w firmie ledwo się kręci. Ani porządnego auta, ani mieszkania. Jola, twoja siostra, to wiadomo najlepsza kumpela, ale nie chcę jej codziennie mijać na kuchni. Gdybyś nie sprzedał domu, to byśmy tam mogli zamieszkać.

Trochę mnie to bolało, ale nie sposób było odmówić jej logiki. Z Jolą mieszkaliśmy w niewielkim mieszkaniu po rodzicach i dopiero zaczynałem ogarniać rodzinny biznes. Kto by wtedy pomyślał, że tak szybko będę musiał przejąć stery, jeszcze przed magisterką? Starałem się jak mogłem ratować firmę i kończyć studia równocześnie.

Dom sprzedaliśmy za wspólną zgodą z Jolą. Liczyło się uratowanie firmy. Przez pół roku zdążyły się zebrać niezłe długi, a oboje byliśmy jeszcze studentami. Sprzedaż pozwoliła zamknąć wszystkie należności, część włożyłem w towar do sklepu i coś jeszcze zostało na czarną godzinę.

Dla Zuzy liczyła się bardziej teraźniejszość niż jakieś przyszłe kiedyś. Łatwo jej było mówić w końcu miała rodziców za plecami, którzy mogli ją podtrzymać w każdej sytuacji. Ja, będąc głową rodziny i wsparciem dla siostry, nauczyłem się myśleć inaczej. Osiągnę stabilizację, będę miał auto, dom, ogród. Wszystko w swoim czasie.

Niczego się nie spodziewałem. Umówiliśmy się przez telefon, że pójdziemy razem do kina. Zuza sama powiedziała, żebym nie podjeżdżał po nią, co wydało mi się dziwne nie cierpiała korzystać z komunikacji miejskiej. Czekałem na nią, a nagle podjeżdża jakąś wypasioną bryką.
Przepraszam, już nie możemy być razem. Wychodzę za mąż wręczyła mi książkę, odwróciła się na pięcie i wskoczyła do auta.

Stałem osłupiały, nie mogąc pojąć, co się wydarzyło w ciągu tych kilku dni mojej nieobecności.

Jola zobaczyła moją minę:
Już wiesz, co? Znalazła sobie bogatszego frajera. Ślub dwudziestego piątego. Mnie prosiła, żebym była świadkową, odmówiłam. Oszukała cię! Za twoimi plecami się z nim spotykała rozpłakała się ze złości za mnie.

Nie płacz, pogładziłem ją po głowie. Niech jej się wiedzie, ale nam będzie się wiodło jeszcze lepiej.

Zamknąłem się w pokoju na prawie cały dzień. Jola dobijała się do drzwi:
No zjedz coś, zrobiłam naleśniki.

Wieczorem wyszedłem z iskrą w oczach:
Ubieraj się powiedziałem siostrze.

Co planujesz?
Ożenię się z pierwszą dziewczyną, która się zgodzi odparłem.

Nie możesz tak postępować próbowała mnie przekonać Jola. Mieszasz nie tylko swoje życie.

Nic to nie dało.
Nie pójdziesz ze mną, pójdę sam.

W parku kręciło się mnóstwo ludzi. Pierwsza dziewczyna, którą zaczepiłem, spojrzała na mnie jak na wariata. Druga uciekła. Trzecia zatrzymała się, spojrzała mi w oczy i powiedziała:
Dobrze, zgadzam się.

Jak masz na imię, piękna?
Wiktoria odpowiedziała.

Chodźmy uczcić zaręczyny zaprosiłem Wiktorię i siostrę do kawiarni.

Przy stoliku zapadło dziwne milczenie. Jola nie wiedziała, o czym rozmawiać, a mnie kierowała chęć udowodnienia swojego.

Już wiedziałem, co zrobię nasz ślub też musi być dwudziestego piątego.

Musi być powód, że proponowałeś ślub nieznajomej, przerwała ciszę Wiktoria. Jeśli to było pod wpływem chwili, nie obrażę się zrozumiem.

Dałaś słowo odparłem. Jutro składamy wniosek i idziemy poznać twoich rodziców.

Mrugnąłem do niej:
Przechodzimy na ty!

Przez miesiąc spotykaliśmy się codziennie. Rozmawialiśmy, poznawaliśmy się.

Powiesz mi wreszcie, dlaczego? zapytała kiedyś Wiktoria.
Każdy ma jakieś tajemnice wymigałem się.
Byle nie przeszkadzały w życiu.
A dlaczego ty się zgodziłaś?
Pomyślałam o sobie jak o królewnie, którą ojciec wydaje za losowego księcia. Takie bajki dobrze się kończą: I żyli długo i szczęśliwie. Chciałam sprawdzić.

Prawda była taka, że jej wielka miłość skończyła się rozczarowaniem i utratą niewielkich oszczędności. Dzięki temu zyskała jednak doświadczenie i ostrożność wobec facetów. W Wiktorii ceniłem jej rozsądek, wiedziałem, że szuka mężczyzny odpowiedzialnego, który potrafi i chce coś w życiu osiągnąć. Zdecydowanie nie szukała księcia z bajki.

To jaka ty jesteś Śpiąca Królewna, Wasilisa Piękna, czy żaba co staje się królewną po pocałunku?
Pocałuj, to się przekonasz zaśmiała się.

Ale nie było żadnych pocałunków, ani niczego więcej.

Przygotowania do ślubu brałem we własne ręce. Wiktorii zostawiłem niewiele do decyzji nawet suknię ślubną wybierałem sam.
Będziesz najpiękniejsza powtarzałem uparcie.

W urzędzie stanu cywilnego, tuż przed ceremonią, spotkałem Zuzę i jej świeżo upieczonego narzeczonego. Uśmiechnąłem się z udawaną serdecznością:
Pozwól pogratulować pocałowałem ją w policzek. Bądź szczęśliwa ze swoim portfelem!

Nie rób scen odpowiedziała nerwowo.

Zmierzyła Wiktorię od stóp do głów: wysoka, pewna siebie, z klasą nie tylko piękna, ale wręcz zjawiskowa. Czułem, jak wygrywa z moją byłą na każdym polu. Zuza nikła przy niej. Zamiast szczęścia, czułem pustkę i niepokój.

Wróciłem do Wiktorii:
Wszystko w porządku powiedziałem, udając spokój.
Jeszcze nie za późno, możesz się wycofać, wyszeptała Wiktoria.
Nie. Gramy do końca.

Dopiero w sali ślubów, patrząc w smutne oczy mojej żony, pojąłem, co narobiłem.

Sprawię, że będziesz szczęśliwa wypowiadając te słowa, sam próbowałem w nie uwierzyć.

I tak zaczęła się nasza codzienność. Jola i Wiktoria świetnie się dogadały, razem budowały dom ciepła. Ognista Jola nauczyła się panować nad nerwami, a Wiktoria zorganizowała domową logistykę wręcz mistrzowsko.

Jako doskonała księgowa z wiedzą o podatkach, szybko ogarnęła nasze finanse. Po pół roku otworzyliśmy drugi sklep, potem założyliśmy ekipę remontową i zajęliśmy się wykończeniami wnętrz. Dochody zaczęły rosnąć w oczach.

Wiktoria okazała się nie Wasilisą Piękną, lecz Wasilisą Mądrą potrafiła tak podsunąć pomysł, że byłem przekonany, iż to ja na to wpadłem. Wszystko powinno być idealnie, a jednak żyło mi się spokojnie, aż za spokojnie. Brakowało tego szaleństwa, które czułem przy Zuzie. Rutyna, która mnie wciąga jak bagno, myślałem. Nie kocham jej i to wszystko wyjaśnia.

Za sprawą Wiktorii weszliśmy na kolejny poziom zaczęliśmy budować domy pod klucz. Pierwszy powstał dla nas prawdziwy dom z ogrodem.

Im lepiej nam się powodziło, tym częściej wracałem myślami do Zuzanny. Nie mogła poczekać. Widzi, w jakim jeżdżę samochodzie? Dom? Przecież to pałac! Pękałem z dumy. Gdyby tylko zobaczyć, jak teraz żyję A gdyby tak?

Wiktoria widziała, że się miotam. Pragnęła być kochaną, lecz serca nie da się nakazać. Nie każda bajka kończy się szczęśliwie gorzko myślała, ale nadzieji nie traciła imię do czegoś zobowiązuje.

Jola coraz częściej łapała mnie na przeglądaniu profilu Zuzy.
Stracisz więcej, niż możesz zyskać powiedziała pewnego dnia.
Nie twoja sprawa! odburknąłem.

Spojrzała na mnie zimno:
Jesteś głupi, Wiktoria cię naprawdę kocha, a ty bawisz się w dziecinne gierki!

Wkurzałem się, że młodsza siostra chce mnie pouczać. Ale coraz bardziej ciągnęło mnie do przeszłości. Napisałem do Zuzy.

Okazało się, że życie jej się nie poukładało: mąż wyrzucił ją z domu, studiów nie skończyła, pracować porządnie nie umie, żyje byle jak w wynajmowanym mieszkaniu, gdzieś w Poznaniu.

Parę dni się wahałem: jechac, nie jechać? Akurat żona wyjechała do babci na wieś i dom został pusty pokusa rosła.

Pojechałem. Całą drogę do Poznania myślałem, co jej powiem, dokąd zabiorę. Wchodzę, rzuca mi się na szyję Zuza:
Patrz, ale się zmieniłeś! Ale przystojniak!
Uderzył mnie smród nieumytego ciała. Od razu odsunąłem się z obrzydzeniem:
Patrz, ludzie patrzą.
A co mnie to obchodzi! roześmiała się głośno.

Mini, tandetny makijaż, tanie perfumy W porównaniu do mojej Wiktorii okazała się zupełnie przeciętna i bez klasy. Jak mogłem tego wcześniej nie widzieć? Zamiast kumulować żal, poczułem ulgę, patrząc, jak moja wielka miłość pociąga kolejnego browara.

Daj mi trochę pieniędzy, odwdzięczę się przykleiła się.
Już nie wiedziałem, jak się jej pozbyć.
Sorry, muszę iść wstałem od stolika.
Spotkamy się jeszcze?
Szczerze? Nie sądzę przywołałem kelnera.
Zostawić pani resztę? zapytał szeptem.
Niech dziewczyna posiedzi, tu jest więcej niż wystarczająco włożyłem spory banknot do rachunku.

Przez całą drogę powrotną do Warszawy powtarzałem sobie pod nosem:
Głupi byłem. Jola miała rację! Po co mi to było? Ale może nie wszystko stracone?

Nagle uderzyła mnie myśl: Przecież nigdy nie mówiłem do żony Wiciu. Nie mam bliższej i ważniejszej osoby niż ona.

Zaparkowałem samochód na kapuśniaku, siedziałem chwilę, analizując lata naszego małżeństwa. Zacząłem wyobrażać sobie twarz żony, jej spojrzenie, mocne niebieskie oczy, uśmiech i to, jak czułością przeczesuje mi włosy.

Przecież obiecałem jej szczęście przypomniałem sobie.

Zawróciłem. Sto kilometrów ekstra, ale nie żałowałem. Gdy podjechałem do domu babci, wybiegła Wiktoria cała w emocjach.
Zwariowałeś? zapytała ze łzami w oczach i uśmiechem.
Wicia, kochana szeptałem jej w włosy. Radość ogarnęła nas oboje.

Tego dnia zrozumiałem coś ważnego: prawdziwa miłość nie zawsze grzmi fajerwerkami, czasem objawia się cichym ciepłem, troską, codziennością. Wiktoria jest moim domem, moją rodziną. I tylko przy niej wiem, czym jest szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej byłej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.