“Ola, a te twoje dodatkowe kilogramy?”
“Ola, a te twoje dodatkowe kilogramy? Czy to nie problem?” matka Tomka nie ustępowała. “Według mnie nie mam nic zbędnego, zwłaszcza że mój przyszły mąż je akceptuje. Nie wszyscy muszą być chudzielcami.” Ola ironicznie spojrzała na Elżbietę i matkę Tomka. Od takiej bezczelności Elżbieta zaróżowiła się ze złości.
“Mamo! Kupiłaś herbatę na odchudzanie? A nasiona chia? Po co dałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież zbędne kalorie! Tomek, znowu kupiłeś chleb drożdżowy? To niezdrowe! Rano trzeba wypić trzy szklanki wody, inaczej waga nie spadnie Gdzie moja woda?!” mniej więcej takie teksty Tomek słyszał od dziecka.
Jego matka i starsza siostra wiecznie przejmowały się swoją sylwetką. Teraz siostra miała już trzydzieści osiem lat, nigdy nie wyszła za mąż i przypominała Tomkowi wychudzonego, zgarbionego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Matka zaś wyglądała jak bardzo prosta, chuda drutówka.
Tak go to wkurzało, że zawsze ciągnęło go do ludzi radosnych, z apetytem na życie. I zawsze marzył, by jego przyszła żona różniła się od matki i siostry. I taką znalazł!
Miała na imię Ola. Ola Nawet jej imię było miękkie, przyjemnym i smacznym, jak pachnące ciastko. Nie, Ola nie była gruba. Ale przy wzroście sto siedemdziesiąt trzy centymetry ważyła osiemdziesiąt pięć kilogramów.
I te kilogramy promieniowały zdrowiem i dobrym humorem. Pełne piersi, wąska talia, kobiece kształty i dołeczki w pulchnych policzkach, które aż prosiły się, żeby je uszczypnąć. Całość wprawiła Tomka w niewypowiedziany zachwyt, gdy tylko ją zobaczył.
Pewnego wieczoru podwiózł siostrę do banku załatwić sprawy. Wzięła numer i usiadła na wskazanym miejscu. On zaś przechadzał się po holu, czekając.
Nagle usłyszał srebrzysty, dzwoniący śmiech. Był cichy, ale tak zaraźliwy, że Tomek mimowolnie się uśmiechnął. Tak bardzo chciał zobaczyć właścicielkę tego śmiechu, że nie wytrzymał i poszedł w jego stronę.
Śmiała się dziewczyna-obsługująca, która przyjmowała starszego klienta. Powiedział coś zabawnego, więc znów się roześmiała. A Tomek nie mógł od niej oderwać wzroku
Od włosów opadających falami, przez usta jak kokardka. Poza tym była całkiem przy ciele, co widać było gołym okiem
Wracał samochodem z siostrą, słuchając jej monotonnego gadania, ale myślami był nie tu, nie z Elżbietą, lecz tam, w banku, z tamtą dziewczyną.
“Tomek, słuchasz mnie?” zirytowana spytała siostra.
“Oczywiście, Elu, słucham.” wytężał pamięć, o czym właściwie mówiła.
“No więc mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka” narzekała siostra na kolejnego zalotnika. Tomek pokiwał ze współczuciem, cmoknął językiem, jakby mówił: “No niemożliwe, co za drań”
Następnego dnia, pod wieczór, pomknął do banku. Obiekt jego westchnień był na miejscu, i Tomek odetchnął z ulgą. Czekał do zamknięcia, wyciągnął z samochodu bukiet róż i podszedł do dziewczyny.
“Panno. A nie potrzebuje pani męża albo zięcia dla swojej mamy?” wydukał oklepane zdanie i podał jej kwiaty.
Pewnie miał tak zagubioną i zabawną minę, że roześmiała się dźwięcznie, ale róże wzięła.
“Boże Jaki zapach! Jak pięknie pachną!” zanurzyła twarz w kwiatach, wdychając aromat, a on się nią zachwycał
Od tamtej pory byli nierozłączni. Zdarza się w życiu, że spotykasz kogoś i wiesz to jest to, więcej nie trzeba szukać. Tak stało się z Tomkiem i Olą. Oświadczył się po miesiącu znajomości, a ona z radością przyjęła. Pozostało tylko przedstawić ją rodzicom.
Rodzice Oli przywitali go suto zastawionym stołem, pierogami, śmiechem i gwarem. Jej matka, okazała piękność, wycałowała go w oba policzki, wprawiając w niemałe zakłopotanie. Ojciec poklepał go po ramieniu jak starego znajomego i zaprowadził do kuchni.
“Z dala od kobiet, bo cię zamęczą. Ale nie martw się, Natalia Eugeniuszowa, mama Oli, to spokojna kobieta! Za to kocham ją już trzydzieści lat. A Ola to nasz diament. Dbaj o nią, synu.” ojciec Oli spojrzał na niego uważnie.
Potem długo siedzieli przy stole. Wszyscy jedli z apetytem, głośno się śmiali, opowiadając zabawne historie. Potem Jan Tomaszewicz, ojciec Oli, grał na gitarze, a reszta śpiewała. Tomek czuł się w tej rodzinie tak dobrze, jakby znał ich od zawsze
Trzy dni później udali się do rodziców Tomka. Po drodze wstąpili do cukierni, gdzie Ola kupiła ręcznie robione eklerki dla pań. O piątej byli na miejscu.
Drzwi otworzyła matka Tomka, Halina Antonina.
“O Cześć, kochani” patrzyła na Olę z zaskoczeniem i tak zastygła z otwartymi ustami, trzymając się klamki
“Mamo, też cię kocham. Może wejdziemy do środka?” Tomek delikatnie popchnął matkę i w końcu przekroczyli próg.
“Tak, oczywiście, synu. Proszę, proszę A ty chyba jesteś ta Ola, tak?” opanowała się i bezceremonialnie obrzuciła Olę z góry na dół spojrzeniem.
“Tak, to ja! Bardzo mi miło.” Ola wsunęła dłoń w dłoń Haliny Antoniny i weszła dalej. Matka Tomka stała jak wryta, wciąż patrząc na dziewczynę.
“Tato, Ela, mamo, to Ola, moja narzeczona, złożyliśmy już papiery i wkrótce ślub. Ola, a to moja rodzina. Siostra Elżbieta, mama Halina Antonina i tato Nikodem Stanisławowicz.” przedstawił narzeczoną.
Wiadomość o ślubie była widocznie niespodzianką dla rodziny Tomka, bo siedzieli cicho i lekko oszołomieni. W pokoju zapanowała cisza, słychać było tylko dźwięk sztućców
“No tak! Ola! Bardzo się cieszymy i witamy w rodzinie. A co tam macie, butelkę? O, to na miejscu! I jakieś słodkości, ale to dla was, dziewczyny.” ojciec Tomka, Nikodem Stanis



