Ola, a te twoje zbędne kilogramy?

**Dziennik Jana Kowalskiego 12 marca**

Jadwiga, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie ustępowała matka mojego przyjaciela, Piotra. Moim zdaniem nie mam nic do stracenia, zwłaszcza że mój przyszły mąż akceptuje mnie taką, jaka jestem. Nie każda musi być jak patyczek i truskawka. śmiesznie odparła Jadwiga, przyglądając się Olgierdzie i matce Piotra. Olgierdzie rozbłysła gniewem.

Mamo! Kupiłaś herbatę odchudzającą? A nasiona chia? Po co wsadziłaś tyle masła do owsianki, to czyste kilogramy! Piotr, znowu kupiłeś chleb na zakwasie? To niezdrowe! Rano trzeba wypić trzy szklanki wody, inaczej waga nie spadnie Gdzie jest moja woda? takie słowa słyszałem od Piotra od dzieciństwa.

Jego matka i starsza siostra nieustannie dręczyły się swoim wyglądem. Siostra już miała 38 lat, nigdy nie wyjawiła się w małżeństwie i przypominała zgarbionego konia z niekończącym się apetytami. Matka była sztywna niczym prosta szpilka.

Mi to dosyć doskwierało, więc sam szukałem ludzi radosnych, z apetytem do życia. Marzyłem, by moja przyszła żona różniła się od mojej matki i siostry. I znalazłem ją!

Nazywała się Elżbieta. Jadwiga Nazwa jej była miękka, przyjemna i słodka, niczym świeży rogalik. Nie była otyła, ale przy wzroście 173cm ważyła 85kg. Te kilogramy emanowały zdrowiem i dobrym humorem. Wysokie piersi, smukła talia, kobiece kształty i dołeczki na pulchnych policzkach, które aż prosiły się o ugryzienie. Gdy ją zobaczyłem, serce zabiło mi szybciej niż zwykle.

Pewnego wieczoru zawiozłem siostrę do banku w centrum Warszawy. Wzięła talon i usiadła w wyznaczonym fotelu, a ja krążyłem po holu, czekając. Nagle usłyszałem cichy, dzwoniący jak dzwoneczek śmiech. Był lekki, ale tak zaraźliwy, że nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Z ciekawości podążyłem za dźwiękiem.

Śmiała się kasjerka przy okienku, obsługująca starszego klienta. Mężczyzna powiedział coś zabawnego, a ona wybuchła jeszcze głośniej. Nie mogłem oderwać od niej oczu włosy falowały, usta ułożone w delikatny uśmiech, a sylwetka była po prostu idealna.

W samochodzie z siostrą gadałem monotonnym tonem, ale myślami byłem już w banku, przy tej uśmiechniętej dziewczynie.

Piotr, słuchasz mnie? zapytała siostra niezadowolona.

Oczywiście, Olgierdzie, słucham. wymamrotałem, próbując zrozumieć, o co jej chodzi.

Mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowane piersi z kurczaka, narzekała o swoim stałym adoratorze. Potaknąłem współczująco, językiem przygryzając, jakby to był kolejny niewdzięczny facet.

Następnego dnia, pod koniec popołudnia, pojechałem do banku. Moje marzenie było już w zasięgu ręki, a ja odetchnąłem z ulgą. Gdy bank się zamknął, wyciągnąłem z samochodu bukiet róż i podszedłem do Elżbiety.

Pani, nie potrzebuje pan męża, czy może panowi matka pana potrzebuje nowego syna? wyplątałem nerwowo, podając kwiaty.

Mój wygląd był tak zakłopotany, że wybuchła śmiechem, ale przyjęła róże.

Boże, jaka piękność! Jak cudownie pachną! zanurzyła twarz w kwiatach, wdychając aromat, a ja patrzyłem na nią z rosnącą zachwytem.

Od tego czasu byliśmy nierozłączni. Zdarza się w życiu spotkać kogoś, kto wydaje się przeznaczony i już nie musisz szukać dalej. Tak stało się ze mną i Elżbietą. Po miesiącu znajomości złożyłem jej oświadczyny, a ona przyjęła je z radością. Zostało tylko poznać rodziców.

Rodzice Jadwigi przyjęli mnie przy stole bogato zastawionym piernikami, śmiechem i gwarami. Mama Jadwigi, piękna i dostojna, pocałowała mnie w oba policzki, aż mnie zawstydziła. Ojciec uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i zaprowadził do kuchni.

Trzymaj się z dala od kobiet, bo cię przytłoczą. Ale nie martw się, pani Natalia, matka Jadwigi, to spokojna kobieta! Kocham ją już trzydzieści lat. A nasza Jadwiga to prawdziwy diament. Dbaj o nią, synu. rzekł ojciec, patrząc na mnie uważnie.

Wieczorem zebraliśmy się przy stole, jedliśmy z apetytem, opowiadaliśmy zabawne historie. Potem Iwan, ojciec Elżbiety, wziął gitarę, a my wszyscy śpiewaliśmy razem. Czułem się w tej rodzinie tak, jakby znał ich od zawsze.

Trzy dni później pojechaliśmy do domu rodziców Piotra. Po drodze wpadliśmy do cukierni, gdzie Jadwiga kupiła ręcznie robione eklerki dla pań. O piątej po południu byliśmy na miejscu.

Drzwi otworzyła matka Piotra, Galia Aniela.

O witajcie, kochani powiedziała, patrząc zaskoczona na Elżbietę i zastygnęła przy drzwiach, trzymając się za futrynę.

Mamo, też cię kocham. Może nie stoimy na progu, tylko wejdziemy do środka? szepnąłem do matki, i weszliśmy.

Oczywiście, synu. Proszę, proszę A wy, jesteście chyba tą samą Jadwigą, prawda? spojrzała na Elżbietę od stóp po głowę.

Tak, ja Jadwiga! Miło cię poznać. podałam dłoń Galii i przeszłam do środka. Matka Piotra stała wciąż zdumiona.

Tato, Olgierdzie, mama, to Jadwiga, moja narzeczona, złożyliśmy wniosek i wkrótce będzie wesele. Jadwiga, oto moja rodzina: siostra Olgierdzie, mama Galia Aniela i tata Mikołaj Siergiejewicz. przedstawiłem moją narzeczoną rodzinie.

Wieść o weselu wywołała niedowierzanie wśród bliskich Piotra, którzy usiedli cicho, słysząc jedynie stukot sztućców.

Jadwiga! Cieszę się, że jesteście z nami. Macie może butelkę szampana? To w sam raz! A jakieś słodkości, ale dla was, dziewczyny. rozluźnił atmosferę tata Mikołaja.

Nie, nie jemy ciast, zwłaszcza wieczorem. Co wy, Jadwiga Galia odsunęła niechętnie pudełko ze słodyczami.

Wy nie jecie, a my jemy! Dajcie tę paczkę, zobaczymy, co w niej jest. Myślę, że Jadwiga nic złego nie przyniesie. Tak, Jadwiga? wesoło zapytał tata.

Po chwili wszyscy zasiedli przy stole. Na stole czekolada, lekkie przekąski i butelka prosecco. Odkręciliśmy wino, stuknęliśmy kieliszkami, po czym znów zapanowała nieco niezręczna cisza.

Mamo, poznałem rodziców Jadwigi. Są wspaniali. Spodobali się wam? powiedziałem, chcąc przełamać milczenie. Jadwiga przyglądała się kieliszkom, a Olgierdzie nie odrywała wzroku od Jadwigi. Tata opowiadał anegdotę, wszyscy się śmiali, a napięcie nieco opadło.

Jadwiga, nie martw się, mam świetnego specjalistę. Połączę cię z nim, a on pomoże rozwiązać twój problem. nagle wtrąciła się mama.

Problem? Nie mam żadnych problemów. przyznała się Jadwiga, zaskoczona.

A więc? Jadwiga, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? ponowiła matka Piotra, nie ustępując.

Uważam, że nie mam zbędnych kilogramów, a mój przyszły mąż je akceptuje. Nie każda musi być jak patyczek i truskawka. odparła żartobliwie, patrząc na Olgierdzie i mamę Piotra. Olgierdzie podjęła się gniewnie.

Jadwiga, masz dwadzieścia kilogramów za dużo! To niezdrowe. A kiedy urodzisz, nie wiem, co z tobą będzie wtrąciła się Olgierdzie.

Kiedy urodzę, będę piękniejsza, a przy mnie będzie mój kochany mąż i dziecko. A ty, Olgierdzie, jesteś zamężna? Pewna jestem, że szczupłej kobiecie powinien przyjść przystojny facet i przynajmniej dwoje dzieci odpowiedziała Jadwiga, zjadając ciastko.

Olga wstrzymała oddech, chciała coś powiedzieć, ale Mikołaj przerwał konflikt, napełnił kieliszki i wzniósł toast.

Za kobiety tej rodziny, różne, ale kochane!

Wyszliśmy na ulicę po godzinie. Spojrzeliśmy na siebie, westchnęliśmy w unison i nagle wybuchnęliśmy śmiechem.

Nie spodziewałam się, że przyszła teściowa powie mi, że jestem pulchna.

Jadwiga, kochana, jesteś piękna i to wiesz! A matka i siostra? Wybacz im, nie da się zmienić rodziny.

Wesele ustalone na 25 sierpnia przyciągnęło krewnych i przyjaciół do urzędu stanu cywilnego, a potem do restauracji.

Panna młoda lśniła w eleganckiej sukni, podkreślającej kobiecą figurę. Pan młody nie odrywał od niej wzroku. Matka panny młodej, Natalia Eugeniuszowa, nie ustępowała w pięknie i wdzięku. Sukienka idealnie podkreślała jej sylwetkę. Mężczyźni nie mogli oderwać od niej oczu. Była zupełnym kontrastem do sztywnej, niskiej teściowej, ukrytej w matowym stroju. Siostra Piotra, Olgierdzie, była kopią swojej matki, tylko młodsza.

Muzyka rozbrzmiała, a nowożeńcy ruszyli w pierwszy taniec. Wirujący pod nuty, nie było nikogo poza nimi dwoma. Goście patrzyli, zachwyceni.

Cóż Pannie młodej nie zaszkodziłoby trochę schudnąć. Jest ogromna, a sukienka nie dopasowuje się do jej wymiarów. usłyszałem z niechęcią głos matki Piotra.

Mówi się, że słowo nie w leci, jak ptak, którego nie złapiesz Nina, matka Piotra, chciała odwrócić sytuację, ale było już za późno, usłyszała ją cała sala.

Poza tym, wielu mężczyzn nie szuka kobiet na kość. Wolą żywe, normalne kobiety. Wasz syn jest jedną z nich. A wy, pani, bądźcie ostrożniejsze, bo ja, choć delikatna, jestem nerwowa. Nie wytrzymam, gdy sprawa dotyczy mojej córki. wtrąciła się Natalia, podnosząc ręce.

Kobiety wymieniały się spojrzeniami. Natalia wściekła, a Nina przerażona. Sytuację szybko rozładował Iwan, ojciec Elżbiety, który wziął gitarę i powiedział:

Dziewczyny! Widzicie, już się zaprzyjaźniłyśmy. Muszę jednak pożyczyć wam moją żonę, droga Galia! Natalia, zapraszam cię do tańca.

Złapawszy Elżbietę za talię, wirowali w walcu. Muzyka wypełniała salę, twarze promieniały radością. Wesela brzmiało i tańczyło, jak w znanej piosence.

Wierzę, że młodzi będą żyć szczęśliwie, pożywią się miłością i dobrocią. Bo to najważniejsze, prawda?

**Lekcja:** nie pozwól, by cudze opinie o twoim ciele decydowały o twoim szczęściu; najważniejsze są akceptacja i miłość, które nosisz w sercu.

Rate article
Fajna Tajna
Ola, a te twoje zbędne kilogramy?