Oksana, jesteś zajęta? – zapytała mama, zaglądając do pokoju córki. – Chwilkę, mamo. Wyślę maila i zaraz ci pomogę – odpowiedziała Oksana, nie odrywając wzroku od ekranu. – Majonezu brakuje do sałatki. Źle wyliczyłam. I zupełnie zapomniałam o koperku. Może pobiegniesz do sklepu, zanim zamkną? – Dobrze. – Przepraszam, że cię ciągle zawracam. Już fryzurę zrobiłaś… Głowa mi pęka od tych przygotowań do świąt – westchnęła mama. – Już idę. – Oksana zamknęła laptopa i odwróciła się do mamy. – Co mówiłaś? Założyła kozaki i płaszczyk, ale na głowę czapki nie włożyła, żeby nie zrujnować fryzury. Sklep był tuż obok w sąsiednim bloku, nie zdąży zmarznąć. Na dworze lekki mróz, drobniutki śnieg – jak z polskiej bajki na Wigilię. W sklepie niemal pusto – tylko ci, którzy w ostatniej chwili zapomnieli czegoś kupić. Koperek został już tylko w zestawie z pietruszką i szczypiorkiem, nie pierwszej świeżości. Oksana chciała zadzwonić do mamy i zapytać, czy taki może być, ale przypomniała sobie, że nie zabrała telefonu. Po krótkim namyśle wzięła zestaw ziół, z niemal pustej półki zgarnęła opakowanie majonezu, zapłaciła w kasie i wyszła na zewnątrz. Nie zdążyła odejść od sklepu, gdy zza rogu wyjechał samochód i oślepił ją światłami. Oksana uskoczyła na bok. Obcas buta poślizgnął się na nierównej warstwie lodu ukrytej pod cienką warstwą śniegu. Noga się podwinęła i Oksana runęła na chodnik. Torebka odleciała w bok. Próbowała wstać, lecz kostka zapiekła takim bólem, że aż popłynęły jej łzy. Wokół nikogo, telefonu brak. Co robić? Nie zauważyła nawet, jak za nią cicho zatrzasnęły się drzwi od auta… – Nic pani się nie stało? – Nad nią pochylił się młody mężczyzna. – Może mogę pomóc? Proszę się oprzeć… – Chyba złamałam nogę przez pańską nieuwagę. Jeździcie tymi samochodami, a drogę zamieniliście tu w lodowisko – wyjęczała Oksana przez łzy, ignorując wyciągniętą dłoń. – Sama jesteś sobie winna. Po co na obcasach biegać po nocy? – Odczep się – burknęła i pociągnęła nosem Oksana. – Chcesz tu siedzieć do rana? Dobra, nie jestem seryjnym mordercą. Gdzie mieszkasz? – Tam. – Oksana wskazała ręką sąsiedni blok. Mężczyzna nagle zniknął. Po chwili jednak usłyszała warkot silnika – auto cofnęło, zatrzymało się tuż przy niej. – Teraz cię podniosę, postaraj się tylko nie stawać na bolącej nodze. Raz, dwa, trzy – i zanim Oksana zdążyła zaprotestować, już stała na jednej nodze, druga podkurczona. – Wytrzymasz? – zapytał, trzymając ją jedną ręką, drugą otwierając drzwi samochodu. – No, trzymaj się mnie i wsiadaj. – Torebka! – krzyknęła, siadając na siedzeniu. Podniósł jej torebkę, wsunął na tylne siedzenie. Pod blokiem pomógł jej wysiąść i wziął ją na ręce. Noga zamknęła drzwi samochodu. Pod klatką zapytał: – Klucze masz w torebce? Jest ktoś w domu? – Mama. – To wykręć kod i poproś mamę, żeby otworzyła drzwi. W bloku nie było windy, więc musiał nieść Oksanę na rękach aż na trzecie piętro. Widziała, jak po skroniach spływają mu krople potu… „Tak ci trzeba!” – pomyślała złośliwie. – Proszę mnie już postawić, dalej sama dam radę – poprosiła Oksana pod drzwiami mieszkania. Milczał, tylko dyszał ciężko. Drzwi nagle się otworzyły – stanęła w nich mama. – Oksana? Co tu się dzieje? – Proszę przynieść krzesło – zwrócił się do przerażonej mamy, pozwolił Oksanie usiąść, przyklęknął na jedno kolano. – Co pan robi, ona cierpi! – krzyknęły niemal jednocześnie mama i córka. – To tylko skręcenie. Jestem lekarzem. Proszę przynieść lód! – rozkazał stanowczo. Mama bez słowa poleciała do kuchni, wróciła z mrożonym kurczakiem. – Proszę przyłożyć do kostki – polecił. Sam już sięgał po drzwi. – Pan wychodzi? – zapytała przestraszona Oksana. – Zejdę do auta po bandaż. Przyniosę też twoją torebkę – rzucił, wychodząc. Mama zaczęła Oksanie zadawać nerwowe pytania, podejrzewając wszystko, nawet oszustwo. Zadzwonił domofon; wrócił mężczyzna z jej torebką. Uklęknął na kurtce i zabrał się do nastawiania nadwyrężonej kostki. Zarówno Oksana, jak i mama patrzyły na niego z narastającą ulgą – i wdzięcznością, gdy okazało się, że naprawdę zna się na rzeczy. – Zostanie pan z nami na kolacji? Do północy niedaleko, a u nas wszystko gotowe! – zaproponowała mama. – Z przyjemnością, jeśli nie będę przeszkadzał. Tak właśnie Oksana, jej mama i poznany przypadkiem doktor chirurg Valery spotkali Nowy Rok – początek zupełnie nowego życia… Bo jak spędzisz Sylwestra, tak minie cały rok.

Zajęta jesteś, Aniu? zapytała mama, zaglądając do mojego pokoju.

Jeszcze minutka, mamo. Kończę wysyłać maila i już Ci pomagam odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od ekranu.

Skończył mi się majonez do sałatki. Źle policzyłam. I koperku zapomniałam kupić. Może skoczysz jeszcze do sklepu, zanim zamkną?

Jasne, pójdę.

Przepraszam, że Cię proszę. Fryzurę już zrobiłaś, a ja już nie ogarniam przez te święta westchnęła mama.

To już, zamykam laptopa powiedziałam, odwracając się do niej.

Założyłam kozaki, zarzuciłam płaszcz, ale czapki nie wzięłam, żeby nie zniszczyć uczesania. Sklep mamy pod blokiem nie zdążę zmarznąć. Na dworze lekki mróz, sypie drobny śnieg prawdziwa sylwestrowa atmosfera.

W sklepie pusto, tylko ci, którzy, podobnie jak ja, coś zapomnieli. Koperek był już tylko miksowany z natką pietruszki i szczypiorkiem, trochę zwiędły. Chciałam zadzwonić do mamy, zapytać, czy może być taki, ale okazało się, że zostawiłam telefon w domu. Chwilę się wahałam, i tak go wzięłam, do tego paczkę majonezu z już przetrzebionej półki. Zapłaciłam przy kasie i wyszłam na zewnątrz.

Ledwo odeszłam od drzwi sklepu, za zakrętu wyskoczył samochód i oślepił mnie światłami. Odruchowo cofnęłam się na bok. Obcas kozaka poślizgnął się na lodzie pod cienką warstwą śniegu. Noga się podwinęła, upadłam ciężko na chodnik. Siatka z zakupami poleciała kilka metrów dalej.

Z jękiem spróbowałam się podnieść, ale ból w kostce był tak ostry, że łzy napłynęły mi do oczu. Wokół ani żywej duszy, telefonu nie miałam. Co robić? Nie słyszałam, jak za mną cicho trzasnęły drzwi auta.

Nic ci się nie stało? Nachylił się nade mną młody mężczyzna. Dasz radę wstać? Pomogę wyciągnął do mnie rękę.

Chyba złamałam nogę. To pana wina, jeździcie tymi samochodami, drogę zamieniliście w lodowisko! syknęłam z płaczem, ignorując jego wyciągniętą dłoń.

Trzeba uważać, po co na obcasach, w nocy chodzić?

Idź pan odburknęłam, pociągając nosem.

Zamierzasz tu siedzieć do rana? Bez sensu. Nie jestem mordercą ładnych dziewczyn. Gdzie mieszkasz?

Tam wymamrotałam, wskazując blok obok.

Facet nagle zniknął. Po chwili usłyszałam szum silnika cofnął samochód i zaparkował przy mnie.

Teraz Cię podniosę, staraj się nie stawać na kontuzjowanej nodze. Raz, dwa, trzy i zanim zdążyłam zaprotestować, mocno chwycił mnie i delikatnie postawił na nogi. Druga od razu podkuliłam.

Stoisz? upewnił się, podtrzymując mnie, równocześnie otwierając drzwi auta. Trzymaj się mnie i siadaj.

Moja siatka! krzyknęłam, pakując się na siedzenie.

Odniósł zakupy, położył na tył. Przy klatce znów mi pomógł wysiąść, potem po prostu wziął mnie na ręce i nogą zamknął drzwi auta.

Przed wejściem do klatki się zatrzymał.

Klucze w torbie? Ktoś w domu jest?

Mama.

To wybierz kod i poproś mamę, żeby otworzyła.

W bloku nie było windy. Musiał mnie zanieść na trzecie piętro po schodach. Objęłam go za szyję i czułam, jak coraz cięże mu oddychać. Przy słabym świetle klatkowym widziałam, jak poci się z wysiłku. Dobrze ci tak, pomyślałam mściwie.

Postaw mnie, dalej dam radę poprosiłam pod drzwiami mieszkania.

Milczał, tylko głośno łapał oddech. Drzwi nagle się otworzyły w nich stała zszokowana mama.

Ania? Co się dzieje?

Mężczyzna praktycznie przeforsował ją do mieszkania. Ostrożnie postawił mnie na ziemi, głęboko odetchnął.

Proszę przynieść krzesło polecił mamie, która zbiła się przy wieszaku.

Mama przyciągnęła krzesło z kuchni. Usiadłam z ulgą, wyprostowałam nogę. On klęknął przede mną.

O co chodzi? zdenerwowała się mama.

On jakby jej nie słyszał. Trzymając moją nogę jedną ręką, drugą gwałtownie rozpiął zamek od kozaka. Krzyknęłam z bólu.

Co pan wyprawia? To boli! niemal równocześnie wykrzyknęłyśmy z mamą, patrząc z przerażeniem, jak kostka momentalnie puchnie i sinieje przez rajstopy.

Zadzwonię po karetkę zdecydowała mama.

To tylko zwichnięcie. Jestem lekarzem. Potrzebny lód, szybko rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Mama bez słowa zniknęła w kuchni i wróciła z zamrożonym kurczakiem owiniętym w folię.

Przyłóżcie do kostki rzucił i ruszył do drzwi.

Pan wychodzi? spytałam zdenerwowana.

Zejdę po elastyczny bandaż do samochodu. Przyniosę też twoją torbę odpowiedział i wyszedł.

Zostawiłaś torbę u niego w samochodzie? Ania, kto to w ogóle był? mama kucnęła przy mnie, przykładając lód.

Zabolało, aż wciągnęłam ostro powietrze.

Wyszedł samochodem zza rogu, ja się potknęłam i upadłam. Zaniósł mnie do domu. Nic więcej nie wiem.

Może to złodziej, zaraz ucieknie z twoją torbą! Może zadzwonić na policję? zaszeptała mama.

Jaką policję, mamo. Jakby chciał mnie okraść, zostawiłby mnie tam w śniegu, a nie niósł do mieszkania.

Sama nie wiem zamyśliła się mama.

W tej chwili zadzwonił domofon.

To on. Otwórz drzwi, mamo poprosiłam.

Facet wszedł, spojrzał uważnie na mnie i mamę, odstawił moją torbę na komodę.

Sprawdźcie, czy wszystko jest powiedział, ściągnął kurtkę i klęknął na niej przy mnie.

Teraz zaboli. Trzeba nastawić staw. Trzymaj się mocno krzesła ostrzegł.

Złapał moją stopę, lekko ją wyprostował. Sapałam z bólu, zagryzając wargi.

Coś się przypala rzucił nagle do mamy, zerkając do kuchni.

Mama pognała sprawdzić.

W tym czasie poczułam taki przeszywający ból w kostce, aż zrobiło mi się ciemno przed oczami. Kręgosłup przeszedł dreszcz.

Spokojnie, zaraz będzie lepiej szepnął.

Mama wróciła z kuchni, wstrzymała się widząc mnie popłakującą.

Mięsa nie przypaliłam, tylko się przestraszyłam zaczęła niepewnie, a on jej przerwał.

To już, staw nastawiony. Boli, ale kilka dni i przejdzie. Nie obciążaj nogi powiedział, pomagając opuścić stopę na podłogę, podniósł się i założył kurtkę.

Dziękuję panu. Przepraszam za to, co o panu pomyślałam powiedziała mama. Może zostanie pan na kolacji? Do północy niewiele zostało. Pewnie nie zdąży pan wrócić do siebie, a ja mam wszystko gotowe dodała szybko.

Facet zawahał się.

Jeśli nie będę przeszkadzać, to zostanę.

Ależ skąd, chętnie! Pomógłby pan szampana otworzyć mama uśmiechnęła się figlarnie.

Mamo! skarciłam ją spojrzeniem.

Co? Ja wyjmę mięso z piekarnika, a pan odprowadzi Anię do pokoju powiedziała.

Oparłam się na nim, podskoczyłam do kanapy. Kilka razy spróbowałam postawić nogę. Bolało mocno, ale można było wytrzymać. Miło było czuć jego dłoń wokół talii.

Dziękuję powiedziałam, wyciągając bolącą nogę.

Nie ma za co. To w sumie moja wina odezwał się.

Nie, to ja spanikowałam. Jak się pan nazywa?

Marek. A możemy już być na ty?

Jasne. A ty naprawdę jesteś lekarzem?

Chirurgiem. Wpadłem do sklepu coś kupić… usiadł na kanapie obok mnie.

Żona na pewno czeka w domu, denerwuje się.

Odeszła pół roku temu. Miała dość wiecznie nieobecnego męża. Nawet w weekendy i święta dyżury, dyżury… Zabrała córkę i została z matką.

Wyglądam fatalnie mruknęłam speszona.

Wcale nie uśmiechnął się ciepło.

Tak spędziliśmy sylwestra we troje. Jak się Nowy Rok zacznie, taki będzie cały mówi stare porzekadło.

Kiedy Marek wyszedł, poszłyśmy z mamą spać. Długo nie mogłam zasnąć. Cały czas czułam na sobie dotyk Marka, jak mnie niósł na rękach. Takie rzeczy trudno zapomnieć.

Rano noga spuchnięta jeszcze bardziej, bandaż ściska, ale dało się chodzić.

Nie ukrywam, że się ucieszyłam, gdy przyszedł następnego dnia. Odwinął bandaż, obejrzał, znów zawinął.

Już dobrze. Stawać możesz?

Przeszliśmy już na ty Mogę odpowiedziałam.

Herbaty? zaproponowała mama.

Następnym razem. Jadę na dyżur.

Przyjedziesz jeszcze? wypaliłam od razu.

Uśmiechnął się tylko.

Dwa miesiące później zamieszkałam z Markiem.

Nie ma jeszcze rozwodu A jak żona wróci? kręciła głową mama, gdy pakowałam walizkę.

Nie wróci. Marek powiedział, że ona ma już kogoś.

Jakoś szybko to wszystko

Minął rok. To był szczęśliwy rok, choć wartki i trochę nerwowy. Bywałam zazdrosna, gdy jeździł do córki. Spotykał się wtedy z żoną widziałam jej zdjęcie. Piękna.

Mieszkając razem, coraz lepiej rozumiałam jego żonę. Markowi ciągle wypadały nagłe dyżury nawet w święta i noce. Młode pielęgniarki Nie sposób się nie zakochać w takim człowieku. Ale gdy był przy mnie byłam najszczęśliwsza.

Rok minął. Marek nie rozwiódł się, to bolało najbardziej. Mama wciąż tłukła mi do głowy, żebym z nim porozmawiała i postawiła sprawę jasno. Byłam jednak zbyt zalękniona.

W sylwestra krzątałam się w kuchni. W salonie migała lampkami choinka, przygotowałam nową sukienkę. Sprawdzałam mięso i zadzwonił telefon. Marek właśnie rozmawiał przez komórkę przy oknie.

Dobrze, zaraz podjadę powiedział do słuchawki.

Znów do szpitala? zapytałam, ledwo powstrzymując łzy.

Nie. Żona dzwoniła. Mała czeka, płacze, nie chce pójść spać beze mnie. Jadę szybko i wracam.

Marku, do północy zostały niecałe trzy godziny głos mi zadrżał.

Już jadę. Położę małą, dam prezent, zaraz wrócę. Cmoknął mnie w policzek i wyszedł.

Starałam się nie zazdrościć, nie denerwować, ale nie wychodziło mi to. Wszystko przygotowałam, przebrałam się, a czas nieubłaganie płynął, Markowi nie było. Nie dzwoniłam może prowadził. Wysłałam mu wiadomość, ale nie odpowiedział.

Zmęczona czekaniem i niepewnością, ogarnęłam stół, zgasiłam świece. Bardziej niż kiedykolwiek rozumiałam jego żonę. Może mama ma rację żona wróci, a co będzie ze mną? Kocham Marka.

Nie mogłam już czekać. Przypomniałam sobie o pani Zosi z parteru nigdy nie miała rodziny. Marek opowiadał, że całe życie mieszkała sama. Teraz i ja byłam sama. Nowy Rok samej to nie w porządku.

Wzięłam dwa pojemniki jeden z sałatką, drugi z kawałkiem tortu i zeszłam na dół.

Pani Zosia długo nie otwierała. Gdy wreszcie przekręciła zamek, spojrzała nieufnie zza drzwi.

Upiekłam tort i zrobiłam sałatkę. Pozwoli pani, że się podzielę?

Proszę, wchodź odparła.

Była maleńka, drobna, bardzo schorowana. W mieszkaniu czyściutko, ale żadnej choinki, ani stołu świątecznego. Tylko cicho brzęczał mały telewizor.

Proszę, postawię tutaj zajęłam miejsce przy stole.

Dziękuję, usiądź kochanie. Zaraz zrobię herbatę powiedziała i poszła do kuchni.

Ty z Markiem Adamczykiem mieszkasz? zapytała przy herbacie.

Tak.

Pokiwała głową, jakby wyraziła aprobatę.

Jego żona na nikogo nie patrzyła, nawet dzień dobry nie mówiła. Tylko sobą się zajmowała, do pracy nie chodziła. Ty inna jesteś. Znowu go wezwali do szpitala?

Pojechał do córki.

Pani Zosia znowu pokiwała głową.

Wróci, nie bój się. Mądry, dobry.

A pani samotna?

Całe życie sama. Trzeba było urodzić, ale co teraz to zmieni… Też miałam kiedyś kogoś. Przyjaciółka mi go zabrała.

Jak to?

Po maturze poszłam do szkoły pielęgniarek, do miasta, a mój Janek został na wsi. W Sylwestra chciałam z nim być po lekcjach, ale autobus się popsuł, koło złapało kapcia. Już ciemniało, komórek nie było. Kierowca poszedł po pomoc, a my zostaliśmy. Nowy Rok się zbliżał.

Ruszyłam piechotą, myśląc, że tak szybciej dojdę. Śnieg sypał, potem zaczął wiać lodowaty wiatr, zamieć jak z bajki, ale szłam dalej. Młoda byłam, miłość dawała siłę. Myślałam, może autobus mnie dogoni…

Nowy Rok zastał mnie w trasie. Doszłam do domu z odmrożonymi policzkami i palcami. Cztery dni byłam nieprzytomna. Potem koleżanka powiedziała, że Janek z nią, że jest od niego w ciąży.

Próbował ze mną rozmawiać, ale go odtrąciłam, nie przebaczyłam. Dumna byłam. Wyjechałam, nie zobaczyłam go więcej. Potem dopiero dowiedziałam się, że sobie wszystko wymyśliła, a Janek zapił się na śmierć pod własnym domem. Dobry chłopak był westchnęła.

Nigdy już nie byłam z nikim. Trzeba było wtedy wybaczyć, porozmawiać. Całe życie inne by było otarła łzę.

Widziałam was przez okno. Marek nigdy nie był taki szczęśliwy z tamtą. Jak kochasz, wybacz mu, nie zazdrość. Wyjedźcie gdzieś, nie pozwól sobą pomiatać. Nie rób moich błędów. Rób to, co serce ci dyktuje.

Wróciłam do siebie, schowałam wszystko do lodówki. Marek wrócił dopiero rano.

Przepraszam. Nie wiem, co się stało. Chyba coś mi dolała do herbaty, bo dopiero teraz się obudziłem z bólem głowy.

Dlaczego nie rozwiedziesz się z nią? Nadal ją kochasz?

Nie. Gdybyś ją znała, nie pytałabyś. Kocham swoją córkę. Wiem, że czekałaś na mnie i wymyśliłaś sobie różne rzeczy. Nic się nie wydarzyło. Wierzysz mi?

Podeszłam, przytuliłam się i spojrzałam mu w oczy.

Wyjedźmy. Może na Mazury? Lekarze są potrzebni wszędzie. Jesteś świetnym chirurgiem

Nie mam teraz siły na takie decyzje. Pogadamy potem, dobrze? Kocham cię.

Usnął prawie od razu. Patrzyłam na niego i powtarzałam słowa pani Zosi.

Córka jeszcze malutka. Dzieci szybko zapominają. Marek nie mieszka z żoną już od pół roku. Pewnie ona zrobiła to specjalnie, byle rozbić nasze szczęście. Ale ja się nie poddam. Będę walczyć. Po przebudzeniu musimy o tym porozmawiać

Wyłączyłam światełka na choince i położyłam się przy Marku, otulając go ramieniem.

Kocham cię. To jedno słowo nie wystarcza. Kocham. Ciebie. Różnie można to powiedzieć. Ale kocham cię.

Kiedy kochasz, możesz wybaczyć wszystko Poza jednym kiedy ktoś przestaje cię kochać.

Rate article
Fajna Tajna
Oksana, jesteś zajęta? – zapytała mama, zaglądając do pokoju córki. – Chwilkę, mamo. Wyślę maila i zaraz ci pomogę – odpowiedziała Oksana, nie odrywając wzroku od ekranu. – Majonezu brakuje do sałatki. Źle wyliczyłam. I zupełnie zapomniałam o koperku. Może pobiegniesz do sklepu, zanim zamkną? – Dobrze. – Przepraszam, że cię ciągle zawracam. Już fryzurę zrobiłaś… Głowa mi pęka od tych przygotowań do świąt – westchnęła mama. – Już idę. – Oksana zamknęła laptopa i odwróciła się do mamy. – Co mówiłaś? Założyła kozaki i płaszczyk, ale na głowę czapki nie włożyła, żeby nie zrujnować fryzury. Sklep był tuż obok w sąsiednim bloku, nie zdąży zmarznąć. Na dworze lekki mróz, drobniutki śnieg – jak z polskiej bajki na Wigilię. W sklepie niemal pusto – tylko ci, którzy w ostatniej chwili zapomnieli czegoś kupić. Koperek został już tylko w zestawie z pietruszką i szczypiorkiem, nie pierwszej świeżości. Oksana chciała zadzwonić do mamy i zapytać, czy taki może być, ale przypomniała sobie, że nie zabrała telefonu. Po krótkim namyśle wzięła zestaw ziół, z niemal pustej półki zgarnęła opakowanie majonezu, zapłaciła w kasie i wyszła na zewnątrz. Nie zdążyła odejść od sklepu, gdy zza rogu wyjechał samochód i oślepił ją światłami. Oksana uskoczyła na bok. Obcas buta poślizgnął się na nierównej warstwie lodu ukrytej pod cienką warstwą śniegu. Noga się podwinęła i Oksana runęła na chodnik. Torebka odleciała w bok. Próbowała wstać, lecz kostka zapiekła takim bólem, że aż popłynęły jej łzy. Wokół nikogo, telefonu brak. Co robić? Nie zauważyła nawet, jak za nią cicho zatrzasnęły się drzwi od auta… – Nic pani się nie stało? – Nad nią pochylił się młody mężczyzna. – Może mogę pomóc? Proszę się oprzeć… – Chyba złamałam nogę przez pańską nieuwagę. Jeździcie tymi samochodami, a drogę zamieniliście tu w lodowisko – wyjęczała Oksana przez łzy, ignorując wyciągniętą dłoń. – Sama jesteś sobie winna. Po co na obcasach biegać po nocy? – Odczep się – burknęła i pociągnęła nosem Oksana. – Chcesz tu siedzieć do rana? Dobra, nie jestem seryjnym mordercą. Gdzie mieszkasz? – Tam. – Oksana wskazała ręką sąsiedni blok. Mężczyzna nagle zniknął. Po chwili jednak usłyszała warkot silnika – auto cofnęło, zatrzymało się tuż przy niej. – Teraz cię podniosę, postaraj się tylko nie stawać na bolącej nodze. Raz, dwa, trzy – i zanim Oksana zdążyła zaprotestować, już stała na jednej nodze, druga podkurczona. – Wytrzymasz? – zapytał, trzymając ją jedną ręką, drugą otwierając drzwi samochodu. – No, trzymaj się mnie i wsiadaj. – Torebka! – krzyknęła, siadając na siedzeniu. Podniósł jej torebkę, wsunął na tylne siedzenie. Pod blokiem pomógł jej wysiąść i wziął ją na ręce. Noga zamknęła drzwi samochodu. Pod klatką zapytał: – Klucze masz w torebce? Jest ktoś w domu? – Mama. – To wykręć kod i poproś mamę, żeby otworzyła drzwi. W bloku nie było windy, więc musiał nieść Oksanę na rękach aż na trzecie piętro. Widziała, jak po skroniach spływają mu krople potu… „Tak ci trzeba!” – pomyślała złośliwie. – Proszę mnie już postawić, dalej sama dam radę – poprosiła Oksana pod drzwiami mieszkania. Milczał, tylko dyszał ciężko. Drzwi nagle się otworzyły – stanęła w nich mama. – Oksana? Co tu się dzieje? – Proszę przynieść krzesło – zwrócił się do przerażonej mamy, pozwolił Oksanie usiąść, przyklęknął na jedno kolano. – Co pan robi, ona cierpi! – krzyknęły niemal jednocześnie mama i córka. – To tylko skręcenie. Jestem lekarzem. Proszę przynieść lód! – rozkazał stanowczo. Mama bez słowa poleciała do kuchni, wróciła z mrożonym kurczakiem. – Proszę przyłożyć do kostki – polecił. Sam już sięgał po drzwi. – Pan wychodzi? – zapytała przestraszona Oksana. – Zejdę do auta po bandaż. Przyniosę też twoją torebkę – rzucił, wychodząc. Mama zaczęła Oksanie zadawać nerwowe pytania, podejrzewając wszystko, nawet oszustwo. Zadzwonił domofon; wrócił mężczyzna z jej torebką. Uklęknął na kurtce i zabrał się do nastawiania nadwyrężonej kostki. Zarówno Oksana, jak i mama patrzyły na niego z narastającą ulgą – i wdzięcznością, gdy okazało się, że naprawdę zna się na rzeczy. – Zostanie pan z nami na kolacji? Do północy niedaleko, a u nas wszystko gotowe! – zaproponowała mama. – Z przyjemnością, jeśli nie będę przeszkadzał. Tak właśnie Oksana, jej mama i poznany przypadkiem doktor chirurg Valery spotkali Nowy Rok – początek zupełnie nowego życia… Bo jak spędzisz Sylwestra, tak minie cały rok.