Dorastałam w cieniu obecnych, lecz nieobecnych rodziców. Moja mama, Lucyna, jawiła mi się tylko na starych fotografiach i przez nieczęste rozmowy wideo, a tata, choć dosłownie mieszkał ścianę w ścianę, nigdy nie wykazywał najmniejszego zainteresowania moim istnieniem.
Z biegiem lat miałam wrażenie, że ojciec boi się na mnie spojrzeć, jakby bał się, że o coś go poproszę, że wyciągnę do niego rękę po wsparcie czy nawet zwykłą rozmowę.
Kiedyś bolało mnie, że mama, goniąc za swoim szczęściem, zostawiła mnie daleko z tyłu. Potem jednak zaczęłam ją rozumieć. Niełatwo zostać matką w wieku szesnastu lat. A jeszcze trudniej, gdy ojciec twojego dziecka jest równolatkiem z klasy i zarazem sąsiadem.
Lucyna przynajmniej miała odwagę mnie urodzić mogło być przecież zupełnie inaczej. Zostawiła mnie pod opieką swoich rodziców. Mimo wszystko byłam jej wdzięczna. Nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby została przy mnie, bo chyba nigdy nie miała w sobie prawdziwej matczynej miłości.
Dzięki dziadkom miałam jednak cudowne dzieciństwo, pełne troski i przywiązania. Dziadek z babcią robili wszystko, bym czuła się kochana. Lucyna z kolei raz na jakiś czas przysyłała mi z Warszawy modne ubrania i zabawki.
Kiedy wyszła za mąż za obcokrajowca, paczki i przelewy tylko się nasilily. Czasami miałam nawet wrażenie, że mama próbuje w ten sposób odkupić winy.
Na moje osiemnaste urodziny przesłała prawie 100 000 złotych, żeby dziadek mógł kupić mi mieszkanie w Krakowie. W końcu byłam już dorosła, a czekały mnie studia i własne cztery kąty były o wiele lepszą opcją niż akademik.
Lucyna przez lata próbowała delikatnie mi pokazać, że wszystko robi dla mojego dobra. Sama nie czułam już do niej żalu, choć nie potrafiłam też szczególnie jej kochać.
Kiedy czasem wracała do kraju, ludzie często pytali, czy jesteśmy siostrami tak bardzo byłyśmy podobne, a mama wyjątkowo dbała o siebie. Trudno było uwierzyć, że ma już trzydzieści cztery lata.
No i co, Martynko, może byś pojechała ze mną do Hiszpanii? proponowała zawsze z nadzieją.
Nie mogę, muszę skończyć studia.
Tak, tak, ucz się. Podobno mądrość masz po mnie Tu masz mój nowy numer. Jakby zabrakło pieniędzy, dzwoń o każdej porze.
Dziękuję, mamo. Mam wszystkiego pod dostatkiem, na długo mi wystarczy.
Nie zauważyłam nawet, jak bardzo spięła się, gdy powiedziałam “mamo”. Wciąż nie była gotowa na macierzyństwo. Nawet swojemu mężowi zza granicy nie wyznała, że na południu Polski ma dorosłą córkę wolała mówić, że wspiera rodzinę i młodszą siostrę.
Chyba kochała mnie, ale bardziej jak kogoś bliskiego, rodzinę, nie jak własne dziecko.
Gdy porzucił ją mąż, a ona została sama, pierwsze kroki skierowała właśnie do mnie.
Martyno, czy nie przeszkadza ci, żebym z tobą pomieszkała?
Nie, możesz zostać. Niedługo i tak wychodzę za mąż, a potem planujemy z Bartkiem zamieszkać razem.
Za mąż? Nie za wcześnie? Ledwo skończyłaś dwadzieścia lat
Na język cisnęło mi się: “A ty sama urodziłaś mnie w wieku szesnastu”, ale ugryzłam się w język. Nie chciałam wyjść na złośliwą. Byłam już dorosła i miałam prawo sama o sobie decydować.
Często porównywałam rodziców Bartka ze swoją mamą. Oni przyjęli mnie jak własną córkę, a Lucyna nawet nie zadała sobie trudu, żeby się zainteresować, kim jest mój wybranek.
Mówiła tylko:
Wpadnę na wasz ślub, ale teraz muszę odpocząć. Lecę do Grecji.
Ach, Grecja musi być tam pięknie. Bartek często jeździ tam w interesach, nawet wczoraj pojechał na jakieś spotkanie.
Przygotowania do ślubu wyczerpywały mnie do granic. Bartek miał nagłe sprawy służbowe i nie wracał na noc. Mama zniknęła i nie dawała znaku życia. Ja ciągle myślałam o przyszłości, zwłaszcza od kiedy odkryłam, że zostanę matką. Chciałam powiedzieć Bartkowi o dziecku zaraz po jego powrocie ucieszyłby się.
W końcu wrócił.
No nareszcie! Już myślałam, że zakochałeś się w jakiejś Greczynce i postanowiłeś mnie zostawić.
Daj spokój, kochanie. Żadna Greczynka nie wchodzi w grę, dobrze wiesz, że nie zdradzam.
Kłamał. Tajemnica szybko wyszła na jaw.
To był jeden wieczór, nagła kłótnia, wyznanie, jakby wszystko nagle runęło. Stałam jak wryta.
Jakie tajemnice?! Przecież czekam dziecka Bartka! Powiedziałam mu, żeby ci powiedział
Powtórz?! Twoje dziecko z moim mężem?! Co to za żart?!
Naprawdę uważasz mnie za żartownisię? Poznałam Bartka w Grecji, tam spędziliśmy razem kilka nocy, a potem podczas przygotowań do waszego ślubu
Wynoście się oboje! Nie chcę was już nigdy widzieć!
Martyno, przepraszam, to była pomyłka!
Pomyłką było wyjście za człowieka, który potrafi tak zdradzić i poniżyć!
Na drugi dzień złożyłam pozew o rozwód. Bartkowi nigdy nie wybaczyłam, z matką zerwałam kontakt. Wróciłam do rodzinnej wsi, do dziadków, gdzie spokojnie donosiłam ciążę i urodziłam zdrowego chłopca.
Nie miałam wiadomości o Lucynie ani Bartku i zupełnie mnie to nie obchodziło.
Aż pewnego dnia zadzwoniono do mnie ze szpitala w Krakowie:
Czy pani jest córką Lucyny Pawlik?
Tak, coś się stało?
Niestety pani mama zmarła przy porodzie. Urodziła się dziewczynka. Może chciałaby pani zaopiekować się dzieckiem? Jeśli nie, dziewczynka trafi do domu dziecka
Tak Tak, przyjadę.
Zabrałam dziewczynkę do domu, przecież nie mogłam inaczej. Bartek i tak nie zgłosiłby się po dziecko, zresztą uważał, że wszystkiemu winna była Lucyna.
Moim zdaniem oboje ponosili odpowiedzialność, ale wiem jedno: dzieci nie mogą płacić za grzechy rodziców.
Dzieci to szczęście. Moje szczęście. A szczęścia nigdy za wiele.



