Okradasz mojego syna, a on nawet żarówki nie może sobie kupić! – Gdy rodzina męża żąda pieniędzy na prezent dla siostrzeńca i urządza awanturę w moim domu, bo nie chcę sponsorować ich zachcianek

Okradasz mojego syna, on nawet na żarówkę nie ma.

To było w niedzielny poranek, kiedy przykryta ciepłym kocem odpoczywałam na naszej starej kanapie. Mój mąż, Zbigniew, pojechał do swojej matki do Krakowa niby miał wymienić żarówki, ale kobieca intuicja mi podpowiadała, że powód wizyty był inny, prawdziwy:

Synu, pamiętasz chyba, że dzisiaj są imieniny Igora?

Zbyszek, choć dobry mąż, miał tendencje do beztroskiego obchodzenia się z pieniędzmi. Wypłata, którą przynosił do domu, topniała w kilka dni. Całe szczęście oddawał mi środki przeznaczone na rachunki i podstawowe zakupy w Społemie, jednak za resztę kupował nowe gry komputerowe, konsole i inne takie zabawki. Nigdy się o to nie kłóciłam uważałam, że znacznie lepiej, by mój mężczyzna oddawał się niewinnej rozrywce niż szwendał się po nocnych lokalach czy przesiadywał w piwnicy przy wódce. Poza tym, zawsze powtarzałam sobie z przekąsem, że najtrudniejsze dla człowieka są pierwsze czterdzieści lat dzieciństwa.

Nie wspominam tego wszystkiego, by się żalić na swój los, lecz by wyjaśnić, dlaczego Zbyszek nieustannie chodził z pustym portfelem. Ja z kolei zawsze starałam się coś odłożyć i, gdy musiał, pożyczałam mu pieniądze choć tylko na jego potrzeby. Gdy prosił o wsparcie dla matki, siostrzeńców czy swojej siostry, konsekwentnie odmawiałam.

Pamiętałam, że tego dnia Igor obchodzi imieniny. Tydzień wcześniej kupiłam prezent i tuż przed wyjazdem wręczyłam go mężowi, po czym wygodnie rozsiedliłam się na kanapie z filmem. Do teściowej nie pojechałam między nami od początku panowała niechęć.

Teściowa uważała, że nie kocham Zbyszka, bo nie pozwalam mu wydawać pieniędzy na rodzinę, a siostrzeńcom nie chcę poświęcać czasu. Swego czasu zgodziłam się zaopiekować dzieciakami szwagierki, ale z godzinki zrobiło się pół dnia, przez co spóźniłam się z pracą. Miałam śmiałość wyrazić niezadowolenie, a za to moja teściowa i szwagierka okrzyknęły mnie bezwstydną. Później już zawsze odmawiałam. Nie przeszkadzało mi jednak, że Zbyszek chętnie bawił się z siostrzeńcami sama też ich lubiłam.

Po krótkim czasie od powrotu męża, cała familia niespodziewanie pojawiła się w naszym mieszkaniu w Nowej Hucie teściowa, szwagierka i dwóch siostrzeńców. Pani Stefania bez skrępowania rozsiadła się w przedpokoju, ledwo rozpinając płaszcz:

Uzgodniliśmy, że skoro Igor ma imieniny, to dostanie tablet, taki jaki sam wybrał. Kosztuje dwa tysiące złotych, więc jesteś mi winna tysiąc za udział w prezencie. No, dawaj.

Może i sprawiłabym Igorowi tablet, ale na pewno nie za takie pieniądze.

Odmówiłam. W tym momencie nawet Zbyszek zaczął mi wyrzucać skąpstwo. Spokojnie podeszłam do komputera i zawołałam Igora. W ciągu kilku minut wspólnie wybraliśmy i zamówiliśmy prezent, który rzeczywiście go ucieszył.

Igor podbiegł radosny do matki szwagierki, która, jak zawsze, miała lepkie ręce i lubiła przypadkiem coś zabrać. Pani Stefania nie uznała jednak mojego gestu i oburzyła się natychmiast:

O pieniądze cię prosiłam, nie o prezenty! Jesteś z moim synem, a on wygląda, jakby klepał biedę nawet na żarówki nie ma! Dawaj od razu tysiąc złotych, dobrze wiesz, że to pieniądze mojego Zbyszka.

Próbowała sięgnąć po moją torebkę leżącą na szafce nocnej. Spojrzałam chłodno na męża i wycedziłam:

Masz trzy minuty, żeby ich wyprosić!

Zbyszek zareagował stanowczo chwycił matkę pod ramię i wyprowadził całą rodzinę za drzwi. Trzy minuty wystarczyły.

I tak myślę dziś, że lepiej, gdy Zbyszek wydaje wypłatę na gry, niż miałby znowu oddawać pieniądze matce i rodzinie. Wolę, żeby kupował sobie głupoty i miał coś od życia, niż żeby te hieny wszystko mu wyciągnęły z kieszeni.

A teraz, kiedy o tym wspominam, myślę sobie może powinnam wyjść była za jakiegoś sierotę!

Rate article
Fajna Tajna
Okradasz mojego syna, a on nawet żarówki nie może sobie kupić! – Gdy rodzina męża żąda pieniędzy na prezent dla siostrzeńca i urządza awanturę w moim domu, bo nie chcę sponsorować ich zachcianek