„Ojej, synu, wróciłeś! – ucieszyła się Ewa.”

– Oj, synu przyjechał cieszy się Wanda.
Michał trzyma kapelusz przy drzwiach i mówi: Cześć, mamo. Ja, to przerywa, nie jestem sam. i popycha do przodu chudego chłopca w okularach z plecakiem na ramionach.
Ojej, Boże, wnuczka mi przyniosła. To Jurek czy Łukasz? Nie rozpoznaję bez okularów. mówi Michał, siadając na krześle.
No, załóż. To Wasilek, mój nieślubny syn. Pamiętasz, jak z Zofią rozstaliśmy się na rok? Wtedy spotkałem się z Barbarą i ją pożyczyłem. I tak się narodził. wzdycha.
Wanda szarpnie go: O czym ty tak mówisz przy dziecku? Niech nie wie, jak bardzo w ogóle się wymieszaliśmy. Wasylku, idź na poczekalnię i obejrzyj telewizję, dopóki ja z twoim ojcem się dogadamy.
Chłopak milcząco wstaje i kieruje się do pokoju. Wanda potajemnie pyta: A Zosia o tym wie? Ona nie lubiła żony syna, jest kłótliwa i pomieszana.
Michał drży: Co ty, mamo? Gdyby się dowiedziała, już dawno by mnie wypędziła. A mnie mija żal. Zbudowałem go własnymi rękami od fundamentu.
Wanda wzdycha: Co ty za roztrzepany. Nie mężczyzna, a kłapouch. Zawsze pod butem Zosi. Jak mogłeś na boku syna mieć, to prawie cud. Po co mi go przywiodłeś? Zosia się dowie i nie będzie nam po drodze.
Michał, nerwowo, tłumaczy: Barbara, taka wrona, chciała wyjść za mąż. Z nowym facetem pojechała na południe na miesiąc, wyobrażasz? Z zadzwoniła, mówi: weź syna, gdzie chcesz, nawet do domu przyprowadź. Ja jej: zwariowałam, mam żonę, ona nas razem wypędzi. Nie chcę, żeby to poszło po mojej głowie. Wezmę twojemu Zosi akt urodzenia i radź sobie, jak umiesz. To koniec dla mnie. Barbara ledwo wybaczyła mi Barbarę, pół roku nie rozmawialiśmy. Dlatego zgodziłem, niech u ciebie przebywa miesiąc, a potem przyjadę, zabiorę mówi, nie podnosząc wzroku na matkę.
Wanda kręci głową: Taki był w dzieciństwie, taki sam jest dziś. Cobyś nie zrobił, pomogę. Dobrze, gdzie go zostawić? Zostaw chłopca. Tylko… nie jest w naszej rodzinie zawahała się. Naprawdę twój?
Michał macha ręką: Mój, nie wątp. Barbara też nie jest cukierkiem, ale wierna jak babcia.
Cisza. Wanda wstaje: Co ja tu siedzę? Nakarmię go z drogi.
Michał wstaje: Przepraszam, mamo, ale muszę jechać. Zosia w domu czeka. I tak kłamię, że jedę po części zamienne do miasta. Nakarm Wasilka, a ja już wyjeżdżam.
Wanda przytula nieudolnego syna i szepcze: Boże, mój kochany.
Wasilek je szybko, nie odrywając oczu od talerza.
Jeszcze? pyta z litością Wanda, widząc, jak szybko wszystko zjada.
Nie, dziękuję wstaje od stołu.
Chodź na dwór, pograj się, a ja przyrządzę obiad. Co masz w plecaku? pyta.
Rzeczy mruczy.
Wanda pyta: Pralby sam się zajmiesz, czy ja muszę?
Wasilek podnosi przerażone oczy: Nie umiem. Mama zawsze prała.
Wanda podnosi lekki plecak: No, idź, a ja sprawdzę, co brudne.
Wychodzi, a ona przegląda proste ubranka: dwie koszulki, krótkie spodenki i kilka majtek.
Niewiele mruczy, potrząsając głową. Nawet ciepłej bluzy nie położyła. To widać, że jeszcze jest małą mamusią. Zanurza rzeczy w wiadrze i zaczyna robić ciasto z wiśniami.
Nagle z podwórka słychać krzyk. Wanda wyskakuje, nie otrzepując rąk od mąki.
Co się stało?
Wasilek jęczy i trzyma się za nogę: Gęś mnie ugryzła. Boli łzy strumieniami spływają po policzkach.
Po co się do nich wpakowałeś? Pasą się gdzieś, a ty byłeś w podwórzu pyta, przyglądając się czerwonej plamie.
Chciałem je tylko zobaczyć szlochając mówi.
Jak to nie widziałeś gęsiów od małego? zdziwiona.
Widziałem, ale nie podchodziłem blisko szepcze.
Dobrze, chodźmy do domu, nałożę maść łapie go za rękę.
Po kolacji kładzie go na kanapę i nie może zasnąć. Co to za życie się toczy? Nigdy nie posłałaby swojego Kolka do obcej babci. Matka chyba już nie ta. Dziecko po boku, spodnie droższe. Nagle słyszy szlochot. Słucha, dokładnie, chłopiec płacze. Cicho podchodzi: Co się stało, synku? Nie podoba ci się u mnie? Poczekaj, miesiąc minie, a mama cię z powrotem przyjmie.
Wasilek podnosi się i szepcze: Nie przyjmie. Słyszałem, jak rozmawiała z wujkiem Witkiem, że jak przyjadą, oddadzą mnie do jakiegoś internatu. Będą mnie zabierać tylko na wakacje. Nie chcę, bo w domu z mamą było dobrze. Wujek Witk nie przyjdzie. Wujek Kola mnie nie potrzebuje, nie zwraca się po imieniu. Dziadko, jesteś dobra, ale i mnie nie potrzebujecie płacze.
Wanda czuje ukłucie w sercu. Przytula jego chude ciało.
Nie płacz, Wasieńku. Nie dam ci przykrości. Porozmawiam z twoją mamą, zostaniesz ze mną. Mamy dobrą szkołę i nauczycieli. Będziemy zbierać grzyby, jagody, doić krowę. Jesteś taki chudy, a od pełnego mleka przyjdą ci siły. Nie wierzysz? Jutro przedstawię ci Pawła. To dobry chłopiec, mocny jak kołacz. Chcesz?
Wasilek obejmuje ją za kark: Chcę. Nie oszukasz?
Wanda całuje go delikatnie w czubek głowy: Oczywiście, że nie.

Lata mijają. Zuzanna czasem przyjeżdża, przynosi prezenty, ale nie zostaje, bo Witk ciągle ją śpieszy. Michał pojawia się rzadko. Zofia dowiedziała się o Wasylku i obarczyła winą nie męża, a siebie, Wandę. Według niej własne wnuki nie są potrzebne, a różne dodatki są jak najbardziej w porządku. Wanda nie przejmuje się tym. Z małego chlapca wyrośnie silny dżentelmen. Dziś rano, przygotowując ulubione potrawy dla wnuka, wciąż zerka w okno. Nagle w drzwiach pojawia się młody żołnierz i cicho woła: Babciu, przyjechałem, gdzie jesteś?
Wanda wybiegła z pokoju i przytuliła go za szyję: Wasieńku, mój kochany wnuku!
Czy jedziesz do matki? pyta. On odkłada widelec, zdziwiony: Do której? Do tej, co raz w roku przynosiła mi drobiazgi? Nie, nie jadę. Moja mama to ty, i tego nie da się przedyskutować i spokojnie zaczyna jeść.
Wanda ukradkiem ociera łzę, radosna, że ma takiego wnuka. To radość i wsparcie w podeszłym wieku. Krwista linia jej życia, kochana..

Rate article
Fajna Tajna
„Ojej, synu, wróciłeś! – ucieszyła się Ewa.”