O, synu, już wpadłeś! uśmiechnęła się Jadwiga, gdy zobaczyła w progu mężczyznę.
Michał Nowak trzymał w ręku kapelusz i rzekł: Cześć, mamo. Nie sam przyszedłem zrobić przerwę, po czym popchnął do przodu chudego chłopaka w okularach z plecakiem.
O mój Boże, przywiozłaś mi wnuka! To Jasio, czy może Staszek? Bez okularów nie rozpoznaję. wykrzyknęła Jadwiga.
Michał usiadł na krześle.
Załóż mu to, co mam. To Wasyl, mój dziecko z romansu. Pamiętasz, jak ja i Zuzanna przez rok się rozstaliśmy? Wtedy spotkałem Walerię i no cóż, tak się urodził. Zapisałem go na własny rachunek westchnął.
Jadwiga przerwała mu: Co ty gadzisz przy dziecku? Niech on jeszcze nie wie o twoim życiowym zamieszaniu. Vasja, idź do salonu i włącz telewizor, a my z twoim ojczymem się ogarniemy.
Chłopiec milcząco wstał i poszedł do pokoju. Jadwiga szepnęła: A Zuzanna o tym wie? Ona nie przepadała za żoną swego syna, zawsze była kłótliwa i gadatliwa.
Michał drgnął: Co ty, mamo? Gdyby się dowiedziała, dawno by nas z domu wywaliła. A ja go własnoręcznie z fundamentu buduję.
Jadwiga westchnęła: O, co ty z sobą nie wiesz. Nie mąż, a raczej lalka pod obcasem Zuzanny na całe życie. Jakże to się stało, że syn z romansu? I po co go tu przywiodłeś? Zuzanna się dowie i nie będzie nam lekko.
Michał, nerwowo, tłumaczył: Waleria, ta wredna, chciała wyjść za mąż. Złapała nowego faceta i odjechała na południe na miesiąc. Dzwoniła: Weź syna, gdzie chcesz, nawet do domu. Ja już nie wiem, co zrobić, bo żona nas wyrzuci. Nie chcę z nią w porze, wolę z nią wrogo. Przyniosę Zuzannie akt urodzenia i zobaczysz, jak się wykręcisz. To koniec dla mnie. Waleria mnie prawie wybaczyła, pół roku nie rozmawialiśmy. Postanowiłem, że niech u ciebie zostanie miesiąc, potem przyjadę i zabiorę mówił, nie podnosząc wzroku na matkę.
Jadwiga pokręciła głową: Takie byłyś w dzieciństwie, i tak dalej. Co byś nie robił, pomogę. No to co, zostaw go tutaj. Tylko jedno nie jest z naszej rasy. zawahała się. Na pewno jest twój?
Michał machnął ręką: Mój, nie ma co wątpić. Waleria też nie jest cukierkiem, ale babka wierna.
Zamilkli. Jadwiga podskoczyła: A po co siedzę? Dajmy mu coś na jedzenie.
Michał wstał: Przepraszam, mamo, muszę jechać. Zuzanna w domu czeka. Kłamałem, mówiąc, że jedziemy po części do miasta. Nakarm Wasylka, a ja już lecię.
Jadwiga przytuliła swego nieco niezdarny syn i szepnęła: Boże, mój kochany.
Wasilek zjadł szybko, nie odrywając oczu od talerza.
Jeszcze coś? zapytała z żalem, widząc, że wszystko już zniknęło.
Nie, dziękuję wstał z pod stołu.
Idź na dwór, pobaw się, a ja dokończę obiad. Co masz w plecaku? dopytała.
Rzeczy. mruknął.
Jadwiga kiwnęła: Będziesz sam prał, czy mi pomogę?
Wasilek spojrzał przerażony: Nie umiem. Mama zawsze prała.
Jadwiga wzięła lekki plecak: Chodź, popatrzę i wypłuczę brudne rzeczy.
Wyszedł, a ona zaczęła przeglądać proste rzeczy: dwie koszulki, krótkie spodenki i parę majtek.
Mało potrząsnęła głową. Nie wrzuciła nawet ciepłej bluzy. No cóż, typowa mama. Zanurzyła je w wiadrze i zabrała się do piernika z wiśniami.
Nagle z ulicy dobiegł krzyk. Jadwiga wybiegła, nie otrząsając rąk od ciasta.
Co się stało?
Wasilek jęczał, trzymając się za nogę: Kaczka mnie ugryzła. Boli łzy leciały rzędem.
Dlaczego podszedłeś do kaczek? Pasły się tam, a ty biegałeś po podwórku zapytała, patrząc na czerwony plamę.
Chciałem je zobaczyć szlochał Wasilek.
Nie widziałeś ich od dziecka? zdziwiła się.
Widziałem, ale nie podchodziłem wyszeptał.
Dobrze, chodź do domu, posmaruję cię maścią wzięła go za rękę.
Po kolacji położyła go na kanapie i długo nie mogła zasnąć. Co to za życie? Nie wysłałaby swojego Kacpra do obcej babci. Matka chyba ma jeszcze trochę w sobie krzemu. Dziecko przy boku, spodnie droższe. Wtedy usłyszała szlochanie. Posłuchała, jak chłopiec płacze. Podeszła cicho: Co, synu? Nie podoba ci się u mnie? Poczekaj, miesiąc minie, a mama cię przywiezie z powrotem.
Wasilek podskoczył i szepnął: Nie przywiezie. Słyszałem, jak babcia i wujek Witold mówili, że jak przyjadą, oddadzą mnie do jakiegoś domu dziecka. Będą mnie przywoływać tylko na wakacje. Nie chcę, bo w domu z mamą było mi dobrze. A wujek Kola mnie nie potrzebuje, nawet po imieniu nie woła. Babciu, jesteś dobra, ale i tak mnie nie potrzebujecie płaczł głośniej.
Jadwiga poczuła ukłucie w sercu. Przytuliła jego chude ciało.
Nie płacz, Waselku. Nie zostawię cię w spokoju. Porozmawiam z twoją mamą i zostaniesz u mnie. Mamy dobrą szkołę i nauczycieli. Będziemy zbierać grzyby, jagody, dojenie krowy. Ty taki mały, a ze skręconego mleka nabierzesz siły. Nie wierzysz? Jutro przedstawię ci Pawła, chłopaka wesołego i od mleka pulchnego jak kolanko. Chcesz?
Wasilek objął ją za szyję: Chcę. Nie oszukasz?
Jadwiga delikatnie pocałowała go w czoło: Oczywiście, że nie.
Lata minęły. Zuzanna od czasu przyjeżdżała, przynosząc prezenty, ale zawsze spieszyła się, bo wujek Witold wciąż ją gonił. Michał pojawiał się rzadko. Zosia dowiedziała się o Wasylku i uznała, że winna nie jest mąż, a ona Jadwiga, bo według niej wnuki nie są potrzebne, a różne gadżety są na miejscu.
Jadwiga nie przejmowała się. Z małego, chytrutkiego chłopca wyrosł prawdziwy silny dżentelmen. Dziś rano, przygotowując ulubione potrawy wnuka, wciąż zerkała przez okno. Nie zauważyła, że do domu wszedł młody żołnierz i cicho zawołał: Babciu, przybyłem, gdzie jesteś?
Jadwiga wybiegła z pokoju i przytuliła się do niego za szyję: Waselku, mój ukochany wnuku!
Czy jedziesz na matkę? spytała. On odłożył widelec, zdziwiony, zapytał: Do której? Do tej, co raz w roku przywoziła mi zabawki? Nie, nie jadę. Moja mama to ty, i tego nie zmieniam i spokojnie wziął się do jedzenia.
Jadwiga ukradkiem wytrąciła łzę. Jaką radość, że ma takiego wnuka. Wsparcie i pociecha na starość. Krwinka jej, kochany.



