Nie pamiętam zbyt dobrze moich rodziców. Gdy zmarła mama, tata nie potrafił zostać sam ze mną, wtedy jeszcze małą dziewczynką. Zawiózł mnie do babci, postawił pod furtką i odjechał. Babcia była wtedy akurat w ogrodzie, więc usłyszała tylko odgłos samochodu.
Kogo on tu przywiózł? pomyślała, podeszła do bramy i zobaczyła mnie.
Co za głupota! Przynajmniej mógłby mi powiedzieć! westchnęła pod nosem. Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do domu. Wieczorem do domu wrócił dziadek.
Co się stało? Marek cię przywiózł? zapytał.
Tak, przywiózł. Zostawił ją pod furtką i pojechał samochodem. Ot, tacy to teraz młodzi
Jeszcze długo oboje narzekali pod nosem, a potem poszli spać. Czas mijał. Babcia i dziadek włożyli całe serce w moje wychowanie.
Nauczyli mnie szacunku do ludzi, gospodarności i empatii. Rosłam i stawałam się ich prawą ręką. Nie mogli się mnie nacieszyć byłam dla nich żywym obrazem mamy, którą pamiętali z rozrzewnieniem. Mama też zawsze im pomagała, zanim sama odeszła. Jedyne co im pozostało, to wspomnienia.
Skończyłam już szkołę, kiedy któregoś dnia dziadek zaczął rozmowę:
Nasza wnuczka to mądra i sprytna dziewczyna. Chciałbym, żeby mogła się dalej uczyć.
Masz rację. Dziś wykształcenie to podstawa, bez niego trudno ruszyć do przodu przyznała babcia.
Zebrali więc ostatnie oszczędności i wysłali mnie do Krakowa na studia. Udało mi się ukończyć Ekonomię z wyróżnieniem i wróciłam potem do rodzinnej wioski.
Szczerze mówiąc, nie ciągnęło mnie do życia w mieście. Najważniejsze dla mnie było, że babcia z dziadkiem już nigdy nie będą samotni. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce chciałam rozwijać wieś. Zaczęłam uprawiać ziemię, wzięłam kredyt, kupiłam pole, zatrudniłam ludzi. Później powstało gospodarstwo i dokupiłam bydło. Pracowników jednak wciąż brakowało, więc zdecydowałam się dać ogłoszenie w Gazecie Krakowskiej. Obiecałam porządną pensję i zakwaterowanie.
Zgłosił się pewien mężczyzna zaniedbany, zarośnięty, życie go nie oszczędzało. Przedstawił się. To był mój ojciec.
Nic ode mnie nie chciał, sam wiedział, że po dwudziestu latach nie ma już prawa do żadnych roszczeń. Chciał tylko jednego być przy mnie. Został całkiem sam na świecie i może w końcu mógłby mi się jakoś przydać.
Nie wybaczyłam mu od razu. Potrzebowałam na to kilku miesięcy. Od tego czasu ojciec mieszka ze mną, pomaga we wszystkim i sam panicznie boi się znów zostać sam. Czy dobrze zrobiłam, wybaczając mu? Często o tym myślę. Ale w końcu każdy zasługuje na drugą szansę.



