Dzisiaj znów przyszedł mi do głowy ten sam temat – nasz ojciec. Choć mój brat i ja jesteśmy już dorośli, każdy z nas ma swoją rodzinę, to wciąż nasz siedemdziesięcioletni tata pozostaje sercem naszej rodziny. Mieszka sam w niewielkim domku na obrzeżach miasta. Mamy już z nami nie ma, a ja i Wojtek staramy się, by ojciec nigdy nie czuł się samotny. Ja to Marek Kowalski, a mój brat to Wojciech Nowak. Choć życie pędzi, obaj regularnie odwiedzamy tatę, choć praca i obowiązki często zabierają nam czas.
Ja przychodzę do niego w każdą niedzielę. Gotuję mu obiady na kilka dni – barszcz, klopsiki, duszona marchewka, kasza. Zawsze żartuje, że gotuję lepiej niż w najlepszej restauracji, choć wiem, że to tylko jego sposób, by mi sprawić przyjemność. Gdy jedzenie się gotuje, sprzątam w domu, sprawdzam, czy wszystko w porządku. Taty na imię Stanisław Janowicz. Uwielbia wspominać młodość, opowiada te same historie, które słyszałem setki razy. Ale ja i tak słucham – w tych opowieściach bije jego życie, a ja kocham widzieć, jak błyszczą mu oczy, gdy wraca się pamięcią do dawnych dni.
Wojtek odwiedza tatę w środy. Mieszka dalej, ale zawsze znajdzie czas. Brat zajmuje się naprawami – poprawia krany, kosi trawę, zimą odśnieża podwórko. Tata próbuje pomagać, ale my namawiamy go, by odpoczął. „Nie dajecie mi się nudzić” – śmieje się. Często Wojtek zabiera ze sobą swoją córeczkę, siedmioletnią Kasię. Dziewczynka uwielbia dziadka, a on odwzajemnia to uczucie – czyta jej bajki, uczy grać w warcaby. Te chwile to dla ojca prawdziwa radość.
Tata jest aktywny mimo wieku. Ma ogródek, gdzie hoduje pomidory, ogórki, zioła. Mówi, że praca w ziemi trzyma go w formie. Lubi czytać gazety, oglądać stare filmy. Czasem namawiamy go na wycieczkę lub wizyty, ale zwykle odmawia: „W domu najlepiej”. Lecz wiemy, że nasze odwiedziny są dla niego ważne. Nigdy nie powie tego wprost, lecz jego uśmiech mówi za niego wszystko.
Wojtek i ja jesteśmy różni, lecz w jednym się zgadzamy – ojciec jest dla nas wszystkim. To nie tylko rodzic – to wzór. Pamiętam, jak uczył nas pracowitości, uczciwości, szacunku. Nawet teraz, gdy sami jesteśmy ojcami, on wciąż jest naszym autorytetem. Po śmierci mamy stał się cichszy. Staramy się wypełnić tę pustkę miłością. Czasem myślę, jak byłaby szczęśliwa, widząc, jak się o niego troszczymy.
Moja żona, Małgorzata, też kocha tatę. Ciebnisko wysyła mu domowe ciasta i przetwory. Tata zawsze dziękuje, żartując, że go „rozpieszczamy”. Mamy dwójkę dzieci, które uwielbiają dziadka. Dwunastoletni Tomek pomaga w ogródku, a dziewięcioletnia Zosia słucha jego opowieści z zachwytem. Te spotkania scalają naszą rodzinę.
Czasem myślę, jak szybko płyną lata. Tata już nie taki rześki, ale duch wciąż mocny. Z Wojtkiem postanowiliśmy – nigdy go nie zostawimy. Jeśli trzeba będzie, zabierzemy go do siebie lub znajdziemy pomoc. Póki chce mieszkać sam, szanujemy to. Ważne, by wiedział – zawsze jesteśmy blisko.
Nasze niedzielne i środowe wizyty stały się tradycją. To nie tylko troska o jadło i porządek – to nasz sposób, by powiedzieć tacie, jak wiele dla nas znaczy. A gdy widzę jego uśmiech, gdy przytula Kasię lub dziękuje za kolację, wiem – takie chwile są bezcenne. Życie nauczyło mnie cenić rodzinę, a ja jestem wdzięczny losowi za tatę, który wciąż łączy nas wszystkich.



