Ach, ta babcia! Wyszła za mąż, dzieci obraziła!
W weekend Jadwiga, jak zawsze, przyjechała do matki. Matka ma 78 lat, od dawna mieszka sama.
Przez dwa dni córka zdążyła posprzątać dom, zrobić pranie. Pralki automatycznej i bieżącej wody nie ma. Latem jeszcze ogród do obrobienia.
Przeprowadziłabyś się do mnie, wszystko byłoby łatwiejsze, żadnego odpoczynku dla ciebie biedna mówiła jej matka.
Mamo, tam mam pracę, córkę, wnuczki wzdychała Jadwiga.
Wrócił Staszek. Zerwał deski z okien w domu po śmierci Zofii. Przez pięć lat dom stał pusty. Mówił, że po całym świecie się błąkał i chce tu dożyć spokojnej starości. O ciebie pytał, pewnie przyjdzie zobaczyć się podzieliła się nowiną matka.
Staszek, Staś był jej szkolną miłością. Ona go kochała, on jednak nie zwracał na nią uwagi. W ostatniej klasie Jadwiga zdecydowała się na desperacki krok utopiła wiadro w studni i pobiegła do Staszka, prosząc, by je wyciągnął, bo inaczej mama będzie zła.
Staszek wziął kij i poszedł. Pół godziny mocował się przy zamarzniętej studni, ale wiadro wyciągnął.
Myślisz, że przesąd się spełni? zaśmiał się na pożegnanie.
Komu wiadro wyciągniesz ze studni, temu zostaniesz przeznaczony, taki przesąd był wśród wiejskich dziewczyn.
Staś miał rację. Przesąd nie zadziałał.
Wyjechał do miasta, skończył politechnikę, wiele razy zmieniał miejsce, objechał chyba całą Polskę. Ożenił się, rozwiódł i wrócił.
Jadwiga po szkole skończyła ekonomiczne technikum w mieście, niedaleko rodzinnej wsi. Pracuje do dziś jako główna księgowa. Wyszła za mąż. Urodziła jedyną córkę Bożenę. Osiem lat temu Jadwiga została wdową.
Staszek przyszedł wieczorem. Wyraźnie się zmienił, postarzał, posiwiał.
A ty wciąż taka piękna powiedział, obejmując Jadwigę.
Ależ nauczyłeś się kłamać! Mam, jak i ty, ponad pięćdziesiątkę. Zmieniłam się i postarzałam, jak wszyscy przerywała mu Jadwiga.
Potem siedzieli w altanie, wypili po trochę domowej nalewki z jarzębiny na spotkanie i rozmawiali, rozmawiali
Staszek opowiadał, że z żonami miał dwie rozstał się w zgodzie. Każdej zostawił mieszkanie i cały wspólnie zdobyty majątek.
Ma dorosłego syna z pierwszą żoną, który z matką wyjechał na stałe do Niemiec. Żona była ze Śląska, z rodziny przesiedlonej jeszcze przed wojną.
Druga żona sama złożyła papiery na rozwód, zakochała się w kimś młodszym. Staszek jej nie zatrzymywał. Dzieci nie mieli.
Staszek już na emeryturze z tytułu pracy na północy i trudnych warunków. Planuje zebrać ekipę z miejscowych i zająć się budową domów, remontami, altanami i wszelkimi pracami przy domach. Zlecenia są, początkowy kapitał również.
A co ja cały czas o sobie Jak u ciebie? Słyszałem, że zostałaś sama dociekał Staszek.
Jadwiga niespodziewanie zaczęła wszystko opowiadać. Widać, przyszedł taki moment, musiała się wygadać, może i nalewka podziałała.
Nie jestem sama, Staś. Rodzinę mam wielką. W tej rodzinie, można powiedzieć, żyję jak służąca zaczęła relację Jadwiga.
Bożenka po liceum nie chciała iść na studia, od razu za mąż wyszła. Zięcia nam sprowadziła. Mamy trzy pokoje, miejsca wystarczyło. Urodziła wnuczkę Zuzę.
Jakoś tak wyszło, że domowe obowiązki stały się moim świętym zadaniem. Córka depresja, małe dziecko.
Mój mąż (złoty człowiek) mnie żałował, pomagał. Nigdy nie narzekał na zdrowie, a pewnego dnia już nie obudził się rano. To był cios! Ale nie miałam czasu na żałobę.
Pracowałam i ciągnęłam dom. Wydatki wzrosły, zięć zarabiał niewiele. Wszystkie swoje zarobki wpłacam do wspólnego budżetu. Byłam pewna, że Zuza podrośnie, Bożenka odda ją do przedszkola, wróci do pracy i będzie mi lżej, ale Zuza miała cztery lata, a Bożenka urodziła kolejną wnuczkę Malwinę.
Starsza już chodzi do szkoły, młodsza ma pięć lat. Córka dalej siedzi w domu.
Rano szykuję śniadanie dla zięcia i dzieci, Ubieram Zuzę do szkoły. Malwina zostaje z matką. A raczej bawi się cicho, albo ogląda bajki w telewizji. Jest spokojną dziewczynką, a matka śpi do południa.
Starszą odprowadzam do szkoły, idę do pracy. Wieczorem gotuję na następny dzień, odrabiam z wnuczkami lekcje, piorę, sprzątam.
Rozmawiałam z córką, że jestem już starsza, powinna zacząć pomagać. Bezskutecznie. Twierdzi, że jest zmęczona przez dzieci.
Zięć zadowolony teściowa pracuje, na dom jest, nie musi się męczyć, do tego warzywa z wsi.
Pomógłby mi w ogrodzie, ale nie ma samochodu. Chciałby, żebym dała na auto wiedzą, że mam oszczędności, ale boję się całkiem zostać z niczym. Zresztą na samochód i tak nie wystarczy.
Zmęczona jestem. Czuje, że sama siebie wprowadziłam w ten krąg wychowałam leniwą i bezwstydną córkę. Wiem to, ale jak się wyrwać z tego koła?
Tak to już jest nie martw się, Jadwiga, wymyślimy coś. Chodź, idziemy do domów, już świta Staszek pożegnał się i poszedł.
W niedzielę po południu przywiózł ją swoim autem do miasta. Jadwiga cieszyła się, ile jedzenia udało się zabrać z wsi. Staszek pomógł wnieść worki i torby.
Kiedy odszedł, córka zapytała Skąd wytrzasnęłaś tego dziadka?
Jadwiga powiedziała, że to były kolega z klasy i zabrała się za rozpakowywanie warzyw.
Po dwóch tygodniach dawny kolega przyjechał w południe i zaczął wynosić z domu rzeczy, które Jadwiga wcześniej spakowała. Zaspany zięć i córka wyjrzeli ze swojego pokoju.
Co się dzieje? Jakie sprawy? zapytali jednocześnie.
Wyjeżdżam od was. Wychodzę za mąż. Wracam do rodzinnej wsi i dożywam życia ze Staszkiem odpowiedziała im Jadwiga.
No nie, zupełnie ci się pomieszało na starość! Chce być panną młodą bez miejsca do życia! A obiad zrobiłaś? Wnuczki zaraz głodne będą! oburzona Bożena.
A swoich córek, moich wnuczek, sama będziesz od teraz karmić. Męża swojego też. Dziesięć lat dla was żyłam, teraz chcę żyć dla siebie. Droga córko, będziesz musiała się ruszyć odparła Jadwiga.
Zdrajczyni, zakazuję ci widywać się z wnuczkami! wrzeszczała Bożena.
Nie zamierzam na razie ich widzieć. Mam wiele spraw do załatwienia. Poza tym przez te lata widywałam je częściej niż ty i Jadwiga wyszła.
W samochodzie oczywiście popłakała.
Powinnam była uprzedzić, że się wyprowadzam powiedziała Staszkowi.
Usłyszałabyś to samo, tylko więcej obraźliwych słów. Trzeba rwać szybko i na żywo. Mocno się do ciebie przyssali, inaczej nie dałoby się odpowiedział Staszek.
Jadwiga urządziła dom Staszka. On zrobił dla niej ciepły wychodek i zamontował prysznic. Wodę trzeba przywozić i nalewać do zbiornika, szambo odpompować dwa razy w miesiącu, ale to małe rzeczy.
Jadwigę zatrudniono w szkole jako gospodyni. Zgodziła się. Pensja mniejsza, ale spokojniej. Staszek ze swoją ekipą robi budowy mają zlecenia cały rok. Są szczęśliwi, żyją zgodnie i spokojnie.
Po miesiącu zięć przywiózł na weekend dziewczynki. Zuza opowiadała babci, że mama z tatą często się kłócą, tata sam gotuje zupę, nic więcej nie potrafi. Mama planuje iść do pracy, ale wciąż się zastanawia, gdzie.
W niedzielę zięć chciał zostawić Malwinę w wiosce na stałe, ale Jadwiga odmówiła:
Pracuję, Staszek też. Dzieci mają żyć z rodzicami. Można przyjechać na chwilę, ale na co dzień powinniście się nimi zajmować sami. To wasze dzieci, nie moje powiedziała.
Bożena i zięć się obrazili, ale za tydzień znów przywieźli wnuczki.
Tylko na weekend tłumaczył zięć i też został do teściowej, bo tęsknił za jej kuchnią.
Taka to historia.
Ktoś uzna, że matka była bezlitosna.
Ktoś powie, że sprawiedliwa.
Ile ludzi, tyle opinii.
Czasem trzeba postawić siebie na pierwszym miejscu, aby odzyskać szacunek do życia i nauczyć innych odpowiedzialności.



