Odzyskać za wszelką cenę
Młody ojciec nazwał swoją córeczkę Zimą, bo urodziła się w zimowy, śnieżny dzień, gdy z nieba spadały duże płatki śniegu.
Takie same lekkie i puszyste jak moja córeczka myślał Jakub, jadąc do szpitala do żony Kingi, która właśnie urodziła. Zastanawiał się, że teraz przybędzie mu obowiązków.
Kinga nie miała nic przeciwko temu imieniu, wręcz bardzo je lubiła, a ich córeczka była jasnowłosa z szarymi oczami.
Zima rosła otoczona miłością i troską. Rodzice nie mogli się nią nacieszyć, a ojciec często nazywał ją Śnieżynką. Dziewczynka chodziła do przedszkola, miała prawie sześć lat i uważała się już za dużą. Choć sąsiadka, babcia Halina, która mieszkała naprzeciwko, wciąż nazywała ją malutką.
Już nie jestem malutka, jestem duża odpowiadała Zima, a babcia tylko się uśmiechała i kiwała głową.
Pewnego wieczoru Zima nie mogła zasnąć. Leżała cicho w łóżku i słuchała, o czym rozmawiają rodzice. Lubiła podsłuchiwać, bo dzięki temu dowiadywała się wielu ciekawych rzeczy. Nie robiła tego specjalnie, ale gdy długo nie mogła zasnąć, mimowolnie chwytała ich słowa.
Mama i tata rozmawiali o ciąży. Cała rodzina wiedziała, że wkrótce urodzi się chłopiec. Zima nawet wymyśliła imię dla braciszka miał się nazywać Miś, bo w przedszkolu był chłopiec o tym imieniu i panie zawsze go chwaliły. Uznała więc, że wszyscy Michałowie muszą być dobrzy.
Rodzice mówili o cesarskim cięciu. Dziewczynka usłyszała, jak ojciec powiedział:
Słyszałem, że dzieci urodzone przez cesarkę czasem rozwijają się wolniej niż rówieśnicy. No i ty musisz wcześniej iść do szpitala. Z kim zostawimy Zimę?
Kubo, jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Zobaczymy odpowiedziała Kinga.
Zima nie rozumiała, o co chodzi z tym cięciem, ale wkrótce zmorzył ją sen. Następnego wieczoru znów nie mogła zasnąć i podsłuchała, jak rodzice rozmawiają o jej urodzinach. Mama i tata zastanawiali się, jaki prezent kupić córeczce.
Kupimy jej złote kolczyki, przecież już ma przekłute uszy mówiła Kinga.
Nie wiem, czy nie za wcześnie na takie drogie prezenty wątpił ojciec. Nie jestem pewien, Kinga.
Nie za wcześnie. Wkrótce urodzi się braciszek i stanie się starszą siostrą. Już znalazłam małe, eleganckie.
Zima ucieszyła się i szybko zasnęła. Czas do urodzin płynął powoli. W przeddzień zasnęła od razu, bo następnego dnia był jej wielki dzień.
Córeczko, wszystkiego najlepszego powiedziała mama, trzymając się za brzuch, i podała jej małe niebieskie pudełeczko.
Tata stał obok i też się uśmiechał.
Sto lat, nasza kochana Śnieżynko! zawołał, a ona już otworzyła pudełko i roześmiała się radośnie.
Wtedy jednak mama nagle złapała się za brzuch.
Jakubie, szybko, jedź po samochód, musimy do szpitala. Zajrzyj tylko do babci Haliny, zostawimy u niej Zimę powiedziała wolno, marszcząc się z bólu.
Zimie zrobiło się trochę smutno. To jej urodziny, a tu takie sprawy, i jeszcze ma iść do babci Haliny w taki wyjątkowy dzień. Postanowiła, że nie pójdzie niech babcia przyjdzie do nich. Rodzice odjechali. Babcia Halina nakarmiła Zimę, przychodziła do niej w ciągu dnia, ale wieczorem straciła cierpliwość.
Zmęczyłam się tym chodzeniem. Chodź do mnie, u mnie prześpisz. Jak tata wróci, zabierze cię do domu powiedziała.
Dziewczynka chciała zaprotestować, ale w mieszkaniu robiło się już ciemno, więc się zgodziła.
Tata wrócił dopiero następnego ranka. Zmizerowany, blady, zagubiony.
Co się stało z Kingą? jęknęła babcia Halina.
Jakub tylko skinął głową, w oczach miał łzy. Nie mógł mówić.
Tato, a gdzie Miś?
Zmarł razem z mamą wyszeptał.
Tego dnia tata, który zawsze zabraniał córeczce spać w małżeńskim łóżku, sam pozwolił jej się położyć obok. Otulił ją kołdrą, a ona leżała na miejscu mamy, wyprostowana jak struna. Wcześniej, gdy ojciec szedł do pracy na nocną zmianę, mama zawsze pozwalała córeczce spać przy sobie.
Pogrzebu mamy Zima prawie nie pamiętała. Najpierw pojechała z tatą do szpitala. Gdy on poszedł do środka, kazał jej bawić się w parku pod oknami. Potem zobaczyła mamę leżała biała, z zamkniętymi oczami. Miś nie był przy niej.
Po pogrzebie nagle zauważyła, że zgubiła jeden kolczyk. To była dla niej prawdziwa tragedia. Nie wiedziała, gdzie mogła go zgubić. Płakała, bo to był prezent od mamy.
Minęły trzy miesiące. Jakub nie mógł sobie znaleźć miejsca. Nikomu nie powiedział, że tamtego dnia zrezygnował z syna. Chłopiec żył, a ordynator szpitala próbowała go przekonać.
Na pewno chcecie go zostawić? Rozumiem, jesteście w szoku, straciliście żonę, ale można znaleźć rozwiązanie. Macie pewnie babcię, można wynająć nianię. Nie musicie go nawet teraz zabierać, możemy go tu zatrzymać.
Mam sześcioletnią córkę. Nie stać mnie na nianię, nie mam babci. Sam nie mogę siedzieć z niemowlęciem, muszę pracować i utrzymać córkę.
Później zrozumiecie, że popełniliście błąd. Ale będzie za późno, nikt wam potem nie udzieli informacji o dziecku powiedziała stanowczo. Jak chcieliście go nazwać?
Misiem, Michałem. Tak chciała córka.
I nadszedł ten moment. Jakub rozpaczał, często myślał o synu. Postanowił pójść do ordynator. Ale ta dotrzymała słowa nie udzieliła mu żadnych informacji, choć błagał. Wyszedł ze szpitala przygnębiony.
Czy naprawdę nie dałbym rady wychować syna? Sąsiedzi by pomogli Bał się, że ktoś się dowie o jego decyzji. Zrobiło mu się wstyd.
Prawie przy wyjściu ze szpitala dogoniła go pielęgniarka.
Wiem coś o waszym synu.
Spojrzał na nią z nadzieją.
Tej samej nocy, gdy wasza żona zmarła, rodziła inna kobieta. To była młoda dziewczyna, miała trudny poród, ale dziecko przeżyło i teraz wychowuje je jak swoje, a ja widziałam, jak nazywa go Miś powiedziała pielęgniarka, a Jakub poczuł, że w jego sercu znów zapłonęła iskra nadziei.



