Odnaleźć za wszelką cenę
Młody ojciec nazwał córkę Zimą, bo urodziła się w zimowy, śnieżny dzień, gdy padały wielkie płatki śniegu.
Taka sama lekka i puszysta jak te śnieżynki myślał Artur, jadąc do szpitala do żony Anety, która właśnie urodziła córeczkę. Zastanawiał się, że teraz przybędzie mu obowiązków.
Aneta nie miała nic przeciwko takiemu imieniu dla córki, nawet bardzo jej się podobało, a dziewczynka była jasnowłosa z szarymi oczkami.
Zima rosła w miłości i czułości. Mama i tata nie mogli się nacieszyć swoją Śnieżynką, jak często nazywał ją tata. Dziewczynka chodziła do przedszkola, miała prawie sześć lat, ale uważała się już za dużą. Chociaż babcia Krysia, sąsiadka z naprzeciwka, wciąż nazywała ją maluszkiem.
Już nie jestem maluszkiem, jestem duża odpowiadała Zima, a babcia tylko się uśmiechała i kiwała głową.
Pewnego wieczora Zima nie mogła zasnąć. Leżała cicho w łóżku i słuchała, o czym rozmawiają rodzice. Lubiła podsłuchiwać, bo te przypadkowe rozmowy zawsze przynosiły coś ciekawego. Nie robiła tego specjalnie, ale gdy długo nie mogła zasnąć, zdarzało się to samo.
Mama i tata rozmawiali o ciąży. Wszyscy w rodzinie wiedzieli, że niedługo urodzi się chłopiec. Zima nawet wymyśliła imię dla braciszka nazwie go Miśkiem, bo w przedszkolu był miły chłopiec o imieniu Miś, którego zawsze chwalili wychowawcy. Myślała więc, że wszyscy Misiowie są dobrzy.
Rodzice mówili o cesarskim cięciu. Dziewczynka usłyszała, jak tata powiedział:
Słyszałem, że dzieci po takim porodzie czasem rozwijają się wolniej niż rówieśnicy. A ty będziesz musiała wcześniej pojechać do szpitala. Z kim zostawimy Zimę?
Artur, jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić, zobaczymy odpowiedziała Aneta.
Zima nie rozumiała, o co chodzi z tym cięciem, ale wkrótce sen ją zmorzył i zasnęła. Kolejnego wieczora znowu nie mogła zasnąć i usłyszała, jak rodzice rozmawiają o jej urodzinach. Mama i tata zastanawiali się, jaki prezent kupić córce.
Kupmy Zimie złote kolczyki, przecież już ma przekłute uszy mówiła Aneta.
Nie wiem, czy nie za wcześnie na tak drogie prezenty wątpił ojciec. Jakoś się waham, Aneto.
Nie za wcześnie. Wkrótce urodzi się braciszek, a ona stanie się starszą siostrą. Już jej znalazłam małe, eleganckie.
Zima ucieszyła się i szybko zasnęła. Czas do urodzin wlókł się niemiłosiernie. W przeddzień wieczorem zasnęła od razu, bo następnego dnia czekało ją święto.
Córeczko, wszystkiego najlepszego powiedziała mama, przytrzymując brzuch, i podała małe niebieskie pudełeczko.
Tata stał obok i również się uśmiechał.
Sto lat, nasza kochana Śnieżynko! Dziewczynka otworzyła pudełko i roześmiała się radośnie.
Ale w tym momencie mama nagle złapała się za brzuch.
Artur, szybko, odprowadzaj auto, jedziemy do szpitala tylko zajdź po babcię Krysię, zostawimy u niej Zimę powiedziała powoli, marszcząc twarz z bólu.
Zimie było trochę przykro. Przecież to jej urodziny, a tu takie sprawy, i jeszcze z babcią Krysą w święto. Postanowiła, że nie pójdzie do babci niech ona do nich przyjdzie. Rodzice odjechali. Babcia Krysia nakarmiła Zimę, przychodziła do niej przez cały dzień, ale wieczorem nie wytrzymała i powiedziała:
Zmęczyłam się, biegając tam i z powrotem. Chodź do mnie, prześpisz się u mnie. Jak tata wróci, zabierze cię do domu. Dziewczynka chciała zaprotestować, ale w mieszkaniu robiło się już ciemno, więc się zgodziła.
Tata wrócił dopiero następnego dnia rano. Wyglądał na zmęczonego, przygnębionego, zagubionego.
Co z Anetą? jęknęła babcia Krysia.
Artur skinął głową, w oczach miał łzy, nie mógł mówić.
Tato, a gdzie Miś?
Umarł razem z mamą ledwo wyszeptał.
Tego dnia tata, który zawsze zabraniał córce spać w łóżku rodziców, sam pozwolił jej się położyć. Owinął ją kołdrą, a ona leżała na miejscu mamy, wyprostowana jak struna. Wcześniej, gdy tata wychodził do pracy w nocy, mama zawsze pozwalała córce spać z nią.
Pogrzebu mamy Zima prawie nie pamiętała. Najpierw pojechali z tatą do szpitala, a gdy on poszedł do środka, kazał córce bawić się w parku pod oknami. Potem zobaczyła mamę, leżącą bladą, z zamkniętymi oczami, ale Miśka przy niej nie było.
Po pogrzebie nagle zorientowała się, dotykając uszu, że zgubiła jeden kolczyk. To też było dla niej prawdziwe nieszczęście. Nie wiedziała, gdzie mogła go zgubić. Płakała, bo bardzo jej żal przecież to prezent od mamy.
Minęły trzy miesiące. Artur nie mógł znaleźć sobie miejsca. Nikomu nie powiedział, że tamtego dnia zrezygnował z syna. Chłopiec żył, a ordynator szpitala przekonywała go:
Na pewno pan chce zostawić syna? Rozumiem, że jest pan w szoku, stracił pan żonę, ale można znaleźć rozwiązanie może babcia, można nająć nianię. Nie musi pan go od razu zabierać, możemy go tu zatrzymać.
Mam sześcioletnią córkę, nie stać mnie na nianię, nie mam też babci. Sam nie mogę zostać z niemowlęciem, muszę pracować i utrzymywać córkę.
Później pan zrozumie, że postąpił pan źle. Ale będzie za późno nikt nie poda panu informacji o dziecku powiedziała stanowczo. Jak chociaż chciał pan go nazwać?
Miśkiem, Michałem. Tak chciała córka.
I nadszedł ten czas. Artur nie mógł przestać myśleć o synu. Postanowił pójść do ordynator. Ale ta dotrzymała słowa i nie podała żadnych informacji, mimo jego próśb. Wyszedł ze szpitala w rozgoryczeniu.
Czy naprawdę nie dałbym rady wychować syna? Sąsiedzi pewnie by pomogli Bał się, że ktoś dowie się o jego decyzji. Było mu wstyd i źle
Dopadła go pielęgniarka. Nawet chciał dać ordynator pieniądze,Artur nagle zobaczył Zimę, jak wbiega do pokoju z uśmiechem, trzymając za rękę małego Miśka, i w tej chwili zrozumiał, że jego rodzina jest teraz kompletna.



