Dziś wróciła do mojego życia Aneta, koleżanka jeszcze z podstawówki. Ma tyle lat co ja, sześćdziesiąt. Pamiętam, jak zaraz po studiach spakowała swoje rzeczy i wyjechała z naszego Piotrkowa do Warszawy, a potem dalej. Przez parę lat wymieniałyśmy listy, ale z czasem kontakt się urwał.
Od znajomych słyszałam, że była za granicą, często zmieniała miasta i pracę, a partnerów jeszcze częściej. Słyszałam nawet, że przed pięćdziesiątką miała już trzech mężów, lecz żaden związek nie przetrwał. Nigdy nie zdecydowała się na dzieci. Zastanawiało mnie to przecież większość kobiet, nawet jeśli w życiu im nie wyjdzie, to mają przynajmniej dzieci, później wnuki, zawsze ktoś do opieki i rozmowy.
Teraz odwiedziła nasze rodzinne strony, bo chciała pozbyć się resztki rzeczy zostało jej jakieś stare mieszkanie, które zaczęła wynajmować jeszcze za PRL-u. Spotkałyśmy się w kawiarni na rynku. Wspominałyśmy dawne czasy, w końcu spytałam:
Anetko, dlaczego tak postanowiłaś? Dlaczego nie masz dzieci? Przecież czasem warto chociaż dla siebie, żeby na starość miał kto podać herbaty.
Roześmiała się i aż zakręciły jej się łzy w oczach. Marto, a twoje dzieci naprawdę przyniosą ci herbatę? Popatrz na znajomych, na sąsiadki dzieci powyjeżdżały za granicę, wnuki na studiach we Wrocławiu czy w Krakowie, i co odwiedzają ich? A jak trzeba lekarza albo zrobić zakupy, to latamy same. Wcale nie marzę o tym, żeby być ciężarem dla dzieci. Wolę dorobić przez życie, spokojnie zapłacić pielęgniarce. Za złotówki kupię więcej spokoju niż za wygórowane nadzieje.
Ja po prostu nie chciałam dzieci, nigdy nie ciągnęło mnie do niańczenia, do wiecznego martwienia się, gonienia po lekarzach, pomagania finansowo. Chciałam zobaczyć świat, doświadczyć życia, być trochę samolubna. Mąż za mężem zostawiali mnie tylko dlatego, że nie chciałam być matką.
Dziś też mam luz. Nie muszę pilnować wnuków, nie zastanawiam się, ile ZUS mi wypłaci, żeby starczyło jeszcze dzieciom na wsparcie. Wszystko mam dla siebie. Naprawdę nie żałuję.
Popatrzyłam na nią i pomyślałam: ma rację. Po co się zmuszać, jeśli się nie czuje tego instynktu? Po co wierzyć w to, że dzieci odpłacą się opieką? Znam tyle osób, które poświęciły życie rodzinie, a teraz są same i mają pretensje do świata. A Aneta nie ma takich zmartwień.
Może wcale nie trzeba się tak spinać? Dobrze jest czasem usłyszeć kogoś, kto odważył się żyć po swojemu.



